Lokalne władze stanęły przed wyzwaniem, jakie rzuciła im reforma edukacji: gdzie pomieścić dzieci z likwidowanych gimnazjów i sześciolatki z zerówek. Jedni rozbudowują szkoły, inni stawiają nowe przedszkola.
Reklama
Zgodnie z rządowym projektem ustawy – Prawo oświatowe, którego pierwsze czytanie odbędzie się dzisiaj w Sejmie, do końca marca samorządy muszą ustalić nową sieć szkół. To efekt planowanego wygaszania gimnazjów. W przyszłym roku szkolnym podstawówki muszą więc znaleźć miejsce dla jeszcze jednego rocznika, czyli klasy 7, a w kolejnym również i dla 8. Przedstawiciele samorządów już teraz spotykają się z dyrektorami i ustalają, jak pomieścić tych wszystkich uczniów.
To niejedyne zmartwienie lokalnych włodarzy. Kolejnych dodają im skutki ubiegłorocznej zmiany przepisów w sprawie zniesienia obowiązkowej nauki dla sześciolatków, które pozostają w przedszkolach i oddziałach zerowych. Wszystkie zmiany zbiegają się z wejściem przepisów uchwalonych w czerwcu 2013 r. przez poprzednią ekipę, które nakazują gminom przyjęcie do przedszkoli wszystkich chętnych dzieci. Do tej pory nie było takiego wymogu wobec trzylatków.
Zdaniem ekspertów samorządy mogą mieć poważne problemy ze zrealizowaniem nowych zadań. Nawet jeśli im się to uda, to zarówno najmłodsze dzieci z przedszkola, jak i starsze ze szkoły podstawowej nie będą mieć tak dobrych warunków jak ich poprzednicy. W efekcie wszystko może się odbić na jakości kształcenia.

Reklama
Z sondy DGP wynika, że samorządy za wszelką cenę starają się wywiązać z nowych obowiązków i pomieścić wszystkie dzieci w szkołach.
Władze stolicy zastanawiają się nad przeniesieniem zerówek z niektórych małych szkół do budynków przedszkolnych. Dzięki tym rozwiązaniom miasto zyska dodatkowo przestrzeń dla uczniów klas siódmych, a rodzice będą zadowoleni, że sześciolatki pozostaną w tych samych placówkach, do których uczęszczały jako przedszkolaki. Takie plany są np. w przedszkolu nr 269 w Warszawie. W Legnicy w podstawówkach zlikwidowanych zostanie pięć oddziałów zerowych.
Bywa też odwrotnie. Gminy, które nie mają odpowiedniej liczby miejsc w przedszkolach, będą otwierać dodatkowe klasy w szkołach.
– Uruchomimy dodatkowe oddziały przedszkolne i dostosujemy warunki lokalowe do potrzeb najmłodszych dzieci – potwierdza Dorota Palej-Maliszczak, dyrektor Miejskiego Zespołu Edukacji w Bochni.
Z kolei Władysława Czyczyn, kierownik ośrodka administracyjnego szkół gminy Stargard, opowiada, że oni otwierają dodatkowe zerówki w szkołach, aby sprostać oczekiwaniom tych rodziców, którzy chcieliby umieścić młodsze dzieci w przedszkolach. A na wszystkie nie wystarczy miejsca. – W niektórych szkołach są bardzo skromne warunki lokalowe. Jedyną szansą na ich poprawę jest rozbudowa placówek. Niewykluczone, że zanim to nastąpi, zajęcia będą się odbywały na dwie zmiany – dodaje Władysława Czyczyn.
Również w Lublinie, co potwierdza Olga Mazurek-Podleśna z urzędu miasta, część dzieci przedszkolnych ma trafić do szkolnych zerówek.
Samorządy mają świadomość, że wysyłanie przedszkolaków do podstawówek, aby tam zaliczały wstępną klasę, nie bardzo się podoba ich rodzicom. Aby ich udobruchać, proponują im udogodnienia zbliżone do tych, które funkcjonują w samodzielnych przedszkolach.
– Dziś w zerówkach dzieci mają zagwarantowane pięć godzin realizacji podstawy programowej, potem trafiają na świetlicę. Od przyszłego roku chcemy zwiększyć im komfort pobytu i zaproponować 10-godzinną opiekę – zapowiada Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.
W samorządach – tam, gdzie pozwalają na to budżety – podejmowane są też decyzje o budowie nowych przedszkoli. W Legnicy w przyszłym roku szkolnym ma być otwarte kolejne mogące pomieścić 250 dzieci. Również gmina Rybno planuje wybudowanie placówki dla najmłodszych. Gmina Andrespol chce rozbudowywać stare przedszkole i jeszcze, przy wsparciu z UE, wybudować nowe.
– My zamierzamy rozbudować dwie placówki, dzięki czemu zwiększymy liczbę miejsc opieki nad dziećmi do 200 – wylicza Witold Stefański, naczelnik wydziału oświaty i kultury w Policach.
Urząd miejski w Kartuzach – również od przyszłego roku szkolnego – chce zapewnić przedszkolakom dodatkowe 100 miejsc. A magistrat w Gnieźnie podjął w tym roku decyzję o budowie przedszkola dla 150 dzieci.
Zbigniew Bury, dyrektor wydziału edukacji urzędu miasta Rzeszowa, deklaruje, że na jego terenie powstanie kolejne nowe przedszkole. Dwa, ogółem dla 400 dzieci, wybuduje Gdańsk. W Krakowie obecnie powstaje sześć nowych placówek, a rozbudowywanych jest pięć.
Co ciekawe, przy tych wielkich – i wymuszonych sytuacją – planach inwestycyjnych samorządy wciąż niechętnie współpracują z przedszkolami prywatnymi. Od kilku lat mają możliwość zaproszenia do powszechnej rekrutacji niepubliczne placówki. Wówczas te nie pobierają od rodziców wysokiego czesnego, tylko opłaty takie, jak pozostałe przedszkola gminne. W zamian dostają od miasta nie 75 proc., lecz 100 proc. dotacji.
Na systemową współpracę z prywatnymi przedszkolami zdecydował się burmistrz Nowego Dworu Mazowieckiego. Także w Gdańsku ponad 1,1 tys. miejsc w przedszkolach zostanie pozyskane dzięki podobnej współpracy. Ale większość samorządów nie lubi prywaciarzy.