Rząd wycofuje się z planu poprawy infrastruktury i warunków pobytowych w placówkach medycznych. Termin, do którego miały one dostosować do nowych wymogów m.in. sale operacyjne, mija pod koniec 2017 roku. Data ta ma jednak całkiem zniknąć z przepisów.
Reklama

Ministerstwo Zdrowia pracuje nad nowelizacją ustawy o działalności leczniczej. Z opisu projektu wynika, że usunięty zostanie z niej nakaz dostosowania podmiotów do wyższych norm sanitarnych. Jak tłumaczy resort, bez tego wielu placówkom groziłoby zamknięcie, i to już za kilka miesięcy.

Jednocześnie ministerstwo planuje nową procedurę: placówki, które nie dostosują swoich pomieszczeń i urządzeń do wymogów określonych w art. 22 ustawy, będą mogły wystąpić do właściwego organu Państwowej Inspekcji Sanitarnej z wnioskiem o wydanie decyzji administracyjnej. Oceniał on będzie, jaki wpływ na bezpieczeństwo pacjentów ma niespełnienie wymagań przez szpital. – W przypadku pozytywnej opinii podmiot mógłby dalej funkcjonować. W razie negatywnej, organ prowadzący rejestr wszczynałby postępowanie w sprawie wykreślenia placówki– czytamy w opisie projektu.

Nie ma pieniędzy

Reklama

Szacuje się, że aktualnie ok. 60 proc. szpitali nadal nie spełnia wymogów sanitarnych. Powód jest ten sam co zawsze: pieniądze. Miast, powiatów i województw nie stać na inwestycje w tym obszarze. Szczególnie że szacuje się je na kilkadziesiąt miliardów złotych w skali całego kraju. Część tych pieniędzy mogłaby co prawda pochodzić z funduszy unijnych, ale te przeznaczane są na pilniejsze potrzeby: termomodernizację budynków oraz zakup sprzętu diagnostycznego.

Co więcej, część właścicieli i szefów placówek nie ma motywacji do przeprowadzania szybkich zmian. Przyzwyczaili się do tego, że termin wejścia w życie przepisów na ostatnią chwilę zawsze się przesuwa, a wymogi łagodzi. Tak robiła każda kolejna ekipa rządząca.

Ukrywanie problemu

– To równanie w dół. Podmioty, które wykonały duży trud i poprawiły jakość sanitarną kosztem cięć w innych obszarach, mogą czuć się oszukane – komentuje Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP i właściciel kilku placówek medycznych. Jego zdaniem po raz kolejny ci, którzy byli bierni, skorzystali finansowo. – Przed podjęciem decyzji resort zdrowia powinien przeprowadzić audyt i wskazać, ile dokładnie placówek i w jakim zakresie nie poradziłoby sobie z nowymi wymogami. Na dzisiaj tego nie wiemy i zamiast rozwiązać problem, po prostu go ukrywamy – dodaje Mądrala.

Co ciekawe, proponowana zmiana nie budzi entuzjazmu nawet u zainteresowanych. – Mimo że sami nie dalibyśmy rady spełnić wymogów przed końcem roku, to rezygnacja z nich jest złym rozwiązaniem – uważa Adam Zdaniuk, dyrektor bolesławieckiego szpitala powiatowego. Placówka zamierza zbudować nowe centrum operacyjno-zabiegowe m.in. z centralną sterylizatornią. Koszt inwestycji to 20 mln zł i to bez wyposażenia. – Nie da się jej zrealizować szybko w sytuacji, gdy roczny budżet całego szpitala wynosi 40 mln zł – wyjaśnia.

Władze samorządowe też mają wątpliwości. – Plan jest ryzykowny – ocenia Roman Kolek, wicemarszałek województwa opolskiego. Choć podoba mu się pomysł z zaangażowaniem sanepidu do oceny placówek. Ale eksperci i w tym wypadku są sceptyczni. Zwracają uwagę, że poważne decyzje dotyczące placówek z budżetami liczonymi w setkach milionów złotych będą podejmować bardzo słabo wynagradzani pracownicy służb sanitarnych. – Nie sądzę, by chcieli brać na siebie taką odpowiedzialność – komentuje Grzegorz Byszewski, ekspert Pracodawców RP.

Pożegnanie z jakością

W ostatnim czasie rząd złagodził lub wycofał się z wielu regulacji mających podnieść jakość leczenia. Zlikwidował np. upływający z końcem 2016 r. obowiązek tworzenia lądowisk dla helikopterów przy szpitalach przyjmujących m.in. ofiary wypadków komunikacyjnych. Uznano, że jest ich już wystarczająca liczba. Wycofano się też nakazu wykupu polis od zdarzeń medycznych.

Niedobór pieniędzy stawia pod znakiem zapytania inne planowane przez resort zdrowia zmiany, np. w zakresie ograniczania zdarzeń niepożądanych w placówkach. I nic nie zapowiada tego, by miało być lepiej. Przeciwnie: choć wydatki na zdrowie w relacji do PKB miały z roku na rok rosnąć, to – jak informowaliśmy w poniedziałkowym wydaniu DGP – wicepremier Mateusz Morawiecki w planie finansowym na lata 2018–2020 zapisał ich zamrożenie. Będą wynosiły 4,7 proc. produktu krajowego.