- Grypa K w Polsce, a w tle dwa wirusy odzwierzęce: influenza D i psi koronawirus HuPn-2018
- Eksperci ostrzegają: influenza D i psi koronawirus mogą „przeskoczyć” na ludzi, a diagnostyka ich nie łapie
- Wirus grypy D (influenza D) u krów: dlaczego naukowcy mówią o ryzyku dla ludzi
- Badania z Chin: szczep influenza D z oznakami transmisji – co dokładnie zaniepokoiło naukowców
- Psi koronawirus HuPn-2018: to nie SARS-CoV-2, ale był wykrywany u ludzi z zapaleniem płuc
Nie chodzi o teorię spiskową ani medialną sensację wokół nowej pandemii. Chodzi o niepokojące wnioski z analiz opublikowanych w jednym z najważniejszych czasopism epidemiologicznych świata – i ostrzeżenie, że historia może się powtórzyć.
Grypa K w Polsce, a w tle dwa wirusy odzwierzęce: influenza D i psi koronawirus HuPn-2018
W momencie, gdy opinia publiczna koncentruje się na aktualnym wariancie grypy K, zespół specjalistów chorób zakaźnych publikuje chłodną, analityczną ocenę zagrożeń, które nie trafiły jeszcze do codziennej diagnostyki. W centrum ich uwagi znalazły się dwa patogeny odzwierzęce: wirus grypy D oraz psi koronawirus HuPn-2018.
Oba nie wywołują dziś masowych zachorowań. Oba rzadko są wykrywane w rutynowych testach. I właśnie to – zdaniem ekspertów – czyni je potencjalnie groźnymi.
Eksperci ostrzegają: influenza D i psi koronawirus mogą „przeskoczyć” na ludzi, a diagnostyka ich nie łapie
Analizę opublikowano na łamach Emerging Infectious Diseases, prestiżowego pisma amerykańskich służb epidemiologicznych. Autorzy nie używają alarmistycznego języka, ale ich wnioski są jednoznaczne: oba wirusy spełniają kluczowe warunki patogenów, które w przeszłości prowadziły do epidemii.
Jeśli te wirusy nabiorą zdolności łatwego przenoszenia się między ludźmi, mogą wywołać ogniska epidemiczne lub pandemie, ponieważ większość populacji nie ma na nie odporności – podkreśla dr John Lednicky z University of Florida.
To zdanie powraca w dyskusjach ekspertów jak refren. Bo dokładnie tak wyglądał początek pandemii COVID-19.
Wirus grypy D (influenza D) u krów: dlaczego naukowcy mówią o ryzyku dla ludzi
Wirus grypy D został odkryty stosunkowo niedawno – w 2011 roku. Przez lata traktowano go jako problem stricte weterynaryjny, związany głównie z chorobami układu oddechowego bydła i świń. Z czasem jednak lista gatunków, u których go wykrywano, zaczęła się wydłużać.
Dziś wiadomo, że krąży on także wśród drobiu, jeleni, wielbłądów, a nawet zwierząt egzotycznych. To już pierwszy sygnał ostrzegawczy – szeroki zakres gospodarzy zwiększa szansę na adaptację do człowieka. Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące ludzi. Badania wśród pracowników hodowli bydła w USA wykazały, że:
- nawet 97 proc. z nich ma przeciwciała przeciwko grypie D,
- zakażenia przebiegają najczęściej bezobjawowo,
- wirus nie jest wykrywany w standardowych panelach diagnostycznych.
Innymi słowy: kontakt z wirusem już się odbywa, tylko system go nie widzi.
Badania z Chin: szczep influenza D z oznakami transmisji – co dokładnie zaniepokoiło naukowców
Przez lata uspokajano, że grypa D nie przenosi się efektywnie między ludźmi. Ten argument przestał być aktualny po publikacji wyników badań zespołu z Chin, który opisał szczep zdolny do transmisji drogą powietrzną między ssakami modelowymi.
Ważne
Co więcej, u dużej części badanych osób wykryto przeciwciała świadczące o kontakcie z wirusem – nie tylko u pracowników hodowli, ale także w populacji ogólnej. Dla epidemiologów to moment graniczny: wirus przestaje być ciekawostką naukową, a zaczyna być realnym ryzykiem.
Psi koronawirus HuPn-2018: to nie SARS-CoV-2, ale był wykrywany u ludzi z zapaleniem płuc
Drugi z wirusów brzmi znajomo, ale bywa mylący. Psi koronawirus (CCoV) nie jest tym samym patogenem, który wywołał pandemię COVID-19. Należy jednak do tej samej rodziny – koronawirusów – znanych z dużej zdolności mutowania i rekombinacji.
U psów powoduje głównie objawy ze strony przewodu pokarmowego. U ludzi przez lata był ignorowany. Sytuacja zmieniła się, gdy zaczęły pojawiać się udokumentowane przypadki zakażeń dróg oddechowych. Pierwszy z nich opisano u członka zespołu medycznego wracającego z Haiti. Kolejne – u dziecka hospitalizowanego z zapaleniem płuc w Malezji. Następne doniesienia napłynęły z:
- Tajlandii,
- Wietnamu,
- Stanów Zjednoczonych (Arkansas).
To już nie pojedynczy incydent, ale sygnał globalnej cyrkulacji wirusa, który umyka klasycznej diagnostyce.
Dlaczego testy PCR go nie wykrywają? HuPn-2018 wypada z rutynowych paneli
Problem nie polega na braku czujności, lecz na narzędziach. Standardowe testy PCR stosowane w diagnostyce infekcji dróg oddechowych nie wykrywają psiego koronawirusa HuPn-2018. Oznacza to, że pacjent trafia do statystyk jako „zapalenie płuc o nieznanej etiologii”, wirus krąży dalej, niezauważony, a epidemiologia opiera się na szczątkowych danych naukowych. To dokładnie ten sam schemat, który świat zna sprzed 2020 roku.
Lekcja po COVID-19: bez monitoringu i testów nowe wirusy wchodzą „tylnymi drzwiami”
Autorzy analizy przypominają, że zarówno pandemie grypy, jak i COVID-19 zaczynały się od długiego okresu „cichego krążenia” wirusa wśród zwierząt i ludzi. Brak testów, brak nadzoru i przekonanie, że „to jeszcze nie problem”, okazywały się kosztowne.
W przypadku grypy D i psiego koronawirusa sytuacja wygląda niepokojąco podobnie: słaby monitoring, brak zatwierdzonych testów diagnostycznych oraz zerowe przygotowanie terapeutyczne i szczepionkowe. Eksperci nie twierdzą, że pandemia jest nieunikniona. Mówią coś innego: że czas na reakcję jest teraz, a nie wtedy, gdy będzie za późno.
Źródła
- Emerging Respiratory Virus Threats from Influenza D and Canine Coronavirus HuPn-2018, Emerging Infectious Diseases, styczeń 2026
- University of Florida – komunikat prasowy, 28.01.2026
- University of Texas Medical Branch – One Health Research and Training Laboratory
- Centers for Disease Control and Prevention (CDC) – Emerging Infectious Diseases Journal