W październiku wejdą w życie przepisy obniżające wiek emerytalny. Wiele osób zastanawia się, czy skorzystać z tego uprawnienia, czy pracować nadal. A może lepiej pracować i pobierać emeryturę? Postanowiliśmy sprawdzić, czy i jaką premię daje odłożenie pobrania świadczenia w porównaniu z jego wzięciem w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego, ponieważ niektórzy czytelnicy sugerowali, że osoba, która zdecyduje się na emeryturę wcześniej, będzie pobierała ją dłużej i dzięki temu łączna kwota świadczeń do końca życia będzie większa.

Obliczenia pokazują, że tak nie jest. Pokazujemy to na trzech przykładach. Moment wyjściowy dla każdego z nich to 60. rok życia i uzbierana składka, pozwalająca uzyskać minimalną emeryturę na poziomie 1000 zł. Zakładamy, że każdy z bohaterów będzie żył co najmniej do 83. roku życia. Dla uproszczenia pomijamy kwestię waloryzacji oraz składki emerytalne płacone po osiągnięciu wieku emerytalnego. Je opisujemy osobno.

Kobieta A

Jest zmęczona pracą i decyduje się przejść na emeryturę, zakłada, że najwyżej będzie do niej dorabiać. Mając 60 lat, nabędzie uprawnienia do świadczenia, które wyniesie 1000 zł. Jak wynika z tablic średniego dalszego trwania życia, osoba, która w tym wieku przejdzie na emeryturę, będzie żyła 81 lat i 9 miesięcy, otrzymując w tym czasie 261 emerytur, czyli 261 tys. zł. Jeśli dożyje do 83. roku życia, suma wzrośnie o 15 tys. zł, do 276 tys. zł.

Kobieta B

Nasz druga bohaterka postanowiła popracować dłużej. Mając 63 lata, bierze emeryturę. Tylko z tego powodu, że przy obliczaniu emerytury jej składka pracowała na koncie trzy lata dłużej i jest dzielona przez mniejszą liczbę miesięcy średniego dalszego trwania życia, emerytura wyniesie 1227 zł, czyli będzie o jedną czwartą wyższa niż w pierwszym przykładzie (dla przejrzystości pomijamy składki opłacone przez nią od momentu osiągnięcia wieku emerytalnego). Łącznie do 83. roku życia ZUS wypłaci jej 294 480 zł. Tabele średniego trwania dają jej o pół roku życia mniej, co oznaczałoby wypłatę w łącznej wysokości 287 118 zł.

Kobieta C

Osoba decydująca się na zakończenie pracy pięć lat po osiągnięciu wieku emerytalnego może otrzymać w przybliżeniu 1450 zł świadczenia (tu także pomijamy składki płacone po osiągnięciu wieku emerytalnego). W jej przypadku statystyki mówią o trwaniu życia jeszcze przez 217 miesięcy, co oznacza osiągnięcie 83 lat. W tym czasie ZUS wypłaci 314 650 zł.

Wnioski

Kobieta C, pracując najdłużej, a najkrócej pobierając emeryturę, otrzyma od ZUS najwięcej pieniędzy. Kobieta A otrzyma najmniej, mimo że na emeryturze będzie odpowiednio pięć i trzy lata dłużej niż jej koleżanki. Weźmie o co najmniej 18 480 zł mniej niż kobieta B i aż o 38 650 zł mniej niż pani C. Ale ważne są nie same liczby, a proporcje, bo te będą dotyczyły emerytur każdej wysokości. 18,5 tys. zł więcej, które weźmie B, to półtoraroczna emerytura A, a w porównaniu z C różnica to już trzyletnie świadczenia. Czyli w praktyce tyle można zyskać, odkładając moment przejścia na emeryturę.

Każda z kobiet może pracować, będąc na emeryturze, tyle że ma to zupełnie inny wpływ na wysokość świadczeń. W przypadku pani A zostanie ono powiększone tylko o składki, które wypracowała na emeryturze. Zakładając, że zarabia minimalną pensję, po trzech latach emerytura z tego tytułu wzrośnie do 1062 zł, a po pięciu latach pracy – do 1125 zł. W przypadku B wpływ samej składki na wysokość wypłaty byłby skromny, wrosłaby ona z 1227 zł do 1247 zł. Z kolei pani C, pracując do 65. roku życia, powiększy świadczenie z 1450 zł do 1480 zł. Co pokazuje, że korzyści z łączenia pracy z emeryturą w porównaniu z odłożeniem decyzji o wzięciu świadczenia i dalszą pracą przemawiają i tak na rzecz tego ostatniego rozwiązania.

Przekonać faktami

Od października kobiety będą mogły zakończyć pracę w wieku 60 lat, a mężczyźni – 65 lat. Nasza symulacja pokazuje, jak ważny może być wybór: iść na emeryturę czy dalej pracować? Rząd szykuje kampanię informacyjną połączoną z jakąś formą zachęt, by przekonać potencjalnych emerytów do pozostania na rynku pracy. Jedną z rozważanych zachęt jest przyznanie specjalnej premii emerytalnej 10 tys. zł dla tych, którzy nie skorzystają z prawa do świadczeń i będą pracować przez minimum dwa lata po uzyskaniu prawa do emerytury.

Kampania informacyjna i zachęty mają jeden główny cel: zmniejszenie kosztów obniżenia wieku emerytalnego. W 2018 r. może to powodować ubytek w FUS rzędu 10 mld zł. Dla finansów publicznych oznacza to spore napięcia, bo rząd deklaruje pogodzenie wydatków ekstra z ograniczaniem deficytu sektora rządowego i samorządowego. Przejrzysty bilans korzyści i strat może być miękkim sposobem perswazji wobec ubezpieczonych, dzięki któremu mniej osób skorzysta z nowego prawa od razu.

Już dziś z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że tam, gdzie wczesne przejście na emeryturę jest szczególnie niekorzystne, ubezpieczeni częściej podejmują decyzję o kontynuowaniu pracy. Dotyczy to przede wszystkim kobiet. W 2015 r. 18,8 proc. kobiet, które mogły przejść na emeryturę, nie zrobiło tego. Mężczyzn, którzy podjęli taką decyzję, było mniej – 12,9 proc. Prawie 8 proc. kobiet, które mogły brać świadczenie, ale wolały pracować, kontynuowało karierę jeszcze ponad rok, a 4,5 proc. przez co najmniej cztery lata. Większość tych mężczyzn, którzy nie przeszli na emeryturę zaraz po osiągnięciu uprawnień, zrobiło to już w ciągu kolejnych 11 miesięcy. Taką decyzję podjęło 12,6 proc. wszystkich uprawnionych, a tylko 0,3 proc. pracowało dłużej niż rok.

Szczegóły kampanii informacyjnej szykowanej po wejściu w życiu obniżenia wieku nie są jeszcze znane, ale można zakładać, że to właśnie kobiety będą jej głównymi adresatkami. Ich wiek emerytalny będzie znacznie niższy niż mężczyzn, na dodatek kobiety żyją przeciętnie dłużej niż mężczyźni. To powoduje, że kobiece emerytury będą znacznie niższe, co w przyszłości może powodować dodatkowe napięcia w systemie finansów publicznych: każdy, kto ma odpowiednio długi staż składkowy, ma prawo do emerytury minimalnej, choćby jej nie wypracował. A emerytura minimalna pośrednio jest finansowana z budżetu państwa. 

W 2015 r. 18,8 proc. kobiet, które mogły zakończyć pracę, nie zrobiło tego