Mimo próśb kierowanych do stołecznego ratusza mieszkańcy kamienic objętych roszczeniami nie otrzymują żadnego wsparcia.
Reklama
W tym tygodniu stołeczny ratusz pochwalił się, że wydał pierwszą decyzję odmawiającą zwrotu publicznego mienia na podstawie tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej. Chodzi o roszczenia do boiska IV Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza przy ul. Saskiej 59. Władze miasta już zapowiadają kolejne decyzje odmowne, dzięki czemu od roszczeń zwrotowych zostanie zwolnionych ponad 150 warszawskich nieruchomości.
Niestety, na razie ta dobra zmiana dotyczy jedynie publicznego mienia.
Jedną z największych patologii warszawskiej reprywatyzacji – i związaną z nią skrajną niemoc administracji publicznej – doskonale obrazują problemy mieszkańców kamienicy przy ul. Berezyńskiej 17.
Batalia o przedwojenny budynek trwa od kilku lat. Roszczenia kilkunastu spadkobierców trafiają do rąk jednej osoby, a ta sukcesywnie odzyskuje władztwo nad kolejnymi częściami budynku (dwa lokale mieszkalne i część piwnic). Dodatkowo istnieje ryzyko, że mieszkańcy kamienicy nie będą mogli dostać się do swoich mieszkań, które w większości są własnościowe. Przedmiotem zwrotu była bowiem także działka, która okala budynek. Na rzecz wspólnoty nie została ustanowiona przez miasto, będące stroną postępowania, służebność dojścia do budynku.
W kwietniu mieszkańcy otrzymali pismo od pełnomocnika prawnego spadkobierczyni. Stwierdza w nim, że ma ona roszczenie względem mieszkańców o odpłatne ustanowienie służebności drogi koniecznej oraz odszkodowanie z tytułu bezumownego korzystania z gruntu. Wraz z tym stwierdzeniem pojawiła się propozycja wykupu udziałów w podwórku. Grunt okalający kamienicę wyceniono na ok. 565 tys. zł. Lokatorzy mieliby odkupić udziały po preferencyjnej stawce – 20,6 tys. zł na każdy lokal (co daje łączną wartość działki po „obniżce” 185,5 tys. zł). Wspólnota odrzuciła ofertę. – Zaoferowaliśmy 50 tys. zł, mimo że na tej działce nie da się nic wybudować. Wartość wyliczona przez spadkobierczynię jest kilkukrotnie przeszacowana. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi – mówi jeden z lokatorów.
W kwietniu br. wspólnota poprosiła urzędników ze stołecznego ratusza o pomoc w ustanowieniu służebności. Biuro prawne magistratu odpisało dopiero 22 lipca. W piśmie informuje mieszkańców, że sprawa korzystania z gruntu przyległego do budynku „należy do materii prawa cywilnego i winna być ustalona na drodze dobrowolnej umowy między zainteresowanymi, a w przypadku braku dojścia do porozumienia – przed sądem powszechnym”. Mówiąc inaczej – miejscy urzędnicy zasugerowali rozwiązanie forsowane przez spadkobierców i dogadanie się co do kwoty.
Mieszkańcy obawiają się teraz, że nie mogąc liczyć na realne wsparcie ze strony urzędników, pewnego dnia nie dostaną się do swoich mieszkań, do których jedyna droga wiedzie przez sporną działkę.
Spór przeniósł się nawet na stojącą na podwórku altanę śmieciową. Zdaniem radcy prawnego reprezentującego spadkobierczynię śmietnik funkcjonuje „w sposób bezpodstawny” i „bez zgody właściciela działki”. Interweniowano u urzędników z Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami w Dzielnicy Praga-Południe. Efekt podobny. „To na właścicielach nieruchomości ciąży obowiązek wskazania, skąd gmina ma odbierać odpady komunalne. Miasto st. Warszawa, w związku z przekazaniem udziałów następcom prawnym właścicieli, nie posiada już żadnych umocowań prawnych dotyczących tej nieruchomości” – odpisali urzędnicy. I przypomnieli, że... istnieje możliwość wykupienia przez członków wspólnoty udziałów w spornej działce.
Udało nam się skontaktować z mężem spadkobierczyni. W rozmowie przyznaje, że spadek trafił do jego rodziny „mimochodem” i nikt nie dążył do przejęcia nieruchomości. – Zwłaszcza że nie mamy profitów z posiadania tego podwórka – twierdzi Sławomir Skrodzki. – Ponieśliśmy koszty związane ze sporządzeniem aktów notarialnych, płacimy podatek od nieruchomości. Za nasze dwa lokale najemcy przez wiele miesięcy nie płacili czynszu – przekonuje. Jego zdaniem nadal istnieje szansa na kompromis. – Wykazywaliśmy dużo dobrej woli, by się porozumieć. Proponowaliśmy wykup udziałów w działce okalającej budynek, ale wspólnota odrzuciła tę propozycję. Jesteśmy zwolennikami porozumienia, w każdej chwili możemy się spotkać – zapewnia.
Mieszkańcy nie wierzą w zapewnienia. Na początku września br. otrzymali kolejne pismo – tym razem wezwanie do wydania lokalu (konkretnie schronu w piwnicy, w którym znajduje się zawór burzowy). Spadkobierczyni domaga się opróżnienia lokalu ze wszystkich składowanych tam rzeczy w ciągu 14 dni. Termin minął w poniedziałek, ale do wczoraj nic niepokojącego na posesji się nie wydarzyło.
Przypadek lokatorów z ul. Berezyńskiej, a także dziesiątki podobnych, dowodzą, że pilnie potrzebna jest duża ustawa reprywatyzacyjna, która kompleksowo rozwiąże problemy zwrotowe, zwłaszcza jeśli chodzi o kolizję roszczeń z prawem własności.