W zetknięciu z rodzicami i problemami uczniów jest bezradny. Potrzeba pilnych zmian w jego kształceniu.
ikona lupy />
prof. Joanna Michalak, Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Łódzkiego / Dziennik Gazeta Prawna
Początkujący pedagog ma problemy z zaplanowaniem procesu nauczania i dokumentacją, nie wie też, w jaki sposób panować nad zachowaniami uczniów – pokazuje raport Instytutu Badań Edukacyjnych. Żadnej z tych kompetencji nie nabędzie na studiach. Konsekwencje są łatwe do przewidzenia: młodzi nauczyciele nie nadążają z realizacją podstawy programowej, bo tracą zbyt dużo czasu na dyscyplinowanie dzieci. I w efekcie są sfrustrowani.
„Miałam taką sytuację w pierwszym tygodniu nauczania, poszłam w jeansach do szkoły i usłyszałam od gimnazjalisty: jaką pani to ma zgrabną...” – wspomina w rozmowie z badaczem IBE początkująca nauczycielka z woj. łódzkiego. Ankieterzy instytutu przeprowadzili ponad 70 pogłębionych wywiadów z młodymi nauczycielami. Początkujący pedagodzy z jednej strony doceniali to, jak merytorycznie uczelnie przygotowały ich do prowadzenia lekcji. Jednakże mocno zwracali uwagę na to, że po studiach nie czują się pewnie w relacjach z uczniami, ich matkami czy ojcami. A to tylko początek listy niedostatków. „Nie wiedziałam, ile jest godzin w etacie, nie wiedziałam, jak mam sporządzać dokumenty, co mam robić. [...] ani jak wychowywać” – mówiła badaczom początkująca belferka.
Inni przekonywali, że w szkołach wyższych mają zbyt wiele nieprzydatnych przedmiotów (np. historia pedagogiki, historia wychowania), a przekazywana im wiedza jest przeterminowana od dobrych 20 lat. Wypowiadali się tak np. o warsztatach z zakresu przygotowywania lekcji. Nauczyciele mieli też zastrzeżenia do sposobu, w jaki odbywają praktyki. Ankieterom skarżyli się na brak styczności z realnymi problemami wychowawczymi, nacisk na obserwowanie lekcji zamiast ich prowadzenie, a także popularność załatwiania fikcyjnego stażu. – Najpierw zaproponowano mi po prostu podpisy w dzienniczku praktyk. Kiedy mówiłam, że jednak chciałabym coś zrobić, nauczycielka poprosiła mnie o przygotowanie, a potem sprawdzenie klasówek – wspomina nauczycielka WOS-u, która miała blok pedagogiczny w ramach studiów na politologii.
Analiza instytutu to kolejne badanie, które pokazuje luki w kształceniu kadry pedagogicznej. Podobne słabości pokazał w 2005 r. Instytut Spraw Publicznych. Na pytanie o to, których umiejętności – spośród nabytych w pierwszych latach pracy w szkole – zabrakło im w procesie kształcenia, aż 35,5 proc. nauczycieli odpowiedziało, że tych związanych z relacjami z uczniem. Nieco ponad 13 proc. wskazało umiejętności potrzebne w nauczaniu. Takie same obserwacje mają zresztą dyrektorzy, którzy przyjmują młody narybek do pracy.
– Umiejętności miękkie zawsze były piętą achillesową naszych nauczycieli – przyznaje Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego. ZNP w 2012 r. przedstawił cały pakiet zmian, który mógłby pomóc młodym belfrom. Wśród nich – zwiększenie roli praktyk.
Również zdaniem ekspertów nadszedł już najwyższy czas na zmiany w kształceniu nauczycieli. Tak samo uważają posłowie z sejmowej komisji edukacji i młodzieży. Podczas ostatniego posiedzenia komisji wywołali do tablicy przedstawicieli resortów edukacji oraz nauki. Ci przedstawili kilka realizowanych już pomysłów, m.in.: „szkoły ćwiczeń”, czyli dobre placówki, w których będzie można odbywać praktyki, ale parlamentarzyści uznali, że to za mało.
– Byłem świadkiem współpracy studentów z Polski i z Holandii – opowiadał poseł PiS Lech Sprawka. – Doszło do bardzo drastycznego zderzenia. Jeśli chodzi o poziom wiedzy merytorycznej, nasi byli górą. Ale jak przychodziło do porównywania umiejętności czysto pedagogicznych, sytuacja się odwracała – dodał.
ROZMOWA

Pokażmy nauczycielom, jak wygląda wywiadówka

Początkujący nauczyciele nie umieją rozmawiać z rodzicami?
Myślę, że to duża generalizacja, bo oczywiście nauczyciele są różni. Żeby powiedzieć o tym z całą pewnością, potrzeba badań na naprawdę dużej próbie. Ale początkujący nauczyciel zawsze ma obawę w kontakcie z rodzicami – żeby był on poprawny, niezbędne jest doświadczenie.
Studia nie wystarczą, by się do tego przygotować? Trzeba przejść przez chrzest bojowy już w szkole?
W Polsce mamy specyficzny system kształcenia. Wydziały pedagogiczne przygotowują głównie nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej – tam odbywają się zajęcia z psychologii i pedagogiki. Te osoby są dobrze przygotowane do pracy i z samym dzieckiem, i z jego otoczeniem. Przedmiotowcy kształceni są za to na poszczególnych wydziałach, gdzie nabywają twarde umiejętności, ale nie zdobywają kompetencji miękkich. Mają do tego ograniczone możliwości – wiedzę pedagogiczną zyskują na dodatkowych kursach uzupełniających główny tok studiów. Widać to w badaniach – ci nauczyciele są doskonałymi fachowcami w swoich dziedzinach, ale w pracy ze środowiskiem wypadają gorzej.
Da się to poprawić? Na przykład przez zmiany w programie nauczania na kierunkach pedagogicznych?
Wiadomo, że wszystko da się poprawić, ale to bardzo złożony problem. W wielu krajach udało się zorganizować taki system kształcenia, w którym nauczyciele są przygotowani do pracy także pedagogicznie. U nas praktyki nauczycielskie dotyczą głównie pracy z uczniami, z dokumentacją. Może trzeba by było w ich ramach pokazać również, jak wygląda zebranie? To jednak wymagałoby zaangażowania i pieniędzy. Z jednej strony bowiem uczelnie mogą to zrobić – mają przecież swobodę w tworzeniu programów studiów. Z drugiej oczywiście nie da się zrobić wszystkiego, bo szkoły są ograniczane przez finanse. Z trzeciej mamy niż demograficzny, który powoduje, że liczba miejsc na studiach już niedługo zrówna się z liczbą kandydatów. To nie sprzyja jakości nauczania.