W gminach, które dotknęła fala pożarów składowisk odpadów, trwa szacowanie strat. Pierwsze, wstępne rachunki nie napawają optymizmem. Koszty spowodowane działaniem żywiołu w każdym przypadku wynoszą od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych. – Koszt utylizacji odpadów z pogorzeliska to ok. 400 zł za tonę. Przy szacunkowych 20 tys. ton, które trzeba uprzątnąć, daje to łącznie 8 mln zł – wylicza Anna Sobierajska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa w Zgierzu. Pożar, który wybuchł w tym mieście na początku czerwca, był jednym z najgłośniej komentowanych w mediach. Skłonił też Ministerstwo Środowiska do pracy nad zaostrzeniem przepisów.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jeszcze wyższą cenę za pożary zapłaci środowisko. Z wstępnych badań Fundacji Greenpeace, która w certyfikowanym laboratorium sprawdziła próbki gleby po pożarze składowiska opon w Trzebini, wynika, że można mówić o ekologicznej katastrofie. Zawartość w glebie takich substancji jak ołów była trzykrotnie wyższa, niż dopuszczają normy. Co gorsza, zagrożenie jest nie tylko poważne, ale też wymagające jak najszybszej reakcji – chodzi o to, aby szkodliwe związki nie zatruły wód gruntowych.

– Znaczne zanieczyszczenia, jakie zostały wykryte w próbkach z pogorzelisk w Trzebini i Zgierzu, pozwalają sądzić, że szkodliwe substancje wraz z dymem i sadzą mogły przedostać się do gleby i wody. W ślad za tym trafią zaś do żywności produkowanej na pobliskich terenach rolnych i zostaną spożyte przez ludzi – twierdzi Magdalena Figura, ekspertka Greenpeace’u.

Problem w tym, że zarówno na pociągnięcie sprawców pożarów do odpowiedzialności finansowej, jak i rozbrojenie tykającej ekologicznej bomby przyjdzie trochę poczekać. – Czasochłonne procedury wiążą nam ręce – mówią zgodnie gminy, firmy i inne organy.

Straty w budżetach

Dlaczego wysokie koszty miałyby ponieść samorządy, skoro straty po pożarach co do zasady ponoszą firmy zarządzające terenem, na którym doszło do zaprószenia ognia (wyjątkiem są sytuacje, gdy za instalacje odpowiada gmina lub gdy ogień rozgorzał na terenie dzikiego wysypiska)? Powód jest prosty: gdy przychodzi do płacenia, nieuczciwe firmy zwyczajnie znikają lub uchylają się od obowiązków. Samorządom pozostaje wtedy egzekucja należności. Ta trwa jednak latami i często okazuje się nieskuteczna. Ostatecznie to lokalne władze muszą uprzątnąć teren, sięgając do własnej kieszeni bądź korzystając ze wsparcia wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska.

W takiej sytuacji znalazły się chociażby Skierniewice. – Formalne działania, które miały doprowadzić do wywózki ok. 5 tys. ton odpadów popożarowych, uruchomiliśmy przed kilkoma laty. Niestety mozolne procedury sprawiły, że dopiero w ubiegłym roku udało się ruszyć z wywozem odpadów w ramach wykonań zastępczych – opowiada Krzysztof Jażdżyk, prezydent miasta.

Tykająca bomba

Podobnie może niestety być w Zgierzu. Jak ustaliliśmy, jeszcze 22 czerwca władze miasta podjęły działania, by zobowiązać właściciela terenu, na którym rozgorzał ogień, do uprzątnięcia pozostałości po pożarze. Z formalnego punktu widzenia uruchomiły procedurę przewidzianą w art. 26 ustawy o odpadach (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 992). Zgodnie z tym przepisem właściciel odpadów (w tym wypadku prywatna firma) jest obowiązany do niezwłocznego usunięcia ich z miejsca nieprzeznaczonego do składowania lub magazynowania. W przypadku niewywiązania się z tego obowiązku organ gminy – w drodze decyzji wydawanej z urzędu – nakazuje mu usunięcie odpadów.

Szkopuł w tym, że w takiej decyzji – jak stanowi art. 26 ust. 6 ustawy – samorząd musi określić m.in. termin usunięcia odpadów, ich rodzaj i sposób utylizacji. A tu zaczynają się schody, bo zebranie odpowiednich dokumentów, ocen wpływu na środowisko i danych niezbędnych do uprzątnięcia pogorzeliska zajmuje miesiące.

– Liczymy, że wszystkie ustalenia zapadną do końca sierpnia. Zbierzemy wtedy wszystkie dane dotyczące odpadów na tym terenie, niezbędne do wydania decyzji – słyszymy w zgierskim magistracie. A to przede wszystkim od ilości odpadów będzie zależało to, jaki termin władze miasta dadzą firmie na m.in. przewiezienie odpadów do innych instalacji celem ich utylizacji. Jak słyszmy, może to potrwać kolejnych kilka miesięcy. W praktyce oznacza to, że szkodliwe substancje jeszcze długo będą zagrażać środowisku, a tym samym – ludziom.