Radni PiS obniżyli właśnie wynagrodzenie prezydentowi Białegostoku. Czy pensje wójta, burmistrza i prezydenta miast powinny być uzależnione od przychylności rady?
Dr Stefan Płażek adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego / Dziennik Gazeta Prawna
Robert Barabasz szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność” / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
NIE

Reklama
Obecnie o wynagrodzeniu włodarzy decydują kwestie polityczne, a nie merytoryczne. Dlatego wszyscy pracownicy samorządowi, w tym osoby z wyboru, powinni otrzymywać umowy o pracę. Tym bardziej że np. w spółkach kapitałowych osoby z zarządu podpisują je, choć są z powołania. Przy takim rozwiązaniu rada zawierałaby umowę o pracę z wynagrodzeniem określonym w ustawie lub rozporządzeniu. Kierownicy jednostek samorządu terytorialnego mogliby w ten sposób uniknąć nacisków politycznych. Jest to o tyle zasadne rozwiązanie, że samorządowiec ma być urzędnikiem, a nie politykiem.
TAK
Radni pochodzą z wyboru i reprezentują mieszkańców. Dlatego nie widzę nic zdrożnego w tym, że obniżają lub podwyższają pensje włodarzom. Powiem więcej, jeżeli prezydent miasta niewłaściwie realizuje swoje zadania lub nie chce współpracować z radą, to powinien mieć obniżone wynagrodzenie. Takie działania powinny go motywować do lepszej pracy.
Czy limit zarobków lokalnych włodarzy powinien zostać podwyższony?
TAK
Z pewnością obecnie wynagrodzenie zasadnicze nie jest zbyt duże, bo maksymalnie może wynieść nieco ponad 12 tys. zł brutto. Praktyka jednak wskazuje, że ile by nie otrzymywali samorządowcy, to i tak wśród nich jest taka grupa, która szuka możliwości dorobienia. Dlatego wzrost pensji powinien być uzależniony od wielkości gminy, w tym liczby mieszkańców. Wysokość ich wynagrodzeń powinna być sztywno określona przez przepisy. Dzięki temu uniknęlibyśmy nacisków politycznych ze strony radnych.
NIE
Zarobki powinny być uzależnione od budżetu i obszaru, a także liczby mieszkańców. Często jest tak, że wójt, który zarządza gminą z trzema tysiącami mieszkańców, zarabia tyle samo lub więcej niż prezydent dużego miasta. A przecież odpowiedzialność i praca w tych przypadkach są nieporównywalnie większe.
Gminnym włodarzom zarzuca się, że nie korzystają z urlopów. Teoretycznie na wypoczynek może ich wysłać sekretarz lub inny upoważniony do tego urzędnik. Czy o wysłaniu samorządowca na urlop powinna decydować rada?
TAK
W tej chwili ten proces jest fikcją. Przecież podwładny urzędnik nie może wymusić na swoim szefie, aby ten w terminie wykorzystał urlop wypoczynkowy. Dlatego raz w roku tę sprawę powinna badać komisja rewizyjna i w sprawozdaniu dla rady mogłaby wskazać ewentualne uchybienia przy wykorzystywaniu dni wolnych przez włodarza. Wówczas organ zewnętrzny, np. rada gminy, powinien mieć możliwość wymuszenia na wójcie skorzystania z wolnego.
TAK
Radni powinni mieć wpływ na to, jak i kiedy wójt korzysta z urlopu wypoczynkowego. Co więcej, w ustawie o pracownikach samorządowych należy zawrzeć przepis, zgodnie z którym, jeśli kierownik jednostki samorządy terytorialnego nie wykorzysta zaległego urlopu, to ten z mocy prawa przepada.
Kierownicy jednostek samorządu terytorialnego nie wykorzystują zaległego urlopu, bo liczą na ekwiwalent pieniężny na zakończenie kadencji. Czy powinni zostać pozbawieni tego prawa?
NIE
Z punktu prawnego nie jest to możliwe. Trzeba jednak zastanowić się nad zmianą, która zlikwidowałaby praktykę prowadzącą kymulacji dni wolnych na zakończenie kadencji, żeby wymienić je na ekwiwalent pieniężny.
TAK
Ekwiwalent za urlop nie powinien być wypłacany włodarzom samorządowym. W wielu gminach mamy do czynienia z takimi osobami, które gromadzą dni wolne a na zakończenie kadencji, niezależnie od tego, czy zostaną wybierane na kolejną kadencje, jest im wypłacane około 50 tys. zł. Nie wspomnę o ewentualnej odprawie po przegranych wyborach. Dla małych gmin są to ogromne wydatki. A przecież te pieniądze mogłyby trafić na inne cele.
Czy samorządowcy powinni mieć asystentów i doradców?
NIE
Asystentem może przecież zostać urzędnik lub inny pracownik gminy, który zajmuje stanowisko wspomagające lub pomocnicze. Nie widzę potrzeby doradców zatrudniania na oddzielnych etatach. A do pojedynczej porady można skorzystać z usług zewnętrznego eksperta, bez konieczności podpisywania z nim umowy o pracę.
TAK
Doradcy i asystencji powinni być zatrudniani na obowiązujących zasadach, czyli ich liczbę nalezy uzależnić od wielkości gminy. Jeśli zlikwidowalibyśmy tzw. gabinety polityczne, to znajomi kierowników jednostki samorządowej trafialiby bezpośrednio na stanowiska urzędnicze. A wszystko odbywałoby się przy pomocy ustawianych konkursów. Obecnie doradca i asystent są zatrudniani na podstawie umowy na czas kadencji bez konieczności przeprowadzania konkursu. Takie rozwiązania jest przejrzyste i nie budzi żadnych kontrowersji.