Prokurator w stanie spoczynku Andrzej Burski, a zarazem dyrektor departamentu audytu w resorcie energii łamie prawo o prokuraturze, pracując dla resortu. I falandyzuje prawo – krajowe oraz unijne – twierdzą nasi rozmówcy.
Reklama
Spółki z udziałem Skarbu Państwa próbują bronić się przed nadzorcą z Ministerstwa Energii, który interesuje się ich kondycją, balansując na granicy prawa. Jak dowiedział się DGP, część z nich zamówiła analizy, które mają udowodnić, że Andrzej Burski nie może żądać danych, o które pyta. Nikt nie wie, po co dyrektorowi takie informacje. Jedynym uzasadnieniem jest budowanie nieformalnej i działającej poza cywilizowanymi standardami zarządzania struktury kontrolnej. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że dyrektor – z wykształcenia prawnik – łamie prawo o prokuraturze, bo jako prokurator w stanie spoczynku według naszych rozmówców nie może podejmować pracy na stanowisku, które piastuje.
O gorliwym dyrektorze, który gromadzi informacje ze strategicznych spółek, zrobiło się głośno we wrześniu przy okazji audytu w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Były one też prowadzone lub są planowane w Węglokoksie (nie jest spółką giełdową), Enerdze i Orlenie (w odniesieniu do tej firmy wydrenowanie z wrażliwych informacji planowano w czasie, gdy podlegał jeszcze ME).
JSW i Węglokoks potwierdziły informacje DGP. Energa i Orlen nie odpowiedziały na pytania.
Prawnicy pracujący na zlecenie spółek podległych Ministerstwu Energii twierdzą, że kontrola jest nielegalna i prowadzi do „wynaturzenia organów spółki”. Chodzi m.in. o narzucenie radom nadzorczym eksperta (w tym wypadku Burskiego), który jako zatrudniony w resorcie nie daje gwarancji bezstronności i niezależności. Ministerstwo wykonuje bowiem prawa akcjonariusza większościowego. W wariancie maksimum utrzymywanie instytucji superrewizora naraża Polskę na arbitraż międzynarodowy na mocy umów bilateralnych o wzajemnej ochronie inwestycji. W efekcie na poważne konsekwencje i odpowiedzialność narażają się rady nadzorcze.
– Członkowie rad nadzorczych ponoszą odpowiedzialność za należyty nadzór nad zarządem spółki na mocy art. 483 kodeksu spółek handlowych i art. 296 kodeksu karnego. Forum komunikacji dla akcjonariuszy stanowi co do zasady walne zgromadzenie, a akcjonariusze zgodnie z ustawą o obrocie instrumentami finansowymi powinni być traktowani jednakowo. Rada nadzorcza reprezentuje kolegialnie interesy ich wszystkich – mówi DGP Michał Romanowski z kancelarii Romanowski i Wspólnicy, profesor prawa cywilnego i handlowego oraz prawa rynków kapitałowych na Wydziale Prawa i Administracji UW. Nie jest on autorem opinii dla spółek, których treść poznaliśmy. – Do tego dochodzi unijne rozporządzenie MAR w sprawie nadużyć na rynku, przeciwdziałające ujawnianiu informacji poufnych poza strukturą organów w celu zapobiegania wykorzystywaniu przez wybranych akcjonariuszy przewagi informacyjnej ze szkodą dla pozostałych akcjonariuszy i inwestorów – dodaje.
Są sytuacje wyjątkowe, które dopuszczają przekazanie danych poza strukturą organów spółki.
– Na przykład w sytuacjach związanych z bezpieczeństwem państwa. Dla tego przykładu jednak nie znajduję podstawy prawnej. Informacje poufne są informacjami cenotwórczymi. Członkowie rady nadzorczej są tzw. insiderami pierwotnymi, których odpowiedzialność obok odpowiedzialności zarządu za uchybienia w tym zakresie wysuwa się na plan pierwszy. Prędzej czy później problem trafi do sądów. Rady nadzorcze kontrolowanych w ten sposób spółek powinny zasięgnąć opinii prawnych. Argument, że taka była dyspozycja właściciela, jest prawnie bez znaczenia dla uwolnienia się od odpowiedzialności. Prawo spółek nie zna instytucji supernadzorcy poza ustrojem spółki – komentuje Romanowski.
Jak wynika z informacji DGP, w JSW – mimo sugestii innych członków – na opinię prawną nie zgodziła się przewodnicząca rady nadzorczej JSW prof. Halina Buk. Nie udało się nam z nią skontaktować.
Jaki jest standard operowania informacjami firm? – Często zwracamy się do spółek z różnymi pytaniami, ale albo nie odpowiadają, albo odpowiadają, publikując jednocześnie giełdowy raport bieżący. Chodzi o to, by nie naruszać równości dostępu do informacji dla akcjonariuszy. Nie może być tak, że jeden, nawet jeśli jest nim Skarb Państwa, oczekuje ujawnienia informacji niepublicznych. Bo publiczne ma przecież dostępne w raportach okresowych – mówi nam Michał Masłowski, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
O komentarz poprosiliśmy też NN OFE (ma udziały m.in. w JSW i Orlenie). Ale – jak poinformowała nas Marta Pokutycka-Mądrala, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej – fundusz nie będzie komentował sprawy.
Od członków rad nadzorczych, którzy proszą o zachowanie anonimowości, słyszymy, że logika działania dyrektora Burskiego jest niepokojąca. Ma przychodzić i żądać informacji na już. – Interesuje się np. dostępem do systemów firmy. Każe drukować tysiące stron dokumentów – mówią nasi rozmówcy. W niektórych spółkach opór w przekazywaniu informacji jest duży. Inne wykonują polecenia. Chodzi zarówno o dane finansowe, które jeszcze nie były raportowane, jak i o wydatki, zakupy czy dostęp do wewnętrznych systemów firmy. Zwracając się o te informacje, niczego nie tłumaczy – po prostu powołuje się na resort energii. A ten potwierdza jego umocowania. Zapytaliśmy ministerstwo o to, czy Burski ma poświadczenie bezpieczeństwa uprawniające do wglądu w informacje niejawne. Resort potwierdza i dodaje, że wydała je ABW. Dyrektor miał również przejść przeszkolenie w zakresie ochrony informacji niejawnych oraz bezpieczeństwa informacji.
Spytaliśmy również, dlaczego dyrektor Burski zbiera dane na temat strategicznych spółek.
– Rady nadzorcze w ramach wykonywania czynności nadzorczych mogą korzystać z usług zewnętrznych kancelarii, doradców, ekspertów lub konsultantów. Pan Andrzej Burski, dyrektor departamentu audytu i kontroli ME, został zaangażowany przez rady nadzorcze tych spółek w prace audytowe w charakterze eksperta/doradcy. Swoje działania prowadził na podstawie uchwał tych organów i przy zobowiązaniu do zachowania poufności – czytamy w odpowiedzi na pytania DGP. Uchwały rzeczywiście istnieją. Jednak w opiniach prawnych, które mają pomóc spółkom w zablokowaniu wypływania danych, zakwestionowano je.
– Czy dyrektor Burski łączy uprawnienia w zakresie kontroli ministerstwa nadzorującego spółki, jednocześnie im doradzając? Jeśli tak, nadzoruje sam siebie – mówi jeden z naszych rozmówców.
Ministerstwo nie odpowiedziało nam na pytanie, od kiedy Burski jest zatrudniony, ani na pytanie, jak odnosi się do zarzutu o łamanie art. 483 k.s.h. przez członków rad nadzorczych.
Prokuratura Krajowa potwierdziła, że Burski jest w stanie spoczynku. Prokurator Okręgowy w Lublinie nie wniósł sprzeciwu po zawiadomieniu o podjęciu przez niego dodatkowego zatrudnienia. Ustaliliśmy też, że w przeszłości dyrektor-rewizor zajmował się głównie sprawami kryminalnymi, a nie gospodarczymi czy z zakresu energetyki. – Andrzej Burski został zatrudniony w Ministerstwie Energii przy zachowaniu wszystkich stosownych formalności – zapewnia ME. Ale pytany przez nas karnista mówi, że o dodatkowym zatrudnieniu nie może być mowy.
– Artykuł 103 prawa o prokuraturze ustanawia bezwzględny zakaz podejmowania przez prokuratora dodatkowego zatrudnienia – mówi DGP prof. dr hab. Jarosław Majewski, kierownik Katedry Prawa Karnego UKSW. Wyjątkiem może być tu praca na uczelni. – Prokuratorowi nie wolno także podejmować innego zajęcia ani sposobu zarobkowania, który by przeszkadzał w pełnieniu obowiązków prokuratora, mógł osłabiać zaufanie do jego bezstronności lub przynieść ujmę godności urzędu prokuratora. Powyższe zakazy i ograniczenia dotyczą również prokuratorów w stanie spoczynku. O zamiarze podjęcia dodatkowego zatrudnienia lub sposobu zarobkowania prokuratorzy mają obowiązek zawiadomienia wskazanego w przepisach przełożonego, a ten w terminie 14 dni – zgłoszenia ewentualnego sprzeciwu. Jeżeli jednak prokurator lub prokurator w stanie spoczynku podejmuje dodatkowe zatrudnienie w sferze objętej bezwzględnym zakazem ustawowym, zawsze jest to naruszenie przepisów prawa o prokuraturze, za co grozi odpowiedzialność dyscyplinarna – dodaje prof. Majewski.
Skontaktowaliśmy się wczoraj z Andrzejem Burskim. – Chętnie bym z panią porozmawiał, ale muszę konsekwentnie odesłać do biura prasowego ME. Taką mam podległość, ale myślę, że jest pani w dużej dezinformacji – powiedział nam dyrektor.