Ma to znaczenie przede wszystkim dla partnerów społecznych – oni mogą czuć się jak bohaterowie komedii „Jeśli dziś wtorek, to jesteśmy w Belgii”. Oczywiście z tą różnicą, że nie są amerykańskimi turystami odwiedzającymi co dzień inny europejski kraj, ale ekspertami, którzy otwierając swoje skrzynki e-mailowe, zadają sobie pytanie: „Kto dziś chce zmienić k.p. i jakie kolejne propozycje muszę przeanalizować?”.

Aby nie być gołosłownym, trzeba przytoczyć kilka faktów. Od 1 stycznia wchodzą w życie dwie bardzo ważne dla rynku pracy nowelizacje: jedna wprowadza minimalną stawkę godzinową dla zleceniobiorców i samozatrudnionych, a druga – ogranicza obowiązek wydawania regulaminów pracy i  wynagradzania oraz tworzenia zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Na przyjęcie przez rząd czekają obszerne projekty nowelizacji ustawy o związkach zawodowych (prawo do zrzeszania się zyskają m.in. zleceniobiorcy) oraz o zatrudnianiu pracowników tymczasowych (ograniczające nadużycia na rynku takiego zatrudnienia; oba projekty przygotował resort pracy). Do konsultacji społecznych trafił w ostatnich tygodniach projekt dotyczący elektronizacji dokumentacji pracowniczej (autorstwa resortu rozwoju), a ostatnio – także projekt prezydenta RP wzmacniający ochronę pracowników. W Sejmie już trwają prace nad obywatelskim projektem ograniczającym handel w niedzielę. Nie można zapominać też o projektach poselskich i inicjatywach Rady Dialogu Społecznego, a przede wszystkim – o  komisji kodyfikacyjnej, która działa od września tego roku i pracuje nad dwoma projektami nowego k.p. (indywidualnego i zbiorowego).

Można uznać, że się czepiam. Co złego w tym, że wszyscy są nagle zainteresowani poprawą warunków pracy w Polsce? Czy nie trzeba ograniczyć nadużyć w zatrudnieniu na umowach cywilnoprawnych? Czy w XXI wieku firmy nie powinny móc prowadzić akt osobowych w wersji elektronicznej? To rzeczywiście zasadne postulaty, tak jak wiele innych przedstawionych w tym roku przez resorty pracy i rozwoju, prezydenta, obywateli, Radę Dialogu Społecznego, posłów. Cieszy to, że rząd i  partnerzy społeczni reagują na bolączki rynku pracy (choć uzasadnione są też argumenty pracodawców, że ich słucha się rzadziej niż związkowców). Problem w tym, że tych reakcji – na dodatek z tak wielu stron – jest po prostu za dużo. Jaskrawo ukazują to projektowane zmiany w zakresie dwóch zagadnień: odwołania się od zwolnienia oraz wydawania świadectw pracy. Obecnie cztery różne projekty wskazują, ile czasu ma mieć zatrudniony na odwołanie się od wypowiedzenia lub dyscyplinarki. Najpierw posłowie Nowoczesnej zaproponowali, aby obecny czas na zaskarżenie wypowiedzenia (siedem dni) został wydłużony do 14 dni (czyli zrównany z terminem na odwołanie się od rozwiązania umowy w trybie natychmiastowym). Autorzy tego projektu zmodyfikowali go jednak i ostatecznie (po uwzględnieniu opinii Sądu Najwyższego) przewiduje on, że w obu przypadkach pracownik będzie miał 30 dni na skierowanie sprawy do sądu. Wydłużenie terminu na odwołanie się od wypowiedzenia do 14 dni początkowo przewidywał też projekt o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju. Ostatecznie jednak oba terminy (tzn. 7- i  14-dniowy) zgodnie z tą ustawą mają być wydłużone do 21 dni (od 1 stycznia 2017 r.; ustawa została już uchwalona, ale Sejm musi jeszcze rozpatrzeć poprawki Senatu). Wszystko wskazuje na to, że taka modyfikacja projektu wyniknęła ze wspólnego stanowiska związków zawodowych i pracodawców. Na forum RDS porozumieli się oni w tej sprawie i zgodzili na podjęcie własnej inicjatywy legislacyjnej, zgodnie z którą terminy na odwołanie się od zwolnienia zostałyby wydłużone do 21 dni. Jako ostatni swój projekt nowelizacji w tej sprawie przedstawił prezydent RP. Zgodnie z tymi propozycjami zatrudnieni będą mieć 30 dni na zaskarżenie wypowiedzenia lub dyscyplinarki (choć w momencie zgłaszania tego projektu zaawansowane były już prace nad projektem MR zakładającym wydłużenie jedynie do 21 dni). Trudno się nie pogubić w tych wszystkich propozycjach, a  jeszcze trudniej przewidzieć, ile ostatecznie czasu będzie przysługiwać pracownikom na skierowanie spraw do sądu. Podobny problem dotyczy wydawania świadectw pracy. Modyfikacje w tym zakresie są przewidziane w trzech odrębnych projektach. Dwa z nich przygotował resort rozwoju, przy czym drugi zakłada przywrócenie zasad, które likwiduje pierwszy (MR tłumaczy, że nie można było inaczej ująć zmian, bo projekt musi modyfikować przepisy aktualnie obowiązujące). Z kolei trzeci projekt w tej sprawie (prezydencki) powiela niektóre rozwiązania zawarte w drugim projekcie MR. Cierpliwość tracą już nawet sami związkowcy i pracodawcy, którym teoretycznie powinno zależeć na uproszczeniu zasad wydawania omawianych dokumentów.

Trudno w tym miejscu nie przyznać, że prawo miesza się z polityką. Sukces ma przecież wielu ojców i  wiele podmiotów chciałoby przypisać sobie rolę naprawcy stosunków pracy. Jeśli jednak nadal najpierw będą zgłaszać projekty zmiany przepisów, a dopiero potem sprawdzać, czy nikt inny ich już nie uprzedził, to zamiast wspólnego sukcesu mogą osiągnąć co najwyżej piękną katastrofę. W taki sposób kończą się bowiem najczęściej zmiany, które wprowadza się w pośpiechu, zamieszaniu i bez uzgodnień z pozostałymi graczami na politycznej planszy. Ich skutek będzie taki, że nie tylko eksperci, ale także zwykli pracodawcy i pracownicy będą się czuć jak amerykańscy turyści, którzy po kilku dniach zagranicznej wycieczki nie wiedzą już, na co patrzą i w jakim państwie się znajdują.

Polecany produkt: Kodeks pracy 2016>>