- Mija dekada od wprowadzenia zasady „10H” [zgodnie z którą elektrownie wiatrowe nie mogły być lokalizowane bliżej niż dziesięciokrotność wysokości turbiny od zabudowań– red.], ale rozwój energetyki wiatrowej się nie zmienił. Brutalne statystyki za 2025 r. pokazują praktycznie zero wydanych pozwoleń na realizację lądowych farm wiatrowych, mimo że dziś mamy ustawę, która umożliwia realizację tych inwestycji 700 m od gospodarstw domowych – mówił Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW) podczas czwartkowej komisji sejmowej. Dodał, że branża znalazła się w „pułapce administracyjnej”. – Dziś decyzje i ograniczenia środowiskowe stanowią dla nas główny problem – dodał.

Gajowiecki wymienił problemy, z którymi mierzy się branża w ramach postępowań środowiskowych prowadzonych przez Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska (RDOŚ). Chodzi m.in. o długie i przeciągające się postępowania początkowe, w ramach których RDOŚ mają stwierdzić, czy inwestycja „potencjalnie oddziaływująca na środowisko”, czyli poniżej 100 MW, wymagają przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko (ooś). Jak wskazuje Gajowiecki, mimo że praktycznie zawsze jest ona wymagana od lądowej energetyki wiatrowej, to czas oczekiwania na decyzję w tej sprawie trwa czasem rok, co spowalnia cały proces. Inne problemy branży to wielokrotne wezwania do uzupełnień raportu ooś zamiast wystosowania jednego, skonsolidowanego wezwania, co usprawniłoby proces, a także systemowe przekraczanie postępowań uzasadniane „wysokiego stopnia skomplikowania”. Prezes PSEW wskazywał także na niejednolitość standardów postępowania i treści decyzji, nawet w ramach jednej regionalnej dyrekcji.

RDOŚ mają za mało pracowników. W pięć lat ich liczba ma się zwiększyć o niemal 200 osób

Piotr Otawski, generalny dyrektor ochrony środowiska, podkreślał, że pracownicy RDOŚ są obciążeni pracą. - Mamy województwa, w których liczba postępowań w sprawie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach przypadająca na jedną osobę w wydziałach zajmujących się ocenami oddziaływania na środowisko sięga 50 rocznie – mówił Otawski. To oznacza mniej więcej jedną ocenę na tydzień. Tymczasem, dodawał, zgodnie z KPA pracownik powinien mieć 60 dni na rozpatrzenie sprawy, jeśli jest ona skomplikowana. Na pracowników RDOŚ spadł też m.in. obowiązek uzgodnienia planów ogólnych, o ponad 1000 proc. zwiększyła się też liczba wniosków o warunki zabudowy i zagospodarowania terenu w stosunku do 2022 r.

W ubiegłym roku GDOŚ wywalczył jednak zatrudnienie dodatkowych pracowników. W przeciągu pięciu lat do dyrekcji ochrony środowiska ma dołączyć 193 osób, w 2025 r. przybyło 43 pracowników.

Otawski wskazał także, że część wniosków składanych przez inwestorów (nie tylko z branży OZE) jest niskiej jakości, co przedłuża prace RDOŚ. - Jakość wniosków, które są przedkładane, jest, delikatnie mówiąc, bardzo różna. Bardzo często nie są spełnione nawet wymogi formalne – mówił Otawski.

GDOŚ oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracują także nad projektem ustawy, która ma usprawnić proces związany z wydawaniem decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (UD224). Zakłada ona m.in. możliwość prowadzenia postępowań na specjalnej platformie cyfrowej od 2028 r., a także doprecyzowanie niektórych pojęć, które powodowały problemy interpretacyjne. - Zakończył się etap uzgodnień i konsultacji. GDOŚ jest na etapie analizy zgłoszonych uwag – mówił Mikołaj Dorożała, wiceminister klimatu i środowiska.

Branża wiatrowa pisze do ministry Hennig-Kloski

W tle trwa jednak spór między branżą wiatrową a GDOŚ o „Wytyczne dotyczące wpływu lądowych farm wiatrowych na awifaunę”, czyli na ptaki. Projekt został zlecony przez GDOŚ, a opublikowany i podany konsultacjom jesienią. Branża zgłosiła do niego dziesiątki uwag. 25 lutego PSEW wysłał pismo do Pauliny Hennig-Kloski, ministry klimatu i środowiska, do którego dotarł DGP. Stowarzyszenie wyraża w nim „głębokie zaniepokojenie dotyczące przebiegiem prac nad projektem dokumentu”. Po etapie konsultacji odbyły się dwa spotkania konsultacyjne, jednak nie zaprezentowano podczas nich całego zaktualizowanego dokumentu, tylko jego fragmenty.

Tymczasem w opinii PSEW „proponowane w treści dokumentu rozwiązania mogą w istotny sposób zagrozić realizacji strategicznych dla kraju planów rozwoju lądowej energetyki wiatrowej”. PSEW podkreśla, że choć wytyczne formalnie mają charakter niewiążący, to w praktyce jego zapisy będą przenoszone do decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Mówił o tym podczas czwartkowej komisji także Piotr Ciepiela ze Stowarzyszenia Energii Odnawialnej. - To jest dokument o charakterze w teorii wewnętrznym, natomiast on będzie miał dla urzędników moc ustawy. To będzie Biblia, na bazie której urzędnicy będą podejmować decyzje w sprawie wydania albo odmowy wydania decyzji środowiskowych – podkreślał.

W związku z tym branża postuluje o możliwość zapoznania się z całym zaktualizowanym dokumentem przed jego przyjęciem. „Dostrzegamy już dziś nieprecyzyjne użycie terminologii technicznej, co może prowadzić do błędnej interpretacji dokumentu, a w konsekwencji do nieprawidłowych zapisów w decyzjach środowiskowych, a dalej, nawet do uniemożliwienia realizacji inwestycji wiatrowych” – argumentuje PSEW w piśmie do szefowej MKiŚ.

Główna obawa branży wiatrowej jest związana z tym, że wytyczne w praktyce wykluczyłyby znaczną część powierzchni kraju spod potencjalnych inwestycji. Gdy pytaliśmy jednak GDOŚ o to, czy w dokumencie możliwe są znaczące zmiany w porównaniu z projektem, wzbraniał się od jasnej odpowiedzi. Wskazywał, że dopóki trwają prace nad dokumentem, trudno jest określić skalę zmian.

„Ptasie wytyczne” dla wiatraków to kompromis w gronie ornitologów, a nie kompromis z branżą

Porozmawialiśmy za to z członkiem zespołu, który opracował wytyczne dla GDOŚ. - Dokument powstał w oparciu o najlepszą dostępną wiedzę naukową oraz praktyki stosowane w Europie i na świecie. Z naszej strony to było rzetelne wykonanie zamówienia, a nie negocjowanie kompromisu z branżą – tłumaczy. Zadaniem zespołu nie było dostosowywanie wytycznych do oczekiwań branży ani formułowanie wymagań mających za zadnie ułatwianie i usprawnienie procesu inwestycyjnego jako takiego. - To miał być dokument ekspercki, odzwierciedlający aktualny stan wiedzy i doświadczeń zapewniających optymalną ochroną ptaków – podkreśla.

Dodaje, że gdy GDOŚ ogłosił przetarg na przygotowanie projektu wytycznych, w umowie zawarł szczegółowy zakres tego, co powinno się w nich zawrzeć. W tym elementy, które dziś budzą sprzeciw branży wiatrowej – od oceny oddziaływania infrastruktury towarzyszącej, przez wskaźniki referencyjne, po progi aktywności i śmiertelności. Dodaje, że rola zespołu zakończyła się jesienią i od tamtej pory GDOŚ pracuje nad dokumentem samodzielnie. - Nie wiemy, jaki zakres zmian zostanie ostatecznie wprowadzony. Ewentualny kompromis między ochroną przyrody a potrzebami energetyki musi być wypracowany na poziomie międzyresortowym, nie w ramach zespołu eksperckiego – mówi członek zespołu dodając, że propozycja zawarta w dokumencie była „kompromisem wewnątrz środowiska ornitologicznego”.

Branża wiatrowa boi się ograniczeń, przyrodnicy – inwestycji kosztem przyrody

Jedno z najważniejszych zastrzeżeń branży dotyczy rekomendacji zawartej w dokumencie, aby zrezygnować z lokalizowania turbin wiatrowych na sztywnie określonych obszarach, np. na obszarze lasów i 200 metrów od nich, czy na łąkach i pastwiskach, zwłaszcza podmokłych. „Proponowane w projekcie szerokie bufory od lasów, obszarów chronionych, terenów zalewowych oraz wykluczenie łąk i pastwisk prowadzą do faktycznego wyłączenia znacznych obszarów kraju spod możliwości lokalizacji turbin, dróg dojazdowych i infrastruktury kablowej (>43,5% strata potencjału wiatrowego wynikająca z uwzględnienia proponowanych w wytycznych obszarów, bez zalecanych odległości od gniazd!)” – wskazuje PSEW. Branża sprzeciwia się też zakazowi lokalizowania elektrowni wiatrowych w buforach od gniazd wskazanych gatunków. Zamiast tego proponuje podejście oparte na indywidualnej ocenie ryzyka i lokalnych uwarunkowaniach.

Odmiennego zdania jest członek zespołu, który przygotował wytyczne. - Dotychczas elastyczność interpretacyjna przepisów prowadziła do skrajnie różnych decyzji RDOŚ. Jedne inwestycje powstawały tuż obok kluczowych gniazd, inne były blokowane w promieniu nawet do 10 km. Ujednolicenie zasad pozwoli na bardziej sprawiedliwe traktowanie inwestorów i przyspieszy postępowania, bo ograniczy rozbieżności w ocenie, ułatwiając ocenę urzędnikom – mówi. Podkreśla, że wytyczne przewidują możliwość odstępstw, ale pod warunkiem przedstawienia danych. - Jeśli inwestor wykaże na podstawie zebranych w trakcie monitoringu przedinwestycyjnego danych, że w konkretnej lokalizacji ryzyko jest niższe, urząd ma prawo odstąpić od standardowych buforów – mówi. Według niego, w miejscach o wyższym ryzyku możliwe jest warunkowe dopuszczenie inwestycji, ale wymagające solidnych zabezpieczeń – Inaczej konflikty, ryzyka i skargi przesuwają się z etapu planowana na etap funkcjonowania inwestycji i są niemal nieuniknione – podkreślał. Do tego, przekonuje, oddziaływanie turbin na ptaki jest znacznie trudniejsze do ocenienia niż hałas czy jakość powietrza, a skutki ekologiczne kumulują się latami i często dopiero po długim czasie odnotowywane są zmiany w liczebności populacji.

- W debacie potrzeby przyrodnicze są często spychane na boczny tor. Tymczasem to nie powinien być spór ptaki kontra wiatraki, lecz próba znalezienia równowagi między bezpieczeństwem energetycznym a realną ochroną przyrody – mówi członek zespołu. - Zamiast obniżać standardy ochrony przyrody, powinniśmy raczej wskazywać obszary o niskim ryzyku i tam upraszczać procedury, skracać monitoring i przyspieszać decyzje (czego przykładem są założenia dla OPRO) – dodaje. Według niego, wczesne wykluczenie obszarów wysokiego ryzyka ograniczy późniejsze spory i pozwoli inwestorom skupić się na lokalizacjach bezpieczniejszych przyrodniczo.

Branża wiatrowa ma więcej problemów. W 2025 r. w Niemczech zainstalowano siedem razy więcej mocy w wietrze

Tylko że inwestorzy mierzą się z wyzwaniami z lokalizowaniem turbin wiatrowych nie tylko z powodów przyrodniczych. Nadal nie została znowelizowana tzw. ustawa wiatrakowa, która nie tylko miała zmniejszyć minimalną odległość turbin od zabudowań do 500 metrów (w obecnej wersji ustawy tego zapisu już nie ma, a branża o niego nie walczy), ale także przyspieszyć proces uzyskiwania pozwoleń. Nowy problem pojawił się także ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej, które ma zastrzeżenia do lokalizowania turbin wiatrowych w przestrzeniach powietrznych lotnictwa wojskowego, także tych tymczasowych. To wszystko sprawia, że branża wiatrowa, wskazywana przez przedstawicieli rządu oraz Polskich Sieci Elektroenergetycznych jako najtańsza i pożądana, mierzy się z dodatkowymi wyzwaniami. Z kolei rozwiązania, które zapowiadały władze, nadal nie zostały przyjęte.

Fundacja Instrat wskazuje, że w latach 2022-2023 w Polsce instalowano niemal trzykrotnie więcej rocznie mocy niż w 2025 r. Z kolei według najnowszego raportu WindEurope, opublikowanego w czwartek, w 2025 r. w Europie zainstalowano 19,1 GW w energetyce wiatrowej, z czego w Polsce – 800 MW. Najwyższy wynik osiągnęły Niemcy, które dodały 5,2 GW w lądowej energetyce wiatrowej i 500 MW w morskiej energetyce wiatrowej, czyli razem ponad siedem razy więcej niż Polska.