Prywatna firma stworzyła rejestr szkół łudząco podobny do strony prowadzonej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Teraz wystawia faktury placówkom, które przekazały jej dane. I straszy je procesami sądowymi.
300 zł rocznie plus VAT – na taką kwotę opiewa faktura, jaką we wrześniu otrzymała Monika Peters-Musiał z prywatnego przedszkola Cypisek w Brzesku. To rachunek za wpis do internetowej bazy szkół. Dyrektor twierdzi jednak, że podobnej usługi nigdy nie zamawiała. Mimo to dwa tygodnie temu otrzymała kolejne wezwanie do zapłaty. Tym razem z zapowiedzią procesu. Podobne pisma otrzymują dyrektorzy w całym kraju.
O co chodzi? Ministerstwo Edukacji Narodowej stworzyło do celów statystycznych System Informacji Oświatowej. To narzędzie, które pozwala resortowi zbierać dane dotyczące wszystkich placówek w Polsce. Dyrektorzy mają obowiązek dwa razy w roku zaktualizować w systemie m.in. dane o liczbie uczniów, klas, nauczycieli. Korzystanie z niego jest bezpłatne, a na podstawie gromadzonych w nim danych MEN wylicza choćby wysokość subwencji oświatowej. Dlaczego więc dyrektorzy otrzymują wezwania do zapłaty? Okazuje się, że nadawcą nie jest MEN, ale firma, która zarejestrowała się pod łudząco podobną do ministerialnego systemu nazwą: Elektroniczny System Informacji Oświatowej, w skrócie – eSIO.