Organizacje branżowe rzeczoznawców majątkowych dzięki jednemu przepisowi zdobyły ogromną władzę, pozwalającą zarabiać na podważaniu wycen nieruchomości.
Opinia dotycząca wartości nieruchomości, czyli operat szacunkowy, to w wielu postępowaniach podstawa wydania decyzji administracyjnej lub dowód o kluczowym znaczeniu dla wyroku. Dotyczy to w szczególności spraw o odszkodowania za działki przejęte pod drogi publiczne czy sporów związanych z aktualizacją opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego, które masowo trafiają do samorządowych kolegiów odwoławczych.
Bez żadnej przesady można stwierdzić, że rzadko kiedy wycena zrobiona przez rzeczoznawcę nie budzi niezadowolenia którejś ze stron. Nie jest też tajemnicą, że opinie o wartości nieruchomości autorstwa dwóch różnych specjalistów mogą się znacząco różnić, nawet jeśli obie są zasadniczo poprawne metodologicznie. Zgodnie z art. 157 ust. 2 ustawy o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 2147 ze zm. – dalej u.g.n.) kolejna wycena nieruchomości nie może stanowić podstawy od oceny, czy pierwszy operat szacunkowy wykonano prawidłowo. Ani sąd, ani organ administracji nie mogą też merytorycznie kwestionować tych opinii, bo nie dysponują wiadomościami specjalnymi. Co najwyżej mają prawo wytykać w nich błędy formalne czy wezwać rzeczoznawcę do złożenia wyjaśnień. Na mocy ustawy sprawdzaniem, czy rzeczoznawca, sporządził operat bez błędów zajmują się wyłącznie (na wniosek stron lub sądu) stowarzyszenia zawodowe. A konkretnie komisje złożone z minimum dwóch rzeczoznawców.