Na jakim etapie są projekty dotyczące e-zdrowia? Ile szpitali jest przygotowanych do wdrożenia elektronicznej dokumentacji? Jak przebiega tworzenie regionalnych platform do wymiany informacji o pacjentach. Między innymi tym kwestiom poświęcona była zorganizowana przez DGP pod patronatem Narodowego Funduszu Zdrowia debata „Gdzie jest e-zdrowie? W oczekiwaniu na faktyczną informatyzację systemu lecznictwa”.
Rok temu na debacie u nas w redakcji mówiliśmy o opóźnieniu wdrażania platformy P1 do gromadzenia, analizy i udostępniania informacji o zdarzeniach medycznych, czyli np. naszych wizytach, zrealizowanych badaniach, zabiegach czy przepisanych lekach. Na jakim etapie są obecnie projekty z zakresu e-zdrowia
ikona lupy />
Marcin Węgrzyniak dyrektor Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia / Dziennik Gazeta Prawna
Marcin Węgrzyniak: E-zdrowie to nie tylko centralne projekty jak platforma P1,Absolutną podstawę stanowi poziom informatyzacji placówek medycznych i utrzymanie jego systematycznego wzrostu. Z przeprowadzonego przez nas w 2016 r. badania wynika, że 41 proc. szpitali jest przygotowanych do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej, co w stosunku do 2014 r. daje ponad 15-proc. wzrost. Ważny element procesu informatyzacji stanowią regionalne platformy e-Zdrowia umożliwiające wymianę informacji. Pomimo różnego studium ich wdrożenia, bezdyskusyjnie należy wykorzystać ich potencjał w procesie informatyzacji systemu ochrony zdrowia w Polsce. Jest też kilka inicjatyw rządowych, np. obszarze dotyczących rejestrów medycznych – lekarzy, pielęgniarek, aptek czy podmiotów leczniczych. Tu mamy się czym pochwalić – wszystkie te rejestry są na jednej platformie technologicznej i następuje między nimi przepływ informacji. Od lat działa również całkowicie zinformatyzowany system rozliczeń świadczeń z płatnikiem przy dość jednolitym standardzie. Zbudowane są już systmy m.in. do obsługi listy refundacyjnej. Działa on od 1 stycznia br., docelowo proces tworzenia listy refundacyjnej będzie w całości zinformatyzowany, z negocjacjami włącznie. To skok w XXI wiek.
Na razie jest tam jedynie telekonsultacja geriatryczna i kardiologiczna na obszarach wiejskich.
Marcin Węgrzyniak: Niestety mamy w tej kwestii bardzo dużo do zrobienia. Poczyniono jednak pierwsze kroki, niedawno zostały zniesione bariery prawne do wykorzystywania takich rozwiązań. Umożliwiono m.in. konsultacje lekarskie na odległość. Chcemy, aby coraz więcej usług telemedycznych trafiało do koszyka świadczeń gwarantowanych.
To niewątpliwie dobre rozwiązania, ale platforma P1 miała przynieść korzyści pacjentom. Na jakim jest etapie?
Marcin Węgrzyniak: Docelowo ma ona dostarczyć elektroniczną receptę, skierowanie i możliwość wymiany dokumentacji medycznej w postaci elektronicznej oraz stworzyć Internetowe Konto Pacjenta. Otrzymaliśmy zgodę od Komisji Europejskiej na korzystanie z funduszy programu Polska Cyfrowa na dokończenie tego projektu. Teraz intensywnie pracujemy nad e-receptą, zaplanowaną do wdrożenia na koniec tego roku. E-skierowanie będziemy wdrażać sześć miesięcy później i za kolejne dziewięć elektroniczną dokumentację medyczną. Cały projekt powinien się zakończyć w pierwszym kwartale 2020 r. Najpierw opublikujemy do nich standardy komunikacyjne, które ukażą się w wakacje.
Czy z punktu widzenia firm IT te terminy są realne?
ikona lupy />
Krzysztof Groyecki vice prezes Asseco Poland / Dziennik Gazeta Prawna
Krzysztof Groyecki: Wydaje mi się, że nie powinno być żadnych problemów, bo to są dość proste systemy wymiany danych, które od wielu lat przygotowywaliśmy. W przypadku e-recepty wcześniejsze przymiarki do tego projektu doczekały się nawet pilotażu. Mieliśmy czas, aby się przygotować, a nie spodziewamy się rewolucji, gdyż zawartość informacyjna recepty praktycznie się nie zmienia. Standardy techniczne zdążymy zaimplementować na czas.
Panie dyrektorze, ile potrzeba czasu z perspektywy szpitala na wdrożenie zmian?
ikona lupy />
dr Wojciech Puzyna prezes Centrum Medycznego „Żelazna” i dyrektor Szpitala św. Zofii, przewodniczący Rady Rewizyjnej CSIOZ / Dziennik Gazeta Prawna
Wojciech Puzyna: Mój szpital jest oswojony z technologią. Przychodnia Przyszpitalna jest całkowicie zinformatyzowana. Stopniowo rezygnujemy z papierowej dokumentacji także w szpitalu. Dodatkowym czynnikiem mobilizującym jest to, że musieliśmy wynająć magazyny na papierowe dokumenty, co kosztuje kilka tysięcy złotych miesięcznie.
Pana placówka pozytywnie się wyróżnia, ale wiadomo że na poziomie szpitali i przychodni jest też wiele obaw, oporów przed e-zdrowiem.
Wojciech Puzyna: W kontakcie z placówkami służby zdrowia potrzeba wiele wyobraźni, której dotychczas brakowało. Kiedyś myślano, że jedynym odbiorcą całej infrastruktury jest lekarz. Do dzisiaj nie wchodzą szerzej do wykorzystania e-zwolnienia, ponieważ w żadnej szanującej się placówce zwolnień nie wypisuje lekarz, lecz sekretarka, pielęgniarka czy położna. Czas lekarza jest na tyle cenny, że nie powinno się go angażować w działania biurokratyczne. Tego system nie przewidział. Trzeba zatem znaleźć granicę między tym, co może wykonać personel pomocniczy, a sposobem autoryzacji tych działań przez lekarza.
Marcin Węgrzyniak: Musimy zaprojektować to tak, aby oddawało rzeczywistość i nie nakładało dodatkowych obowiązków na wysoko wykwalifikowany personel. I system P1 jest na to przygotowany. Dokument elektronicznej recepty tworzy się w szpitalu lub gabinecie lekarskim, gdzie działa oprogramowanie lokalne. I to ono jest najważniejsze, jeśli chodzi o ergonomię czy intuicyjność. Do P1 wysyła się już gotową receptę. Podpisać musi to lekarz, ale nie jest istotne to, kto wypełnia dokument.
Krzysztof Groyecki: Wiele rzeczy jest regulowanych przepisami i musi istnieć niezaprzeczalna pewność, że określone czynności wykonał lekarz, który jako jedyny ma takie kompetencje. W tej chwili niestety zdarza się, że na oddziale zalogowany jest jeden lekarz na wszystkich komputerach, gdyż personel wykonuje za niego pracę. To zdaje egzamin dopóki nie pojawia się problem i kwestia odpowiedzialności. Idealnym rozwiązaniem technicznym byłoby wprowadzenie kart dla pracowników medycznych. Proces logowania byłby automatyczny i wydajny.
Poprzedni rząd miał takie plany, potem się z nich wycofano. Były pomysły na wykorzystanie do uwierzytelniania wykonania czynności przez lekarza e-Puapu, który jednak nie sprawdza się w warunkach poradni, plany elektronicznych dowodów osobistych, w których mogłaby być funkcjonalność karty pracownika medycznego. Co teraz?
ikona lupy />
Marcin Grabowski p.o. dyrektora Departamentu Informatyki, NFZ / Dziennik Gazeta Prawna
Marcin Grabowski: Ministerstwo Zdrowia aktualnie pracuje nad wydaniem odrębnej karty profesjonalisty medycznego. Wcześniej rzeczywiście prace toczące się m.in. w funduszu wstrzymano ze względu na chęć połączenia tych funkcji z dowodem osobistym. Ale to na razie odległa perspektywa. Musimy działać zanim nowy dowód obejmie całą populację. Możliwe jest także wykorzystanie np. karty płatniczej do autoryzacji pobytu pacjenta w placówce.
Jak wygląda wdrażanie e-zdrowia z perspektywy województwa?
ikona lupy />
Zofia Nowacka specjalista z Departamentu Zdrowia i Polityki Społecznej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego / Dziennik Gazeta Prawna
Zofia Nowacka: Z naszą platformą regionalną zintegrowane są 23 wojewódzkie podmioty lecznicze, łącznie województwo ma ich 28. Platforma jest przygotowana do integracji z P1. Dostosowanie systemów szpitalnych (HIS) do wymagań e-recepty będzie możliwe w ramach obecnych lub przyszłych umów z dostawcami systemów informatycznych.
Krzysztof Groyecki: Wykonawcy muszą dostosować się do zobowiązań zawartych w umowie. Zwykle przygotowuje ją zamawiający i już nie negocjuje warunków po wyborze wykonawcy. Dlatego bardzo duże znaczenie ma jakość i stopień przygotowania materiałów przetargowych. Widzimy wzrost świadomości w szpitalach, że warto mieć umowę na podtrzymywanie systemu – nadzór autorski, co gwarantuje m.in. bieżące dostosowywanie do wymogów prawnych. Próby zaoszczędzenia na tym elemencie przynoszą odwrotne rezultaty.
Wojciech Puzyna: Grzech pierworodny systemu to rozdrobnienie organów założycielskich placówek medycznych. To utrudnia wdrażanie wspólnych rozwiązań, także informatycznych. Szpitale ogłaszają własne konkursy, np. na wymianę całego oprogramowania, ale pod kątem własnych potrzeb. Potrzebna byłaby unifikacja, wyznaczenie standardów dla takich zamówień, by potem były kompatybilne z ogólnopolskim systemem.
Jak taką kompatybilność zapewnić? W inwestycjach zdrowotnych w infrastrukturę i sprzęt od około pół roku działa IOWISZ (Instrument Oceny Wniosków Inwestycyjnych w Sektorze Zdrowia), wskazujący m.in., na ile inwestycja jest zbieżna z mapami potrzeb zdrowotnych. Może podobne narzędzie powinno być dla zdrowotnych inwestycji IT, oceniać ich zgodność np. z planowaną platformą P1?
Marcin Węgrzyniak: Dobrze byłoby mieć takie narzędzie też do inwestycji w e-zdrowiu. W obecnej perspektywie środków unijnych szansa na koordynację jest dużo większa niż w poprzednim finansowaniu. Są już mechanizmy pomagające wprowadzać zmiany.
W swojej działalności CSIOZ od samego początku, tj. 2000 r. podejmuje działania w kierunku standaryzacji. Jednak pomimo prowadzonych działań brak standaryzacji jest nadal widoczny. Jedyny dość jednolity obszar to diagnostyka obrazowa i rozliczenia w NFZ.
Niedawno zainagurowana została w CSIOZ działalność Rady Interoperacyjności, której celem jest standaryzacja – zarówno regionalna jak i centralna. W jej skład wchodzą wszyscy interesariusze, przedstawiciele samorządów zawodowych, organizacji pozarządowych oraz dostawcy oprogramowania i regulatorzy wraz z NFZ. Chcemy tam pracować nad rekomendacjami, które potem stanowiłyby standard działania.
Co ważnego może przynieść e-zdrowie pacjentom? Jako Alivia pracujecie z resortem zdrowia i NFZ np. nad rejestrami. Jaka jest ich rola?
ikona lupy />
Bartosz Poliński prezes Fundacji Onkologicznej Alivia, wcześniej dyrektor IT w jednym z telekomów / Dziennik Gazeta Prawna
Bartosz Poliński: To jeden z naszych strategicznych kierunków działań. Oprócz ułatwienia w postaci np. e-recept, musimy też dbać o gromadzenie danych, żeby wiedzieć, co w ogóle dzieje się w systemie. Dzięki zebranym informacjom pacjent mógłby sprawdzić np., w jakiej placówce przy jego chorobie nowotworowej są najwyższe wskaźniki 5-letniego przeżycia. Twarde dane są też potrzebne decydentom, aby móc diagnozować problemy i sprawdzać efekty poszczególnych decyzji. Przykładem jest wprowadzenie karty DiLO w onkologii. Sam pomysł może jest dobry, ale nie mamy wskaźników, które mogłyby to udowodnić. Na leczenie nowotworów wydajemy aż 6 mld zł rocznie samych środków publicznych, a nie potrafimy sprawdzić, jak te środki są wykorzystywane.
Krzysztof Groyecki: Szersze udostępnienie takich rejestrów, wskaźników, danych porównawczych otworzyłoby rynek dla różnych komercyjnych form wykorzystania tych informacji, np. programów dla obywateli, lekarzy, jak ma to miejsce w innych krajach.