We Władysławowie gazetę powinien wyrzucić do żółtego pojemnika, natomiast w Zakopanem do niebieskiego. Obecnie bowiem każda z niespełna 2,5 tys. gmin ma prawo sama zadecydować, jaki system selektywnej zbiórki jej odpowiada. Zatem w Polsce może obowiązywać 2,5 tys. innych zasad segregacji śmieci. Niektóre zdecydowały, że będą wymagać, aby mieszkańcy dzielili odpady tylko na dwie frakcje (suche i mokre), inne, aby do oddzielnych pojemników wyrzucali szkło, papier czy metal.

Po prawie trzech latach od wejścia w życie rewolucji śmieciowej Ministerstwo Środowiska zdecydowało się na zmiany. Doszło chyba do wniosku, że reforma, która miała uporządkować system, na razie spowodowała niezły bałagan. Rząd dopiero pracuje nad projektem rozporządzenia, w którym określi zasady segregacji śmieci. Chce, aby we wszystkich gminach obowiązywały jednolite zasady selekcji odpadów, czyli np. że papier powinien trafiać tylko do niebieskich pojemników, a szkło do zielonych.

To jednak nie podoba się samorządowcom: „Teraz kiedy zainwestowaliśmy w pojemniki, ich oznakowanie, ale co ważniejsze – nauczyliśmy mieszkańców, do jakich worków wyrzucać śmieci, mamy to zmieniać? Czy od razu nie można było przypisać kolorów konkretnym frakcjom odpadów?” – zastanawiają się.

Inni twierdzą, że odgórne narzucanie barw niewiele pomoże, bo statystyczny Kowalski i tak nie potrafi odróżnić papieru od plastiku i konsekwentnie karton po mleku wyrzuca do pojemników na makulaturę. Część ekspertów twierdzi z kolei, że mieszkaniec nie ma obowiązku znać składu surowcowego wszystkich opakowań i tu z pomocą powinni przyjść przedsiębiorcy, którzy kolorami oznaczą swoje produkty.

Na razie jednak gminy nadal stosują samowolkę w ustalaniu kolorów. A Kowalski jeszcze w tym roku będzie musiał się zastanowić, czy papierek po lodzie wyrzucić do żółtego, czy niebieskiego pojemnika.