Co trzeci pracodawca nie może znaleźć rąk do pracy. Tymczasem już w tym roku z rynku pracy zniknie dodatkowe 300 tys. osób.

Od 1 października 2017 roku wiek emerytalny wyniesie 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Oznacz to, że po osiągnięciu tego pułapu pracownicy będą mogli zdecydować, czy chcą przejść na emeryturę, czy dalej prowadzić aktywne życie zawodowe. – Do tej pory ostrzeżenia ekspertów o zmieniającej się demografii i jej negatywnym wpływie na rynek pracy były trochę jak Yeti: wszyscy o tym mówili, ale nikt tego nie widział. W tym roku to zobaczymy – mówi Andrzej Kubisiak, rzecznik prasowy Work Service. Z szacunków ZUS wynika, że dodatkowo ok. 300 tys. osób zyska uprawnienia emerytalne w ostatnim kwartale tego roku z tytułu obniżenia wieku emerytalnego. – Na bazie dotychczasowych przepisów prawo do emerytury zyska w tym roku ok. 240 tys. osób – mówi Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy ZUS. Eksperci mówią jednak, że liczby te mogą być jeszcze większe.

- Konsekwencją zmienionej ustawy emerytalnej będzie to, że w 2017 roku pół miliona osób nabędzie uprawnienia emerytalne. Jak mówiła prezes ZUS na konferencji, 80 proc. osób, które wkraczają w wiek emerytalny, korzysta z możliwości odejścia z rynku pracy – mówi Kubisiak.

Tak duży odpływ pracowników z rynku spowoduje, że pracodawcy będą mieli jeszcze większy problem ze znalezieniem rąk do pracy. W tej chwili 35 proc. z nich zgłasza takie problemy. Statystyki są nieubłagane. - Biorąc pod uwagę różne formy zatrudnienia w całej polskiej gospodarce pracuje około 16 mln osób. Dynamika wzrostu zatrudnienia z roku na rok spada – coraz mniej jest osób w wieku produkcyjnym. W IV kwartale 2016 roku przybyło zaledwie 45 tys. pracujących w porównaniu z poprzednim rokiem. Po obniżeniu wieku emerytalnego będziemy mieli do czynienia z pogłębieniem tego problemu. Mimo, że gospodarka się rozwija i rynek pracy staje się coraz bardziej przychylny dla pracowników, to będzie ich coraz mniej – mówi Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawcy RP.

Reklama

Istniejącą lukę na rynku pracy, pracodawcy starają się wypełnić zatrudniając cudzoziemców (zwłaszcza Ukraińców). Z badania Work Serice wynika, że 38 proc. firm rozważa zatrudnienie pracowników zza wschodniej granicy. - Dostępne możliwości prawne sprawiają, że większa ich część jest zatrudniania do prac sezonowych, więc nie wypełnią oni całej luki komentuje Kozłowski. Potwierdzają to badania Work Service. Firmy w Polsce najczęściej poszukują Ukraińców na stanowiska niższego szczebla (22,3 proc.).
Eksperci są zgodni: tym, co mogłoby przekonać Polaków do dłuższej aktywności zawodowej jest przekonanie, że przyniesie to wymierne korzyści finansowe. – Za każdy dodatkowy rok pracy emerytura będzie wyższa o 10 proc. – mówi Kozłowski. Z analiz przygotowanych przez rząd wynika, że emeryci, którzy nabędą w 2017 roku prawo do emerytury na zmienionych zasadach będą pobierali o 152 zł niższe świadczenie, niż osoby, które uzyskały je na starych zasadach. W 2018 roku będą to już 288 złote. W 2038 roku różnica ta przekroczy 1000 zł i wyniesie 1007 złotych. Jeżeli wówczas mężczyzna przejdzie na emeryturę w wieku 65 lat otrzyma emeryturę w wysokości 4626 zł. Gdyby zrobił to dwa lata później byłoby to5632 złote.

Jeszcze większe różnice będą występowały w przypadku kobiet. Różnica ponad 1000 zł przypadnie już na rok 2031. Odchodząc na emeryturę w wieku 60 lat będzie mogła ona liczyć na świadczenie w wysokości 2286 zł. W wieku 67 lat otrzyma 3412. W 2060 r. różnica między symulowanymi kwotami wyniesie już blisko 3 tys. zł.
Prognozy ZUS zakładają, że w latach 2017-2021 na wypłaty emerytury i renty z samych składek brakować będzie każdego roku od 48,7 do 50,6 mld zł. Bardziej pesymistyczny wariant zakłada, że będzie to 65,2 mld zł w 2017 r. i w ciągu pięciu kolejnych lat powiększy się do ponad 90,5 mld zł. – W naszym systemie składek nie jesteśmy w stanie zapewnić wypłaty wszystkich świadczeń przewidzianych przez ustawodawcę – mówiła w zeszłym roku podczas posiedzenia Komisji Polityki Społecznej i Rodziny prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska.
Rozwiązaniem tego problemu byłoby zachęcanie emerytów do ja najdłuższej aktywności zawodowej. - Warto skupić się na wprowadzeniu takich rozwiązań, które stanowiłyby zachętę, żeby emeryci jak najpóźniej korzystali ze swoich uprawnień. Niestety polityka rządu jest odwrotna: utrudnianie dorabiania emerytom czy możliwość tylko jednorazowego przeliczenia emerytury nie zachęca do jak najdłuższej i legalnej aktywności zawodowej – podsumowuje Kozłowski