Karuzela stanowisk w Ministerstwie Zdrowia zagraża płynności dalszych prac nad kluczowymi reformami i może skończyć się chorobą systemu.
Reklama
Wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda to trzecia osoba z kierownictwa resortu, która żegna się ze stanowiskiem w ciągu kilku tygodni (o dymisji pisaliśmy w czwartkowym DGP). Łanda odpowiadał w resorcie m.in. za koszyk świadczeń gwarantowanych, wyceny procedur medycznych, politykę lekową oraz system refundacji wyrobów medycznych.
Eksperci wskazują na trzy konsekwencje. Po pierwsze, zagrożenie dla pomysłów wprowadzonych przez wiceministra Łandę. Po drugie, niekorzystne zawirowania w przededniu wprowadzanych reform. Po trzecie wreszcie, zły PR – rotacja zastępców ministra zdrowia może wskazywać na słabość urzędu.
– Należy spodziewać się spowolnienia prac nad kluczowymi projektami prowadzonymi przez ministra Łandę. Z jednej strony, zanim nowa osoba się wdroży, minie trochę czasu. Ale pojawia się pytanie, czy będzie w pełni zgadzała się z jego pomysłami i chciała je promować – zauważa Małgorzata Sobotka z Uczelni Łazarskiego.
O jakie projekty chodzi? Dla branży farmaceutycznej znaczenie ma np. nowelizacja ustawy refundacyjnej wprowadzająca m.in. bonusy dla firm, które wykażą, że inwestują w Polsce.
– Mieliśmy w tej sprawie wiele spotkań i wreszcie mniej więcej ustaliliśmy kluczowe kwestie, ale teraz nie wiadomo, co dalej. Łanda ma wielką wiedzę na temat naszego rynku i nie wiadomo, kto mógłby go zastąpić. Na tzw. giełdzie na razie nie ma żadnych nazwisk, co jest dość znamienne – mówi nam przedstawiciel jednego z koncernów farmaceutycznych.
Sieroty po ministrze
To samo powtarzają eksperci. – Firmy boją się, że przyjdzie osoba, która nie będzie znała tak dobrze rynku farmaceutycznego. Nawet jeżeli Łandę oceniano różnie, to na pewno miał dużą wiedzę na temat branży – mówi jeden ze specjalistów. I dodaje, że wiceminister zajmował się dziedziną wywołującą wiele kontrowersji, gdzie każda zmiana może godzić w interesy różnych środowisk. – Dlatego tu trzeba osoby pewnej siebie, nieulegającej zbyt łatwo naciskom – dodaje.
Zdrowie w liczbach / Dziennik Gazeta Prawna
Jego odejście może też położyć się cieniem na planach zmian w refundacji wyrobów medycznych. – To było dziecko ministra. On wymyślił nowe rozwiązania i osobiście za nimi lobbował – przyznaje jeden z pracowników urzędu. – Ustawa została osierocona – dodaje przedstawiciel branży.
Zgodnie z pomysłem Łandy część produktów miałaby wejść do refundacji na podobnej zasadzie jak leki. Przechodziłyby ocenę i negocjacje urzędowej ceny, co zmusiłoby firmy do obniżek. Ponadto pacjenci mogliby dopłacać do lepszych produktów nie tylko w aptekach – jak ma to miejsce teraz – ale także tych wykorzystywanych w szpitalach np. do soczewek czy implantów. O zablokowanie tych zmian lobbowały m.in. sklepy medyczne (podobnie jak apteki miały mieć limity marży) oraz część organizacji pacjentów. Ale inne – wspierały te propozycje. – Żeby zmiany wprowadzić, będzie trzeba osoby zdeterminowanej, która przekona Radę Ministrów i zarazem będzie umiała postawić na swoim, odpierając ataki płynące także z rynku – mówi Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. zdrowia.
Nie ma problemu?
Krzysztof Łanda był autorem m.in. zmiany w podejściu do finansowania chorób rzadkich. W projekcie nowelizacji ustawy refundacyjnej (która jest obecnie w konsultacjach społecznych) zapisał nowy mechanizm dopuszczania zawrotów za leki sieroce: uzasadnienie ceny obok klasycznej analizy ekonomicznej miało się stać podstawą do podejmowania decyzji o refundacji lub jej braku. Projekt przepisów nie gwarantował uzyskania zwrotu przez drogie terapie (koszt to nawet powyżej miliona złotych rocznie), ale dawał większe szanse na nie niż w obecnym trybie.
Co ważne, już wcześniej rezygnację złożyła wicedyrektor departamentu polityki lekowej, a nieoficjalnie mówi się o tym, że wraz z odejściem wiceministra podobne decyzje mogą podjąć kolejne osoby.
– To, że wiceministrowie przychodzą i odchodzą, jest normalne, ale tak duże zmiany tuż przed wejściem zapowiadanych reform są niekorzystne. Nie zmienia się koni w trakcie przeprawy – ocenia Jerzy Gryglewicz. Dodaje, że znalezienie kompetentnej osoby, która będzie się zgadzała z filozofią prezentowaną przez ministerstwo, nie będzie proste. Już teraz problemem był brak jednomyślności i synchronizacji działań w kierownictwie resortu.