Przytwierdzenie na stałe zamknięcia do butelki zwiększy produkcję plastiku – uważają producenci. Ekolodzy mają na ten temat inne zdanie.
Taki pomysł wyszedł od Komisji Europejskiej. To jedna z propozycji całego pakietu działań, które mają ograniczyć ilość śmieci trafiających do mórz i oceanów.
Zdaniem Brukseli przytwierdzenie nakrętki do butelki jest najskuteczniejszym sposobem ograniczenia zaśmiecania środowiska. – Butelki po napojach wraz z ich nakrętkami i plastikowymi kapslami to najczęściej znajdowane śmieci na plażach. Stanowią one 11 proc. wszystkich odpadów w morzach – informuje rzecznik prasowy KE. Komisja chce, by od 2025 r. odzyskiwane było 90 proc. butelek. Przytwierdzenie do nich zamknięć sprawi, że całość zostanie poddana recyklingowi.
Reklama
Obowiązek łączenia zamknięć z butelkami, zgodnie z propozycją, ma wejść w życie trzy lata po uchwaleniu przepisów. Komisja Europejska przyznaje jednak, że kwestia nakrętek i to, od kiedy nowe regulacje miałyby obowiązywać, jest przedmiotem dyskusji.
Zdaniem producentów, pomysł nie dość, że jest absurdalny, to jeszcze nie ma nic wspólnego z ekologią. Z analizy przeprowadzonej przez PwC na zlecenie przemysłu napojowego wynika, że może on doprowadzić w skali UE do zużycia od 50 tys. do 200 tys. ton więcej plastiku.

Reklama
– Spowodowałoby to zaprzepaszczenie ponad pięcioletniego postępu przemysłu w zmniejszaniu wagi butelek z tworzyw sztucznych w celu ograniczenia ilości zużywanego plastiku – komentuje pomysł Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, podkreślając, że Bruksela zaproponowała zmianę bez analizy jej wpływu na środowisko i przemysł.
Wzrost zużycia plastiku to niejedyna negatywna konsekwencja. Według raportu PwC przełoży się to też na wyemitowanie równowartość 381 mln kg ekwiwalentu CO2, co odpowiada 244 mln dodatkowych samochodów na ulicach. Wreszcie wzrosną koszty produkcji. Szacunki PwC mówią nawet o 8,7 mld euro. Jak wyjaśnia Andrzej Gantner, w Polsce może chodzić o kilkaset milionów złotych.
– Nowy obowiązek oznaczałby konieczność przestrojenia linii produkcyjnych. W Europie jest ich 1350. W Polsce ponad 200. Do tego dochodzą straty wydajności i koszty przestojów podczas rekonfiguracji istniejących linii produkcyjnych – wylicza Andrzej Gantner.
Pakiet rozwiązań mających ułatwić walkę z plastikowymi odpadami przyjął już europarlament. Tam producenci nie znaleźli sojuszników, bo posłowie opowiedzieli się za przytwierdzeniem na stałe nakrętki do butelki. – W parlamencie przeważają „zieloni” posłowie, którzy chcą za wszelką cenę wprowadzić te propozycje – mówi DGP europoseł PiS Bolesław Piecha. I on uważa, że pomysł dotyczący zamknięć nie został przemyślany. – Oczywiście trzeba walczyć z plastikiem. To są słabo lub w ogóle niedegradowalne materiały. Ich produkcja odbywa się w sposób mało odpowiedzialny, a zużycie jest ogromne, dlatego zalewamy nim świat. Trzeba podejmować działania, ale pomysł przytwierdzenia nakrętki do butelki to nadużycie – ocenia.
Decyzja ma zapaść we wtorek. Na ten dzień zaplanowane jest ostatnie posiedzenie trilogu – trzech unijnych instytucji pracujących nad zmianami legislacyjnymi. Według naszych informacji z propozycji Komisji nie są do końca zadowolone kraje członkowskie, bo w ich ocenie idą za daleko. Dlatego naciskają na korektę wyjściowego projektu. Chcą m.in. późniejszego terminu niż 2025 r. wprowadzenia obowiązku recyklingu 90 proc. butelek. Niewykluczone, że uda się również opóźnić moment wejścia w życie obowiązku łączenia butelki z jej zamknięciem.
Służby prasowe resortu środowiska nie odpowiedziały na pytanie o polskie stanowisko. – Trwają negocjacje nad kształtem postanowień dyrektywy pomiędzy Komisją Europejską, Radą Unii Europejskiej i Parlamentem Europejskim. Organy te otrzymują stanowiska przedsiębiorców do poszczególnych przepisów i biorą je pod uwagę w trakcie rozmów – zapewniły jedynie.
Ze stanowiskiem producentów tworzyw sztucznych nie zgadzają się ekolodzy. – Nakrętki stanowią znaczną część tego, co znajdujemy w żołądkach zwierząt. Przytwierdzenie ich do butelek spowoduje, że nie będą funkcjonować osobno jako mniejszy śmieć, który jest dużo łatwiejszy do przełknięcia dla zwierząt – mówi Magdalena Figura z Greenpeace. Problem z plastikowymi odpadami polega na tym, że nie toną, lecz pływają na powierzchni mórz i oceanów, przez co zwierzęta biorą je omyłkowo za jedzenie. Im mniejszy odpad, tym większe ryzyko pomyłki.
Agnieszka Maliszewska, dyrektor Polskiej Izby Mleka podkreśla, że nowy zapis uderzyłby nie tylko w branżę napojową, ale i mleczną.
– Unia chce też zakazać plastikowych słomek i opakowań papierowych typu tetrapak. Tym samym komplikuje się produkcja soków i napojów mlecznych o małych pojemnościach. Co oznacza, że pod znakiem zapytania staje realizacja programu dostarczania mleka do szkół. Powrót do szklanych opakowań nie jest możliwy. Nie mamy przygotowanych do tego linii produkcyjnych. Poza tym to cofnięcie się do przeszłości – dodaje Agnieszka Maliszewska i zauważa, że powrót do szkła wiązałby się też ze znacznym wzrostem kosztów dystrybucji.
Dlatego organizacje skupiające producentów napojów i wód proponują inny sposób rozwiązania tej sytuacji. Uważają, że cel Komisji można najlepiej osiągnąć poprzez odpowiednią infrastrukturę gospodarowania odpadami i kampanie uświadamiające konsumentów. Szczególnie że, jak zauważają Europejska Organizacja Producentów Napojów Bezalkoholowych (UNESDA) i Europejska Federacja Producentów Wody Butelkowanej (EFBW), przemysł rozlewniczy już na szeroką skalę wykorzystuje nadające się do recyklingu materiały opakowaniowe, które są wartościowe i powinny otrzymać drugie życie.
– Wszelkie rozwiązania należy wypracować na drodze merytorycznego dialogu. Narzucanie nierealnych zarówno z punktu widzenia technologicznego, jak i ekonomicznego pomysłów jest błędem. Jesteśmy za tym, by w Polsce wraz z budową nowego systemu gospodarki odpadami – wdrażającym wymogi pakietu dyrektyw odpadowych – wprowadzić od razu takie rozwiązania, które zapewnią wysoki poziom zbiórki butelek po napojach wraz z nakrętkami – komentuje Andrzej Gantner, dyrektor generalny PFPŻ ZP.
Przyjęcie zmiany oznacza wzrost kosztów produkcji o 8,7 mld euro