Bezczynność i brak rozstrzygnięć narażałyby miasto na wysokie kary – tłumaczy Witold Pahl
Tęsknił pan za polityką?
To polityka zatęskniła za mną.
Nikt nie zmuszał pana do tego, by przyjąć funkcję wiceprezydenta Warszawy odpowiedzialnego za reprywatyzację. To raczej gorące krzesło niż spokojna posada.
Pracując w Sejmie czy występując przed Trybunałem Konstytucyjnym, przyzwyczaiłem się do trudnych tematów. Zadanie, jakie mam do wykonania, jest szczególne. Wymaga nie tylko wiedzy merytorycznej, ale i umiejętności dobrego zorganizowania pracy urzędu miasta.
W rozmowie z DGP w 2013 r. mówił pan, że stanowiska kierownicze nie są dla pana. Dlatego miał pan nie kandydować na prezydenta Gorzowa, wzbraniał się przed startem na ministra sprawiedliwości. A wiceprezydent Warszawy to stanowisko kierownicze.
Tak, ale z naciskiem na rozwiązywanie konkretnych problemów prawnych, a nie politycznych. A do tego zawsze mnie ciągnęło. Mamy węzeł gordyjski, który został zawiązany przez towarzysza Bieruta. Z jego rozwiązaniem próbowało się zmierzyć wiele rządów. Przyszła kolej na mnie.
Ratusz jego rozplątywanie, zgodnie z deklaracją złożoną przez Hannę Gronkiewicz-Waltz, rozpocząć miał od likwidacji Biura Gospodarki Nieruchomościami. Ale do tego nie doszło. Dlaczego?
Zapewniam, że proces likwidacji BGN został przygotowany i jest rozpisany. W poniedziałek została powołana osoba, która będzie go koordynować. Bardzo trudno zmienić profil produkcji w trakcie pracy zakładu. Analogicznie: nie można z dnia na dzień zlikwidować biura, w którym pracuje 400 osób. Przyniosłoby to więcej szkody niż pożytku. W ciągu najbliższych dni widoczne będą już jednak pierwsze, konkretne efekty naszej pracy. Zmieni się struktura urzędu.
Osoby zatrudnione w BGN zostaną zwolnione czy przeniesione do nowej struktury?
To będzie konsekwencją przeglądu zakresu kompetencyjnego poszczególnych wydziałów i ich pracowników. Pracy każdego z nich dokładnie się przyjrzymy i ocenimy.
A może zmieni się jedynie nazwa, a cały wkład osobowy pozostanie ten sam?