Gdzie w grę wchodzą pieniądze, tam pojawiają się problemy. Nie inaczej jest z dotacjami oświatowymi. Dziś niby wiadomo, ile komu i za co się należy, ale wciąż wybuchają spory. Dotyczą np. pojęcia „najbliższa gmina”.
Sprawy trafiają do regionalnych izb obrachunkowych, są przedmiotem sejmowych obrad, dyskusje toczą się też w mediach. Takim określeniem posługuje się ustawa o systemie oświaty, gdy w danej gminie czy powiecie nie ma publicznej placówki tego samego rodzaju co niepubliczna. Z pozoru wszystko wydaje się proste. Jednak gdy trzeba ustalić, ile będzie wynosić dotacja, sprawa się komplikuje. Bo samorządowe jednostki mają po kilku sąsiadów. I samorządy wolałyby, w trosce o swoje dochody, żeby robić wyliczenia według danych z gminy, w której publiczne przedszkole czy internat działa najtaniej. Prowadzący zaś te placówki wolą wybrać jako punkt odniesienia te gminy, w których jest najdrożej.
Od 1 stycznia ten akurat problem powinien zniknąć, a przynajmniej znacząco stracić na znaczeniu. Wtedy bowiem wchodzi w życie nowelizacja ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw z 23 czerwca 2016 r. (Dz.U. poz. 1010). Zwłaszcza że resort edukacji chce dodatkowo opublikować w internecie aplikację umożliwiającą prawidłowe wyszukanie sąsiedniej gminy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.