Rodzice czterolatków alarmują: każda gmina inaczej interpretuje przepisy ustawy.
Od przyszłego roku szkolnego prawo do miejsca w przedszkolu ma każdy czterolatek – tak nakazuje ustawa o systemie oświaty. Rodzice, którzy chcieliby skorzystać z tego przywileju, informują jednak o wielu kontrowersjach związanych z rekrutacją.
Reklama
– Nie jestem pewna, czy uda mi się znaleźć pracę. Nie wiem, czy wyślę moją czteroletnią córkę do przedszkola. W placówce najbliżej mojego domu nauczycielki poradziły mi jednak, żebym wzięła udział w rekrutacji, bo później nie uda mi się zapisać już dziecka – opowiada matka dziewczynki z Warszawy. Podobne rozterki mają też inni rodzice.

Reklama

391 tys. czterolatków mieszka w Polsce

Każda gmina interpretuje prawo do wychowania przedszkolnego czterolatków po swojemu. – Rodzice powinni wziąć udział w elektronicznej rekrutacji teraz. Proponujemy im, żeby wybrali kilka przedszkoli, bo niestety nie ma gwarancji, że wszyscy znajdą miejsce w pierwszym, do którego się zgłoszą – informuje Katarzyna Pienkowska ze stołecznego magistratu. Jak przyznaje, co roku w Warszawie po wakacjach zostaje około 300 miejsc. Nie ma jednak gwarancji, że będą to miejsca, które najbardziej pasują rodzicom, może się okazać, że przedszkole, które może przyjąć czterolatka, jest na drugim końcu miasta.
Podobne zasady obowiązują w Poznaniu. – Jeśli ktoś nie zgłosi się w ramach rekrutacji, nadal może się dostać do przedszkola. Ale tylko jeśli zostaną jakieś miejsca – twierdzi rzecznik poznańskiego urzędu miasta Paweł Marciniak. Zupełnie inaczej do sprawy podchodzi Gdańsk. Tam szansę na miejsce w przedszkolu czterolatki mają także po zakończeniu rekrutacji. – W każdej chwili można zapisać dziecko do przedszkola. To nasz obowiązek, żeby zapewnić mu miejsce – mówi Antoni Pawlak z gdańskiego ratusza.
Co na to MEN? Resort dopuszcza prowadzenie rekrutacji. – Terminy postępowania rekrutacyjnego, składania dokumentów, postępowania uzupełniającego określa dyrektor w uzgodnieniu z wójtem, burmistrzem lub prezydentem miasta. W przypadku wolnych miejsc o przyjęciu dziecka do publicznego przedszkola w trakcie roku decyduje dyrektor – informuje rzeczniczka Joanna Dębek.
Co jeśli miejsc zabraknie nawet w podstawowej rekrutacji? Taki scenariusz jest możliwy w tych gminach, które mają niewiele przedszkoli publicznych. Już dziś wiele z nich wie, że będzie miało w swoich placówkach tłok. W Toruniu dla wszystkich przedszkolaków miejsc jest ok. 2,5 tys. Dzieci cztero- i pięcioletnich jest 4,3 tys. – Na bieżąco będziemy tworzyć oddziały przedszkolne przy szkołach. Dzisiaj jeszcze za wcześnie, żeby powiedzieć, jakie będzie zapotrzebowanie, bo jesteśmy przed naborem (rusza w kwietniu) i w trakcie organizacji nowego roku szkolnego – informuje w wiadomości przesłanej do redakcji Aleksandra Iżycka, rzeczniczka Torunia.

25 dzieci może być w jednej grupie w przedszkolu

Część samorządów myśli o wynajmowaniu miejsc w niepublicznych przedszkolach. Gmina zapłaci za rodzica czesne, tak by ten mógł płacić za przedszkole na zasadach takich, jak za publiczne – złotówkę za każdą godzinę opieki nad dzieckiem wykraczającą poza darmowe pięć godzin dziennie.
Gdyby samorząd nie wywiązał się z tego obowiązku, rodzice mogą wnieść odwołanie od odmowy przyjęcia. Sprawa może trafić nawet do sądu administracyjnego. Podczas tegorocznej rekrutacji miejsc może zabraknąć tylko dla trzylatków. Problem zniknie już za dwa lata, bo od 1 września 2017 r. gmina będzie musiała zapewnić miejsca w przedszkolu dla wszystkich dzieci w wieku od trzech do pięciu lat. Kłopot z rekrutacją mogą mieć jednak rodzice sześciolatków, które otrzymały odroczenie obowiązku szkolnego. Takie dzieci, zwłaszcza w dużych miastach, będą wysyłane do klas zerowych przy podstawówkach.

9,8 tys. przedszkoli działa w Polsce