Polski e-commerce eksplodował. Wartość tego rynku w ub. r. wzrosła o około jedną piątą. Liczba sklepów przekroczyła 10 tys., a obroty – 1,5 mld zł – ocenia specjalizująca się w planowaniu mediów na potrzeby kampanii reklamowych agencja ZenithOptimedia.

Z badań wynika, że mimo trudniejszego okresu w gospodarce 40 proc. wirtualnych placówek zwiększyło obroty, a blisko jedna trzecia – zyski. W stosunku do lat poprzednich znacząco wzrosła liczba osób kupujących online. W ubiegłym roku 74 proc. internautów przynajmniej raz skorzystało z oferty wirtualnych marketów (rok wcześniej 67 proc.). W aukcjach brało natomiast udział 80 proc. (o 2 proc. więcej niż rok wcześniej). Ponad połowa badanych skorzystała zarówno z jednej, jak i drugiej opcji.

Dyskretna reklama

Konkurencja na rynku jest coraz silniejsza. Bez skutecznej reklamy trudno już wyobrazić sobie sukces tego typu wirtualnego przedsięwzięcia. – Klient sklepów internetowych jest specyficzny – twierdzi Damian Łoboda z katowickiej agencji Klarra. – Słabo działa na niego tradycyjna reklama. Dużo bardziej natomiast delikatne, nie- komunikujące bezpośrednio przekazu komercyjnego środki.

W intensyfikacji e-commerce coraz większą rolę odgrywają więc rozmaite rekomendacje (marketing szeptany), różnego rodzaju porównywarki cenowe, serwisy z opiniami oraz zakupy grupowe.

Skutecznym sposobem promocji jest także założenie profilu na portalach społecznościowych, przede wszystkim Facebooku. Wciągnięcie klientów e-sklepów w tego typu interakcję powoduje, że zakupy traktują oni jak naturalny wybór, nie- wymuszony komercyjnym przekazem.

Założenie profilu jest proste. Dużo trudniej zapełnić go atrakcyjną treścią. Fanpage nie może być zbiorem banalnych sloganów reklamowych. Nachalne zachwalanie towaru lub usługi może wręcz w e-handlu przynieść więcej szkody niż pożytku. Na profilu powinny znaleźć się drobne, praktyczne informacje związane z branżą. Dużym powodzeniem cieszą się wieszane na tzw. wallu (ścianie) krótkie relacje wideo z popularnych imprez. Informacje zredagowane żartobliwie skłaniają natomiast do dyskusji, podnoszą wskaźnik sympatii, co ma przełożenie na korzystne dla przedsiębiorcy decyzje konsumenckie.

Platforma komunikacyjna

Ale fanpage można także wykorzystać jako praktyczną platformę do szybkiego komunikowania się z klientami (ten sposób jest szczególnie popularny m.in. w branży turystycznej, ale w każdej może być stosowany). – Poprzez profil klienci mają możliwość zadawania pytań dotyczących dostępności produktu, sposobu użytkowania, mogą składać ewentualne reklamacje albo wręcz wysyłać konkretne zamówienia, co pozwala zoptymalizować proces logistyczny związany z ich udostępnieniem – mówi Damian Łoboda. Trzeba tylko pamiętać, aby na stronie głównej sklepu (SG), co czasem umyka uwadze przedsiębiorców, znalazło się proste, rzucające się w oczy przekierowanie na facebookowy profil.

Dobrą strategią jest udzielanie rabatów na produkty (usługi) klientom, którzy polubią profil wirtualnej placówki (kultowy przycisk „Lubię to!”). Taka możliwość powoduje podwójną korzyść: sprawia, że szybko rośnie liczba osób odwiedzających wirtualne miejsce; po drugie, co istotniejsze, rozbudza zainteresowanie samymi zakupami. – To tani, ale skuteczny sposób promocji – mówi Damian Łoboda. – Facebookowy profil zmienia się wtedy w coś w rodzaju zakupów grupowych.

Tego typu akcje muszą być jednak ograniczone w czasie, albo co do liczby rabatów. Zbyt duża liczba „lajkujących” może spowodować, że promocja przestanie się opłacać albo stanie się wręcz niewykonalna.

Przy tym wszystkim trzeba jednak pamiętać, jak podkreślają specjaliści, aby facebookowy profil był na bieżąco odświeżany. Zaniedbany fan age, na którym tygodniami wiszą reklamacje, pytania bez odpowiedzi i narzekania klientów, jest fatalną wizytówką i zamiast zachęcać, będzie odstraszał od kontaktu z firmą.