Powołana do Naczelnego Sądu Administracyjnego na wniosek obecnej Krajowej Rady Sądownictwa Anna Dalkowska wniosła skargę do TK po tym, jak w jednym z orzeczeń NSA zakwestionował jej prawo do orzekania w sprawie (postanowienie z 7 października 2024 r., sygn. akt III FSK 605/24). Zrobił to, przeprowadzając tzw. test bezstronności i niezawisłości sędziego oraz wskazując na przebieg kariery Dalkowskiej, wytykając jej m.in., że była prawą ręką ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i że do NSA trafiła prosto z sądu rejonowego.
Zarzuty Anny Dalkowskiej
Była wiceminister w swojej skardze do TK podważyła więc art. 5a prawa o ustroju sądów administracyjnych (dalej: p.u.s.a.), który pozwala na przeprowadzanie tego typu testów względem sędziów administracyjnych. Twierdziła, że jest on niezgodny m.in. z art. 178 ust. 1 konstytucji mówiącym o niezawisłości sędziowskiej czy art. 179 ustawy zasadniczej, który stanowi, że sędziowie są powoływani przez prezydenta na wniosek KRS.
TK przyznał w środę skarżącej rację i uznał zaskarżony przepis za niekonstytucyjny. Jak tłumaczył, wygłaszając ustne motywy uzasadnienia wyroku, Stanisław Piotrowicz, sędzia sprawozdawca, art. 5a p.u.s.a. należy uznać za konstytucyjnie nieakceptowalny z trzech powodów. Po pierwsze, dlatego, że umożliwia abstrakcyjne kwestionowanie niezawisłości i bezstronności sędziego wyłącznie na podstawie okoliczności towarzyszących jego powołaniu. Po drugie pozwala dokonywać merytorycznej oceny prawomocnej uchwały Krajowej Rady Sądownictwa w przedmiocie przedstawienia wniosku o powołanie do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego. Ostatnim powodem jest to, że zdaniem TK zakwestionowana norma umożliwia badanie aktu prezydenta o powołaniu na urząd sędziego.
Jak tłumaczył Piotrowicz, pozostawienie w systemie zaskarżonego przepisu i jego dalsze stosowanie mogłoby doprowadzić do petryfikacji stanu, w którym sędziowie sądów administracyjnych powołani po marcu 2018 r., zachowując wprawdzie formalny status sędziowski, de facto stają się sędziami ułomnymi, niezdolnymi do bezstronnego orzekania w konkretnych sprawach z uwagi na rzekome wady w procedurze ich powołania.
- Wyłączanie sędziego od orzekania w ramach procedury tzw. testu niezawisłości w praktyce prowadzi do wypaczenia normatywnego sensu instytucji, przekształcając ją w narzędzie mogące służyć do odsuwania od orzekania sędziego z tej racji, że wystąpił w procedurze konkursowej przed Krajową Radą Sądownictwa, ukształtowaną na podstawie art. 9a ustawy o KRS i uzyskał od tego organu rekomendację do objęcia urzędu – tłumaczył sprawozdawca.
"Bezzasadny" wyrok Trybunału Konstytucyjnego
Stanisław Piotrowicz mówił również o tym, że zakwestionowany przepis pozwalający na wyłączenie sędziego wyłącznie z uwagi na okoliczności towarzyszące jego powołaniu może być także wykorzystywany przeciwko niezawisłości sędziowskiej.
- Na zakończenie podkreślić należy, że wzajemne sprawdzanie przez sędziów prawidłowości swoich powołań w drodze sądowych postępowań jest zaprzeczeniem zasady niezawisłości oraz poważnym naruszeniem kompetencji prezydenta – skwitował sędzia.
Orzeczenie zapadło większością głosów, zdanie odrębne złożył sędzia Andrzej Zielonacki, który nazwał wyrok TK bezzasadnym. I to zarówno z proceduralnego, jak i merytorycznego punktu widzenia. Sędzia Zielonacki zauważył m.in., że skarżąca w swoim wystąpieniu do TK twierdziła, że zostało naruszone jej prawo do sprawowania urzędu sędziego. Problem jednak polega na tym, że takiego prawa w ogóle nie ma w konstytucji.
- Nie sądzę też, by można je było wyprowadzić czy to w drodze przyjętych w polskiej kulturze prawniczej metod interpretacji, czy też wnioskowania – skwitował autor zdania odrębnego.
Podstawa prawna
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 25 lutego 2026 r., sygn. akt SK 68/25