Balansowanie na linie: W szpitalach podaż i popyt się nie liczą. Wyceny zabiegów robią urzędnicy

autor: Aleksandra Kurowska15.04.2017, 08:00
szpital lekarz

szpital lekarzźródło: ShutterStock

Tu się przytnie, tu się doda, potem wyciągnie średnią – zasady ustalania stawek za leczenie to dla większości Polaków wiedza tajemna. W publicznej ochronie zdrowia podaż i popyt nie decydują o cenach. Robią to urzędnicy.

Reklama


Opisywane kilka tygodni temu na łamach DGP wstępne propozycje obniżenia stawek za leczenie najmłodszych pacjentów to wierzchołek góry lodowej. W tym tygodniu resort zdrowia poinformował, że zmian tych jednak nie będzie, ale to wcale nie kończy dyskusji. Za wiele świadczeń Narodowy Fundusz Zdrowia płaci bowiem poniżej kosztów, co powoduje wzrost zadłużenia placówek zdrowotnych. Za inne świadczenia stawki były do tej pory zbyt wysokie, a to z kolei stymulowało powstawanie kolejnych prywatnych i publicznych oddziałów i klinik. Próba uporządkowania tego systemu budzi wiele emocji, a zapowiadane obniżenie stawek rodzi sprzeciw nie tylko właścicieli prywatnych placówek. W przypadku wielodziałowych szpitali publicznych sztuką było osiągnięcie równowagi i finansowanie, np. izby przyjęć z nadwyżek z oddziału kardiologii interwencyjnej lub części procedur onkologicznych.

Dla części szpitali, zwłaszcza wysokospecjalistycznych, nowe propozycje stawek za usługi medyczne są niższe niż koszty ich wykonania. Jeszcze gorsza sytuacja jest w placówkach sprofilowanych, które specjalizowały się np. w wąskim wycinku kardiologii czy okulistyki i nagle przestały być zyskowne. Czy to oznacza, że lepiej zamrozić obecne wyceny? Zdecydowanie nie.

Ile kosztuje operacja

Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. W krajach, w których jest wielu płatników (publicznych i prywatnych odpowiedników NFZ), zazwyczaj ustalany jest jakiś ogólny cennik świadczeń, ale stawki mogą zależeć od tego, jak dobry jest szpital, jak bardzo zależy mu na kontrakcie i jak ubezpieczycielowi zależy na współpracy z konkretną placówką. W Polsce płatnik jest jeden – to Narodowy Fundusz Zdrowia. Przekazuje on szpitalom pieniądze nie za każdą procedurę zgodnie z jej kosztem, lecz uśrednioną stawkę dla grupy podobnych usług (JGP – jednorodne grupy pacjentów). Powinny to być zbliżone do siebie tematycznie i kosztowo zestawy (np. badania, operacja, pobyt po zabiegu). Jednak nie do końca tak jest – np. do kategorii „endoskopowe zabiegi jelita grubego” wchodzi kilkadziesiąt różnych schorzeń i diagnoz: od obcych ciał, przez nowotwory czy leczenie skutków chorób wenerycznych. System JGP jest dość uproszczony, a poza tym od uruchomienia blisko 10 lat temu nie przechodził poważnej rewizji ustalonych stawek. A trzeba pamiętać, że nawet gdy powód schorzenia jest ten sam, koszty leczenia mogą znacząco się różnić ze względu na wiek chorego, przebieg i stadium choroby, inne dolegliwości (np. cukrzyca, choroby serca), kwalifikacje kadry, sprzęt, koszty utrzymania szpitala.

Każda JGP ma swoją wycenę w postaci liczby punktów. Oddział NFZ przelicza je na konkretne kwoty w oparciu o warunki zaproponowane w czasie konkursu lub rokowań (to dwie formy ustalania, na jakich warunkach szpitale podpisują umowy z funduszem). Maksymalnie jest to 52 zł za punkt w hospitalizacji i większość szpitali oscyluje właśnie w górnych granicach.

Jak nadawana jest wartość punktowa? Większość to ustalenia sprzed wielu lat wyliczone na podstawie niepełnych danych z placówek, opinii ekspertów, doświadczeń innych państw. Ustalał je NFZ, który równocześnie odpowiadał za płacenie tych stawek, co w pewnym sensie stanowiło konflikt interesów. Fundusz, wiedząc, ile pieniędzy ma do dyspozycji, starał się nie tylko zmieścić w tej kwocie, ale nawet coś zaoszczędzić – trudno zatem mówić o rzetelnych szacunkach. Przez lata obiecywano, że powstanie niezależna agencja zajmująca się taryfikacją. Chciał ją wprowadzić m.in. wicepremier Jerzy Hausner, podobne plany miał rząd PO–PSL. Ale sprawa powołania nowej agencji na bazie istniejących instytucji szła opornie, postanowiono więc sprawy te przekazać Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT, zajmującej się m.in. oceną zasadności refundacji leków), dodając do jej obowiązków i nazwy taryfikację. Ruszyły prace nad metodologią liczenia kosztów oraz taryfami dla różnych procedur. Oficjalnie nowe zadanie przejęła od 1 stycznia 2015 r.

Kłopot w tym, że ustalenie stawek, które byłyby sprawiedliwe dla wszystkich placówek, jest niewykonalne. Chodzi nie tylko o zwrot poniesionych kosztów – taryfy mają często dodatkowe zadania, np. zachęcenie placówek, by realizowały danych procedur więcej (o ile mają szansę, że NFZ im za nie zapłaci). AOTMiT informuje na swojej stronie, że taryfikacja „służy równoważeniu podaży i popytu na rynku świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych”. A celem ustalania taryf jest zapewnienie jak najlepszej dostępności do świadczeń zdrowotnych zawartych w koszyku świadczeń gwarantowanych oraz spełnienie zasad gospodarności w zakresie wydawania środków publicznych. Ponadto jest też „jednym z narzędzi systemowych umożliwiających dokonywanie zmian w strukturze podaży świadczeń, zgodnie z przyjętymi przez Ministerstwo Zdrowia celami strategicznymi”.


Pozostało jeszcze 74% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • sceptyk(2017-04-15 08:30) Zgłoś naruszenie 10

    "Ponadto jest też „jednym z narzędzi systemowych umożliwiających dokonywanie zmian w strukturze podaży świadczeń, zgodnie z przyjętymi przez Ministerstwo Zdrowia celami strategicznymi”. planowana podaż metod eksterminacji instrumentami ekonomicznymi -rasizm ekonomiczny które jest pochodną realizacją ideologów III RP

    Odpowiedz
  • wieloszczet(2017-04-15 14:52) Zgłoś naruszenie 10

    Bardzo ładnie wytłumaczono - jest totalna dyktatura urzędników w wycenie pracy lekarzy, cen leków, urządzeń itp itd. Jedynie wolny rynek to skutecznie wyceni. A Rząd miałby kontrolować, KONTROLOWAĆ. Tam, gdzie pojawia się ręczna robota nie działa nic. Przybywaj konkurencjo.

    Odpowiedz
  • kontra(2017-04-16 06:10) Zgłoś naruszenie 20

    Yo jest bzdura . W szpitalach na niektórych oddziałach robią wszystko aby jak najdłużej trzymać pacjenta na oddziale Podam przykład ze szpitala klinicznego UM . Pacjentkę leczono podając zawyżone dawki leków i z tego powodu jej stan zdrowia się nie poprawiał . Gdy pacjentce się wreszcie udało wyjść ze szpitala i trafiła do przychodni przyszpitalnej i w miedzy czasie skorzystała z usług innych lekarzy i stan zdrowia jej się poprawiał yo lekarz w przychodni przyszpitalnej doktor nauk medycznych stwierdził ze pacjentka kłamie i jest za szybka poprawa stanu zdrowia . Miedzy innym z takiego powodu są kolejki na oddziały szpitalne bo lekarze je tworzą mając w tym swój interes takze finansowy

    Odpowiedz
  • permanentny(2017-04-19 07:58) Zgłoś naruszenie 02

    Moim zdaniem szpitale mają taki rozrost fachowców w dyrekcjach ,ze niech wreszcie zabiorą się do pracy,niech się reklamują.Usługa leczenia,jak każda inna.Można bardzo dobrze na niej zarobić.Ale...no właśnie.Panowie lekarze pracują 3-4godzinki i są bardzo,bardzo zmęczeni.a od 14tej prywatna praktyka,a po 11 tej już wyjedzie ze szpitala.Pojedzą,popiją ,ponarzekają a kasa leci.I będą bronić się od pracy.Postawić im w szpitalach kontrole. To samo z pielęgniareczkami.ręka, rączkę myje.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama