statystyki

Czy można wziąć łapówkę i pozostać niewinnym

Piotr Szymaniak08.05.2013, 00:00; Aktualizacja: 14.05.2013, 10:59
  • Wyślij
  • Drukuj

sprawa Beaty Sawickiej

Publicznie określił pan wyrok sądu apelacyjnego w sprawie byłej posłanki Sawickiej jako katastrofę naszego wymiaru sprawiedliwości. Dlaczego?

Konstytucja powiada, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym i realizuje zasady sprawiedliwości społecznej. Jeżeli zatem łamana jest podstawowa zasada sprawiedliwości społecznej, to mam prawo mówić o katastrofie. Tym bardziej że w mojej opinii jest ona wynikiem nadużycia sędziowskiej niezawisłości. Zawsze wyrażałem pogląd, że wyroki wydawane w imieniu RP należy szanować, m.in. dlatego że są one oparte na prawdzie obiektywnej. Jednak nie można powstrzymać się od krytyki wyroku, który został poprzedzony przedziwną oceną dowodów. Trzeba pamiętać, że sąd apelacyjny nie przeprowadza żadnego postępowania dowodowego, opiera się wyłącznie na materiale zgromadzonym podczas postępowania przygotowawczego i podczas rozpoznawania sprawy w pierwszej instancji. A na tych etapach nie było podstaw, by uznać działania funkcjonariuszy CBA za niezgodne z prawem, ponieważ w dwóch najważniejszych czynnościach operacyjnych zostały wydane decyzje: sądu (o założeniu podsłuchu) i prokuratora generalnego (kontrolowane wręczenie łapówki). Teraz tę samą sprawę sędzia próbuje interpretować jako kreowanie przestępstwa. Albo to wynik braku doświadczenia, o co pana sędziego nie posądzam, albo efekt zupełnie opacznego rozumienia tego, co stanowi naruszenie prawa. W sprawie leżącej w centrum zainteresowania opinii publicznej sąd musi wykazać niesłychaną ostrożność i kierować się świętą zasadą postępowania karnego – swobodnej oceny dowodów. Ale nie dowolnej. Tu mamy najwyraźniej do czynienia z dowolną oceną tego, co już raz zostało ocenione.

Na czym polega różnica?

Sędzia ocenia dowody na podstawie swojej wiedzy, doświadczenia i konfrontacji z innymi dowodami. Są więc pewne kryteria.

Wielu komentatorów zwróciło uwagę, że sędzia orzekający posłużył się teorią owoców zatrutego drzewa, której wprowadzenie do polskiego systemu prawa karnego jest dopiero postulowane.

Na razie sąd ma orzekać na podstawie obowiązującego w Polsce prawa, a nie doktryn, które funkcjonują np. w krajach anglosaskich, czy koncepcji, która pojawiła się w komisji przygotowującej nowelizację kodeksu postępowania karnego. W naszej procedurze karnej nie ma zapisu, iż owoce zatrutego drzewa – w dodatku jest to określenie czysto publicystyczne – nie mogą być brane pod uwagę i poddawane ocenie sądu jako zdobyte z naruszeniem prawa. Jestem też przekonany, że nawet gdyby taka regulacja weszła w życie, byłaby niezgodna z konstytucją, ponieważ stałaby w sprzeczności z zasadą państwa prawnego.

Sąd uniewinniając Beatę Sawicką przyznał jednak, że wzięła łapówkę.

I to jest najbardziej zdumiewające. Przyjęła łapówkę, czyli dopuściła się bardzo poważnego przestępstwa, zwłaszcza że jako poseł była wówczas funkcjonariuszem publicznym. Koniec kropka, tu nie ma nad czym dyskutować. Zaś przyjęcie przez pana sędziego konstrukcji: przestępstwo miało miejsce, przyjęła łapówkę, ale nie można jej skazać, bo w ocenie sądu te dowody są brzydkie, stanowi dla mnie przykład niezrozumienia zasad postępowania karnego i oczywistego zaprzeczenia zasadom logiki. Nie bez przyczyny prawnicy uczą się logiki podczas studiów. Potem z jej stosowaniem bywa, jak widać, różnie.

Wyrok uniewinniający Beatę Sawicką stanowi ważny głos w debacie dotyczącej najistotniejszych dla procesu karnego zagadnień

Po pierwsze udziela odpowiedzi na pytanie o granice dopuszczalnej prowokacji. Stanowi przy tym potwierdzenie zasady, iż cel nie uświęca środków, a państwo nie może stosować wobec obywatela wszelkich metod w celu sprawdzenia jego uczciwości. Prowokację można bowiem stosować tylko wtedy, gdy są dowody na popełnienie przestępstwa. Znaczenie wyroku rozciąga się na całość relacji państwo – obywatel.

Nie można zaakceptować sytuacji, gdy nieoznakowany policyjny samochód prowokuje kierowcę do szybszej jazdy, „najeżdża” i miga światłami, sugerując, że blokuje mu się drogę. Gdy kierowca przyspieszy, przekraczając dopuszczalną prędkość, prowokujący zajeżdża mu drogę i wyciąga legitymację policyjną. Takie postępowanie to nic innego jak produkowanie osób winnych.

Po wtóre, wyrok potwierdza odpowiedzialność sędziego za zachowanie prawidłowości w gromadzeniu dowodów. Nie powinien on pełnić jedynie roli beznamiętnej maszyny do pisania przetwarzającej zebrane dowody, lecz, jak wskazuje na to rota przysięgi, musi „stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”. Czy sędzia, który dostrzega łamanie prawa przy zbieraniu materiału dowodowego, może powołać się na takie dowody i twierdzić, że wymierzył sprawiedliwość zgodnie z przepisami prawa? Czym różniłby się od pasera korzystającego z rzeczy pochodzącej z czynu zabronionego? Tak jak złe drzewo nie może przynosić dobrych owoców (Mt 7,18), tak i wyrok wydany w oparciu o nielegalnie zdobyte dowody nie może być sprawiedliwy. O wyniku procesu karnego świadczy przestrzeganie reguł gry. Powinny być one fair. Całokształt norm regulujących proces karny (czyli „reguły gry”) jest tak skonstruowany, by w konkretnym postępowaniu jak najsprawniej dotrzeć do zgodnych z prawdą ustaleń faktycznych i rozstrzygnąć o odpowiedzialności (ustalić wynik „gry”). Nie na odwrót.

Tak stworzona regulacja procesowa wyznacza nieprzekraczalne ramy dochodzenia do prawdy. Stan faktyczny ustalony zgodnie z przepisami prawa dowodowego zawartymi w k.p.k. uznaje się za zgodny z rzeczywistością i na jego podstawie stosuje się prawo karne materialne. W procesie karnym osiąganie stanu sprawiedliwości materialnej musi być sprzężone z osiąganiem stanu sprawiedliwości proceduralnej. Omawiany wyrok przypominao tych podstawowych zasadach. Sędzia ignorujący legalność gromadzonych dowodów w imię określonego z góry rezultatu przypominałby sędziego ustawiającego z góry wynik meczu, w trakcie którego zmieniałby reguły gry. Praktyce takiej sprzeciwia się Europejski Trybunał Praw Człowieka, o czym pisałem w Prawniku nr 61 z 27 marca 2013 r.

Sąd wydając wyrok, jest nie tylko uprawniony, ale wręcz zobowiązany do oceny legalności zebranych dowodów. Obliguje go do tego zarówno art. 7 konstytucji (organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa), jak i art. 178 ust. 1, zgodnie z którym sędziowie są niezawiśli i podlegają tylko konstytucji oraz ustawom. Jak trafnie stwierdził Sąd Najwyższy w postanowieniu z 30 listopada 2010 r. (sygn. III KK 152/10) „gwarancje te niewątpliwie obejmują konieczność rozstrzygania każdej sprawy na podstawie takich dowodów, które w ramach konkretnego systemu procesowego są prawem przewidziane bądź z nim niesprzeczne, a więc legalne.(...) Niezachowanie określonych w art. 19a ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji (Dz.U. z 2007 r. nr 43, poz. 277 ze zm.) ustawowych warunków dopuszczalności przeprowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych uniemożliwia w procesie karnym wykorzystanie uzyskanego w ich trakcie materiału dowodowego”.

Ocena sądu o legalności zdobytych dowodów na etapie wyrokowania jest zupełnie inna aniżeli ocena sądu pierwotnie zezwalającego na przeprowadzenie prowokacji jako czynności operacyjno-rozpoznawczej, gdyż tamta decyzja podejmowana była w pierwszym stadium postępowania, w oparciu o znikomą podstawę dowodową. We wstępnych fazach procesu karnego warunkiem dopuszczalności podejmowania czynności procesowych nie jest udowodnienie, lecz tylko uprawdopodobnienie zaistnienia pewnego faktu, najczęściej przestępstwa. K.p.k. posługuje się w takich wypadkach zwrotami „duże prawdopodobieństwo” (art. 249 par. 1), „uzasadnione podejrzenie” (art. 303), „uzasadniają dostatecznie podejrzenie” (art. 313 par. 1). To samo dotyczy postępowań kontrolnych, w których sądy mają ograniczone możliwości dokonywania własnych ustaleń faktycznych. Ale dowody, które pozwoliły wyrazić zgodę na prowokację, mogą nie wystarczyć do skazania.

Wreszcie wypada podkreślić, iż sąd apelacyjny miał całkowite prawo do zmiany wyroku sądu I instancji poprzez uniewinnienie Beaty Sawickiej. Aktualny pozostaje pogląd Sądu Najwyższego, że przyznane sądowi odwoławczemu prawo do odmiennego orzeczenia co do istoty sprawy nie oznacza przekreślenia obowiązującej w polskim procesie karnym zasady bezpośredniości. Odmienna zatem ocena przeprowadzonych przez sąd I instancji dowodów w postępowaniu apelacyjnym może być dokonana jedynie wtedy, gdy dowody te są w swej treści kategoryczne i jednoznaczne, a ich ocena przeprowadzona przez sąd I instancji jest wynikiem błędu w rozumowaniu (SN V KRN 31/79, OSNPG 1980, nr 2, poz. 27).

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
  • Wyślij
  • Drukuj
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Więcej na ten temat

Artykuły płatne

    Artykuły bezpłatne

      Artykuły powiązane

      Komentarze FB:

      Prawnik: najnowsze