- Trzeba opierać się na opinii renomowanych ekspertów, nie tracić zdrowego rozsądku i krytycyzmu - mówi w wywiadzie dla DGP Katarzyna Walęcka-Matyja z Instytutu Psychologi Uniwersytetu Łódzkiego.
Od tygodni media, także my na łamach DGP, relacjonują historię koronawirusa. Śledzimy z wypiekami na twarzy informacje o tym, że wirus dotarł do kolejnych krajów, i zastanawiamy się, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia ogłosi pandemię. Ceny maseczek na twarz szybują w górę, wielu z nas zaczyna się obawiać o zdrowie. Tymczasem z powodu wirusa zmarło dotychczas zaledwie niecałe 3 tys. osób. To mniej niż rocznie ginie w Polsce w wypadkach drogowych. Tyle osób umiera w naszym kraju z przyczyn naturalnych w ciągu dwóch dni. Czy to już panika?
Panika występuje w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z silnym lękiem. Tak jeszcze nie jest. W przypadku sytuacji rozprzestrzeniania się koronowirusa odwołałabym się do pojęcia wpływu społecznego, czyli do zmiany w zachowaniu ludzi, która jest wywołana przez rzeczywisty lub wyobrażony nacisk ze strony innych. Jesteśmy bardzo podatni na emocje, które się szybko rozprzestrzeniają. Wynika to z tego, że sytuacja jest niejasna, otrzymujemy sprzeczne sygnały. A chcielibyśmy wiedzieć jak najwięcej.