Politycy i aktywiści nie mają już oporów przed mówieniem, że bez udziału sędziów nie byłoby mowy o aferze reprywatyzacyjnej.
"Proszę mi wyjaśnić, panie mecenasie, co powinienem zrobić. Ale tak krok po kroku" – właśnie tymi słowami zwrócił się sędzia przewodniczący rozprawie do adwokata, który w imieniu klienta walczył o odszkodowanie za nieruchomość. Prawnik wyjaśnił. Krok po kroku. Sędzia wysłuchał. Efekt? Odszkodowanie w wysokości prawie 2 mln zł.
Historię opowiedział nam adwokat, który instruował sędziego. Podkreśla, że jego zdaniem roszczenie spadkobierców po właścicielu nieruchomości było jak najbardziej zasadne. I dodaje, że wielokrotnie na sali sądowej spotkał się z prośbą sądu o wyjaśnienie pewnych zagadnień reprywatyzacyjnych. W tym przypadku jednak po raz pierwszy odniósł wrażenie, że sąd nie tyle chce poznać stanowisko strony, ile chce się dowiedzieć, jak ma orzec. – Nic dziwnego. To był młody sędzia, a ja od 15 lat zajmuję się sprawami reprywatyzacyjnymi. Ktoś sędziego musi nauczyć dobrego orzekania. Traf chciał, że uczyniłem to ja – mówi adwokat.