Nie ma jasnych wytycznych dla lekarzy rodzinnych, brakuje podstawowego wyposażenia – jednorazowych fartuchów i maseczek.
To główne problemy z przygotowaniem systemu na atak koronawirusa. Na pierwszej linii frontu znaleźli się lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. I choć otrzymali ogólne wytyczne inspekcji sanitarnej, to wcale nie jest jasne, co powinni zrobić, gdy w poczekalni pojawi się pacjent, u którego można podejrzewać wirusa z Wuhanu. Przychodnie nie muszą mieć izolatek – nie ma więc jak „odosobnić” potencjalnego nosiciela od reszty pacjentów.
Zgodnie z wytycznymi w przypadku uzasadnionego podejrzenia należy chorego odesłać do szpitala zakaźnego. Jak? Nie wiadomo. Wprawdzie POZ musi mieć zawartą umowę na transport medyczny, ale ten nie musi być przygotowany do przewożenia osób zakaźnie chorych: zespół może nie mieć ochronnych kombinezonów ani możliwości specjalnej dezynfekcji auta. – Możemy poprosić chorego, żeby pojechał własnym autem. Jak nie jest w stanie, powinniśmy wezwać karetkę, ale nie możemy skorzystać z firmy, z którą mamy podpisaną umowę – przyznaje kierownik jednej z przychodni na Pomorzu. W innej słyszymy: – Chory może sam wezwać karetkę.