O ile wsparcie prywatnych szkół, a przede wszystkim przedszkoli, jest w dużych miastach pożądane, to w przypadku małych miejscowości taka konkurencja jest często przez lokalnych włodarzy skutecznie zwalczana.

Kłopotliwe przedszkola

Od września 2017 r. co do zasady każde dziecko od trzech do sześciu lat ma mieć zagwarantowane miejsce w przedszkolu. Włodarze dużych miast chętnie korzystają ze wsparcia właścicieli niepublicznych przedszkoli. Proponują im nawet przystąpienie do tzw. powszechnej rekrutacji – wtedy nie można pobierać czesnego, ale w zamian otrzymuje się 100, a nie 75 proc. dotacji.

Inaczej jest w mniejszych miejscowościach. – Niektóre samorządy nie chcą zbyt dużej liczby przedszkoli, bo wystarczą im te, które same prowadzą. Te niepubliczne są groźną konkurencją dla tych gminnych. Często jest tak, że za kilkusetzłotowe czesne oferują znacznie większą liczbę dodatkowych zajęć, małe grupy, a także wydłużony czas pracy – mówi Anita Lachowicz, dyrektor przedszkola Szczęśliwe Dzieci w Józefowie.

Zanim jednak uda się na terenie gminy założyć przedszkole lub szkołę, trzeba przejść długą drogę proceduralną i formalną.

Zgodnie z art. 168 ustawy z 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1148 ze zm.) – osoby prawne i osoby fizyczne mogą zakładać szkoły i inne placówki niepubliczne po uzyskaniu wpisu do ewidencji prowadzonej przez jednostkę samorządu terytorialnego. Następnie samorząd dokonuje wpisu do ewidencji w ciągu 30 dni od daty zgłoszenia oraz z urzędu doręcza zgłaszającemu zaświadczenie o wpisie. Tu zaczynają się pierwsze problemy. Gminy próbują wydawać decyzje odmowne, powołując się na braki formalne lub dokonują wpisów, ale dopiero po 30 września. W efekcie właściciel takiej placówki może ją prowadzić, ale nie ma co liczyć na dotacje przez cały rok szkolny. Powód? Na koniec września nie figurował w samorządowym spisie. Gminy tłumaczą się wtedy tym, że pieniądze się nie należą, bo wnioski o dotacje były złożone po terminie lub placówka w tym czasie nie figurowała jeszcze w ewidencji.

– W naszym mieście powstała spółdzielnia socjalna, a my uzyskaliśmy oczywiście ustne zapewnienie od pani burmistrz, że wpis będzie od ręki, jeśli tylko do 30 września złożymy dokumenty. Zrobiliśmy to 27 września, a wpis (zaświadczenie) burmistrz podpisała 1 października i odmówiła dotacji – relacjonuje rozżalona Katarzyna Janiak-Olszacka, prezes Zarządu Spółdzielni Socjalnej Sperare w Hrubieszowie.

Marta Majewska, burmistrz miasta Hrubieszowa, wydając decyzję odmowną w sprawie wniosku o przyznanie dotacji na 2020 r., stwierdziła, że na dzień 30 września 2019 r. nie figurował wpis należącego do tej spółdzielni Niepublicznego Przedszkola Integracyjnego Fantazja w Hrubieszowie.

Ważne terminy

Prawnicy tłumaczą, że wójt czy burmistrz w zasadzie nie mają prawa odmówić wpisu do ewidencji, jeśli wniosek spełnia wymogi ustawowe. Wpis nie zależy bowiem od tego, czy chcą w swojej gminie nowe przedszkole, czy nie. Mogą jednak, gdy dostrzegają braki lub błędy we wniosku, wezwać do ich uzupełnienia albo poprawienia, lub też do usunięcia niezgodności statutu z obowiązującym prawem. Dopiero gdy wnioskodawca nie usunie tych nieprawidłowości, organ może wydać decyzję o odmowie wpisu. Podlega ona oczywiście odwołaniu do miejscowego kuratora oświaty. I podkreślają, że w praktyce wpis oznacza wydanie zaświadczenia i umieszczenie dokumentacji w odpowiedniej teczce, jest więc czynnością w istocie materialno-techniczną. Jednak ma on ogromne znaczenie i konsekwencje dla nowo powstałych placówek.

W tym gąszczu przepisów gubią się też sami przedsiębiorcy, którzy chcą prowadzić prywatne szkoły lub przedszkola.

Na przykład w Słupsku organ założycielski złożył wniosek o wpis szkół 27 września 2019 r., bo był przekonany, że wystarczy złożyć taki dokument, a nie mieć stosowny wpis. Jak relacjonuje nam właściciel placówki, urząd miasta opóźnił podjęcie decyzji i wpisu dokonał 28 października. Efekt? Prowadzenie placówki jest możliwe, ale w 2020 r. nie można liczyć na dotacje.

Rozbieżne wyroki

Podobna sprawa czeka właśnie na rozpatrzenie przez Sąd Najwyższy. Ciągnie się już od blisko czterech lat. We wrześniu 2016 r. właściciel placówki złożył wniosek o wpis w Urzędzie Miasta Świdnicy. Dokonał tego po uzupełnieniu go o wszystkie dokumenty, w tym opinie sanitarne i Państwowej Straży Pożarnej. Właściciel placówki przekonuje, że urząd zapewniał, podobnie jak w innych opisywanych sprawach, że wpis będzie niezwłocznie, czekają tylko na uzupełnienie opinii, co nastąpiło 26 września. Urzędnik poinformował przedsiębiorcę, że sprawa idzie do podpisu do prezydenta od razu. W rzeczywistości utknęła w wydziale lub sekretariacie na tydzień. Pełnomocnik poszkodowanego przedsiębiorcy przekonuje, że na dokumencie zmieniono datę i zamiast w piątek 30 września, pani prezydent podpisała ten dokument w poniedziałek, ale to już był 3 października. Co skutkowało oczywiście odmową dotacji. Tyle że nie obowiązywała jeszcze ustawa, która weszła 21 stycznia 2018 r. (o finansowaniu zadań oświatowych), a dopiero w niej zapisano, że nowa placówka musi uzyskać wpis do 30 września i złożyć też wniosek. Niezależnie od tego wspomniany przedsiębiorca wniosek złożył 30 września. Sąd okręgowy oddalił pozew, twierdząc, że podmiot musi być wpisany do ewidencji do 30 września, bo tak stwierdził wcześniej sąd administracyjny (sygn. akt IC 1083/18). Następnie sąd apelacyjny we Wrocławiu utrzymał to rozstrzygnięcie. Ostatnie starcie w tej sprawie odbędzie się przed Sądem Najwyższym. 

opinia

Samorządy opóźniają wpis i oszczędzają na należnych dotacjach

Robert Kamionowski radca prawny, ekspert ds. oświaty z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office

Przepisy ustawy o finansowaniu zadań oświatowych nakazują składanie wniosku o udzielenie dotacji na kolejny rok (budżetowy, czyli kalendarzowy) w terminie do 30 września roku poprzedniego. Jeśli placówka dopiero rozpoczyna działalność, to dodatkowym warunkiem jest uzyskanie wpisu do ewidencji, także do 30 września. Te przepisy obowiązują od roku 2018. Zatem data dokonania wpisu, czyli w praktyce wydania przez organ ewidencyjny zaświadczenia, ma ogromne znaczenie dla możliwości finansowych działania takiego przedszkola w ciągu całego następnego roku. Stąd zdarzające się działania samorządów, opóźniające dokonanie wpisu poza tę datę, aby „zaoszczędzić” na dotacjach wypłacanych w trakcie następnego roku. Organy nie tylko wymyślają błędy w statucie, które są mocno dyskusyjne, lecz także często żądają dodatkowych informacji czy nowych opinii, mimo, że złożone są prawidłowe. Zdarza się także, że zapewniają właścicieli, iż wpisanie nastąpi bardzo szybko, niemal „od ręki”, a oni mają czas na uzyskanie opinii, a potem przychodzi wrzesień i korzystając z prawa do dokonania wpisu w ciągu 30 dni, robią to już w październiku, po czym odmawiają udzielenia dotacji. W sumie organ postępuje wtedy zgodnie z literą prawa ale – moim zdaniem – narusza podstawowe zasady określone w kodeksie postępowania administracyjnego, jak pogłębiania zaufania do działania organu, udzielania informacji oraz szybkości i prostoty postępowania. Nieszczęśliwe są zatem przepisy o wpisie do ewidencji, bo w znaczącym stopniu uzależniają możliwość otrzymania dotacji, która jest podstawowym źródłem finansowania, od sprawności, a przede wszystkim dobrej woli urzędników. Lepszym rozwiązaniem z punktu widzenia nowych placówek byłoby powiązanie terminu z datą złożenia wniosku, a nie jego pozytywnego rozpatrzenia. Tak zresztą orzekł Sąd Najwyższy jeszcze pod rządami poprzedniej ustawy.