Na początku przyszłego roku regionalne władze zorganizują pierwszy w historii zjazd wszystkich sejmików. W ten sposób chcą zaprotestować przeciwko modelowi rządzenia realizowanemu przez PiS.
Jak bardzo uzależnione są samorządy od pieniędzy rządowych / Dziennik Gazeta Prawna
Do wspólnego posiedzenia radnych sejmików wszystkich województw ma dojść w I kwartale przyszłego roku w Łodzi. To byłoby bezprecedensowe wydarzenie w historii naszej samorządności. – W Polsce jest 550 radnych województw, a więc ich reprezentatywność jest podobna do posłów i senatorów RP – zauważa urząd marszałkowski woj. warmińsko-mazurskiego.
Reklama

Reklama
Z inicjatywą zorganizowania zjazdu wyszedł Marek Mazur, przewodniczący sejmiku woj. łódzkiego. – Dopinane są kwestie organizacyjne, wszystko jest teraz w rękach Związku Województw RP – informuje nas rzecznik łódzkiego sejmiku Rafał Jaśkowski. Dodaje, że pomysł spotkał się z przychylnym stosunkiem Podkarpacia, które uchodzi przecież za bastion PiS.
W jedności siła
Samorządowcy chcą przede wszystkim rozmawiać o dalszym funkcjonowaniu lokalnych jednostek. „Niepewność oraz rodzący się niepokój w samorządach całego kraju wymaga podjęcia odpowiednich kroków, mających również na celu zasygnalizowanie jedności rodziny samorządowej. Najodpowiedniejszą reakcją na tę sytuację wydaje się zorganizowanie demokratycznej debaty, podczas której samorządowcy będą mieli okazję przedyskutować palące kwestie, a także podjąć próbę wypracowania wspólnego stanowiska wszystkich samorządów wojewódzkich w przedmiocie roli i przyszłości polskiej samorządności” – pisze w liście do samorządowców przewodniczący łódzkiego sejmiku Marek Mazur.
To już kolejne działanie o skali ogólnopolskiej władz lokalnych i regionalnych wymierzone przeciwko PiS i gabinetowi Beaty Szydło. Równolegle wśród korporacji samorządowych zrzeszających gminy, miasta czy powiaty trwają przygotowania do przyjęcia wspólnego stanowiska pod roboczym hasłem „Nie dla centralizacji”. – Jego treść już została uzgodniona. Myślę, że jeszcze w październiku oficjalnie to ogłosimy – mówi nam Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.
„Nie” dla zmian
Lista zarzutów samorządów wobec rządu jest długa. Marszałkom nie podobają się np. plany odebrania nadzoru nad ośrodkami doradztwa rolniczego. Natomiast starostowie buntują się przeciwko nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej (projekt uznaje ją za organy niezespolonej administracji rządowej), odebraniu powiatom nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów i diagnostami (zajmie się tym Transportowy Dozór Techniczny) czy planom likwidacji powiatowych inspektoratów nadzoru budowlanego i utworzenia w ich miejscu inspektoratów okręgowych (jako administracji rządowej niezespolonej).
Gminy z kolei krytykują planowane zmiany w edukacji (wygaszanie gimnazjów i zwiększenie roli kuratorów oświaty), oraz w prawie wodnym (powołanie do życia nowej jednostki rządowej „Wody Polskie” i krajowego regulatora cen wody). Spore emocje budzą też proponowane zmiany w regionalnych izbach obrachunkowych. Rząd chce sobie zagwarantować decydujący wpływ na obsadę ich prezesów.
Polityczny atak
Co na działania podejmowane przez coraz większą liczbę samorządów odpowiadają przedstawiciele PiS? – Każdy ma prawo się organizować czy manifestować. Oczywiście dyskutuje się o różnych rozwiązaniach systemowych, ale możemy o nich przecież rozmawiać, np. na forum Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego – uważa poseł Grzegorz Adam Woźniak, wiceprzewodniczący sejmowej komisji samorządowej.
Jego zdaniem lokalne władze reagują w sposób zbyt nerwowy i polityczny. – Wiemy, kto dzierży władzę w regionach, przede wszystkim PO-PSL. Od jakiegoś czasu obserwujemy wzmożone ataki na PiS. Niedawno emocjonowano się zmianą granic województw czy ewentualnym przyspieszeniem wyborów samorządowych. W tym miesiącu był czarny protest, a także manifestacje w związku z reformą edukacyjną. Teraz przyszła kolej sejmik sejmików – wylicza poseł. Jego zdaniem to świadczy o tym, że opozycja szuka tematów zastępczych.
Część niezależnych komentatorów podkreśla, że samorządy sporo ryzykują, okazując coraz większe nieposłuszeństwo rządowi. W końcu dotacje i subwencje, jakie otrzymują od państwa, stanowią istotną część ich budżetów. Jednak są i tacy, którzy chwalą lokalne władze za to, że reagują na zawoalowane próby pomniejszania ich kompetencji. – Bo próby te niekoniecznie są poparte rzetelnymi analizami. Niektóre z nich na pewno mają podtekst polityczny – zwraca uwagę jeden z ekspertów.
Liczy się poparcie
Pytanie, czy samorządowe inicjatywy, takie jak planowany sejmik sejmików, mają w ogóle szansę zrobić jakiekolwiek wrażenie na administracji centralnej lub parlamentarzystach. Eksperci mają co do tego wątpliwości. – Rządzący raczej nie będą przejmować się tym, jakie mają poparcie wśród lokalnych władz, w dużej mierze wywodzących się z przeciwnych obozów politycznych – mówią. Choć po chwili dodają, że inaczej sprawa może wyglądać, jeśli lokalne władze zdobędą jakieś społeczne poparcie dla swoich argumentów.
– Nie jestem jednak przekonany, czy takimi wielkimi zjazdami uda im się ten efekt osiągnąć. Osobiście jestem zwolennikiem merytorycznej dyskusji, której na razie za bardzo nie dostrzegam – kwituje jeden z pracowników Katedry Prawa Samorządowego Terytorialnego Uniwersytetu Jagielońskiego.