Ministerstwo Klimatu i Środowiska robi drugie podejście do projektu ustawy, która ma ułatwić powstawanie nowych elektrowni wiatrowych oraz przyspieszyć rozwój biogazowni i biometanowni. 31 grudnia 2025 r. w Rządowym Centrum Legislacyjnym został opublikowany projekt nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw (UD332). Projekt został skierowany bezpośrednio na Stały Komitet Rady Ministrów, z pominięciem konsultacji publicznych, uzgodnień międzyresortowych i opiniowania. Powód? Analogiczne propozycje były już konsultowane w ramach projektu tzw. ustawy wiatrakowej, która w sierpniu 2025 r. została zawetowana przez prezydenta Karola Nawrockiego. Resort klimatu i środowiska tłumaczy to także „potrzebą pilnego wprowadzenia przepisów umożliwiających rozwój branży biometanu”.

Ustawa wiatrakowa 2.0 zawiera rozwiązania dla biometanu i biogazu

Projekt „ustawy wiatrakowej 2.0”, podobnie jak wcześniejszy projekt, zawiera przepisy wprowadzające system wsparcia dla biometanu w instalacjach powyżej 1 MW. Chodzi o system aukcyjny, dzięki któremu inwestorzy będą mogli sprzedawać biometan wytworzony w instalacjach OZE po cenie ustalonej w ramach kontraktu różnicowego – łącznie wsparciem ma zostać objętych ok. 300 mln m sześc. biometanu, czyli ok. 50 instalacji. Wytwórcy, którzy otrzymają wsparcie, będą musieli rozpocząć wytwarzanie biometanu najpóźniej cztery lata od dnia rozstrzygnięcia aukcji.

Projekt zawiera też zapisy dotyczące funkcjonowania gazociągu bezpośredniego biogazu, biogazu rolniczego lub biometanu, które mają ułatwić rozwój tej formy transportu biogazu czy biometanu od wytwórcy do odbiorcy końcowego.

Do tego wszystkie biogazownie rolnicze o mocy większej niż 1 MW będą mogły być lokalizowane na podstawie uchwały rady gminy

Doprecyzowana zostanie też kwestia rozliczania się wytwórcy biometanu z operatorem energii odnawialnej, a system aukcyjny dla źródeł paliwowych – zliberalizowany (wytwórca będzie karany za dostarczenie mniej niż 65 proc., a nie 85 proc., określonej w ofercie.

Artur Zawisza, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego i Biometanowego (UPEBBI) skomentował w serwisie Linkedin: „Ministerstwo Klimatu i Środowiska po pracach trwających od końca sierpnia do końca grudnia przygotowało projekt zawierający pożądane i oczekiwane przepisy biometanowe. Jednak zawierający także przepisy dotyczące energetyki wiatrowej, ale bez dwóch najbardziej kontrowersyjnych”. Przypomniał, że pierwsza wersja projektu została zawetowana „ze względu na dominujące w niej przepisy dotyczące energetyki wiatrowej”, jednak prezydent popierał rozwiązania dotyczące biogazu i biometanu.

„Taktyka ministerialno-rządowa jest ryzykowna, ale opiera się na domniemaniu, iż eliminacja przepisów najbardziej kontrowersyjnych może zapewnić akceptację Prezydenta dla ustawy. My jako branża biogazowo-biometanowa najbardziej oczekujemy przyjęcia przepisów o systemie wsparcia dla tzw. dużych biometanowni oraz o gazociągu bezpośrednim” – dodaje Artur Zawisza.

Prezydent znów zawetuje ustawę wiatrakową?

O możliwym poparciu projektu przez prezydenta mogą świadczyć słowa Wandy Buk, doradczyni prezydenta w obszarze energetyki, która w listopadowym wywiadzie dla DGP mówiła o projekcie przygotowywanym przez MKiŚ jako „ustawie biogazowej”.

„Jesteśmy w merytorycznym kontakcie z Ministerstwem Klimatu i prowadzimy rozmowy na temat różnych projektów legislacyjnych przygotowywanych przez resort. Naszym celem jest, aby były to rozwiązania, które ostatecznie zyskają akceptację wszystkich stron i zostaną podpisane przez pana prezydenta. Kancelaria prezydenta nie sprzeciwia się propozycjom, które usprawniają proces inwestycyjny i w racjonalny sposób likwidują bariery. Ministerstwo w ostatnim czasie działa dość aktywnie – obecnie w toku jest kilka ustaw. Jedną z nich jest tzw. ustawa biogazowa, która zawiera również rozwiązania dla inwestorów w inne źródła odnawialne” – mówiła Wanda Buk.

Zapytana, czy projekty ustaw przewidujące ułatwienia dla rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie – o ile nie będą oznaczały zmniejszenia minimalnej odległości od zabudowań do 500 metrów – mogą liczyć na poparcie prezydenta, stwierdziła, że wszystko zależy od ostatecznego kształtu projektu. „Co do zasady jednak nie można powiedzieć, że prezydent jest przeciwny usprawnianiu procesu inwestycyjnego” – dodała.

Wiatraki bez minimalnej odległości od zabudowań 500 metrów

Zapisem, który budził największe kontrowersje wśród polityków prawicy w poprzednim projekcie ustawy, był ten o zmniejszeniu minimalnej odległości turbin wiatrowych od zabudowań z 700 do 500 metrów. Obecnie znaczna część powierzchni Polski jest wyłączona spod potencjalnych inwestycji przez ten zapis. Wetując projekt, prezydent Nawrocki stwierdził jednak, że „ludzie nie chcą mieć przy swoich gospodarstwach domowych 150–metrowych wiatraków”, a „odejście od zasady 10H, zmniejszenie odległości do 500 metrów nie jest rzeczą akceptowalną społecznie”.

Nowy projekt ustawy nie zawiera już tego zapisu. Zamiast tego, skupia się na usprawnieniu długotrwałych procesów inwestycyjnych w lądową energetykę wiatrową. Przepisy w tym zakresie zawierała także poprzednia wersja projektu. Chodzi m.in. o umożliwienie lokalizowania elektrowni wiatrowej na podstawie zintegrowanego planu inwestycyjnego (ZPI) czy wprowadzenie możliwości jednoczesnego prowadzenia procedury środowiskowej i planistycznej, na czym szczególnie zależało inwestorom. Na istotę tego rozwiązania wskazywał także Instytut Reform w publikacji „W gąszczu procedur. Jak systemowo usprawnić proces wydawania pozwoleń na inwestycje w czystą energię?”. Autorzy podkreślali, że obecnie pozyskanie kompletu pozwoleń dla farmy wiatrowej trwa nawet siedem lat, a umożliwienie równoległego prowadzenia procedur środowiskowych i planistycznych mogłoby skrócić ten proces nawet o dwa lata.

- Ustawa zawiera kluczowe zapisy dotyczące procesu uzyskiwania pozwoleń dla lądowej energetyki wiatrowej. Dzięki m.in. równoległemu prowadzeniu procedur środowiskowych i administracyjnych, niektóre projekty będą mogły powstać w zaledwie trzy lata. Nie zabiegamy już o zmniejszenie minimalnej odległości turbin od zabudowań do 500 metrów – obecnie najważniejsze jest dla nas szybkie przyjęcie zaproponowanych przepisów - mówi DGP Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Stare rozwiązania na nowo: korzyści dla mieszkańców w pobliżu wiatraków

Podczas parlamentarnych prac nad ustawą wiatrakową, do projektu dodano zapis o funduszu partycypacyjnym, który miał być nowym sposobem wynagradzania mieszkańców za to, że w okolicy ich domu została postawiona turbina. Miało to polegać na tym, że właściciele gospodarstw domowych zlokalizowanych w promieniu 1 km od wiatraka, corocznie otrzymywaliby 20 tys. zł za każdy 1 MW zainstalowanej mocy do podziału.

Nowy projekt zakłada z kolei „poprawę i doprecyzowanie funkcjonowania systemu gratyfikacji” w formule, która dotychczas była planowana w przepisach, czyli prosumenta wirtualnego. Inwestorzy mają zaoferować mieszkańcom udział w łącznie 10 proc. mocy elektrowni wiatrowej. Dotychczas inwestorzy nadal nie mieli pewności, jak przeprowadzić ten proces – nowe przepisy to doprecyzowują. Dodatkowo, obecnie z instytucji prosumenta wirtualnego będą mogli także korzystać mieszkańcy pobliskich gmin. „To rozwiązanie stanowi odpowiedź na kwestię braku takiej korzyści wśród społeczności lokalnych, które mogą znajdować się w tak samo bliskiej odległości od elektrowni wiatrowej i mogą przy tym doświadczać tego samego oddziaływania co mieszkańcy gminy, na terenie której posadowiona zostanie elektrownia wiatrowa” – czytamy w uzasadnieniu. Jeśli jednak nadal udział w łącznej mocy elektrowni objęty przez mieszkańców będzie niższy niż 10 proc., z nieobjętych udziałów będzie mogła skorzystać gmina. Ustawodawca doprecyzował też, że „mieszkaniec nie partycypuje w tytule prawnym do instalacji, co za tym idzie nie nakłada się na niego żadnych obowiązków i uprawnień wynikających z funkcjonowania elektrowni wiatrowej, dlatego też nie powinien on ponosić jakiejkolwiek odpowiedzialności za jej funkcjonowanie”.

Michał Grabka, kierownik programu badawczego Energia i Klimat w Fundacji Instrat podkreśla, że kwestia gratyfikacji społeczności lokalnych jest jednym z kluczowych aspektów budowania akceptacji dla budowy farm wiatrowych na lądzie. - Projekt doprecyzowuje sposób działania mechanizmu, ale nadal jest on dosyć skomplikowany – korzyści mogą być dla mieszkańców trudne do zrozumienia i wyliczenia. Pozytywnie należy ocenić uwzględnienie w tym kontekście gmin sąsiednich, które nierzadko mają poczucie, że choć instalacja jest w ich pobliżu nie czerpią z niej żadnych korzyści - dodaje.

Z kolei Janusz Gajowiecki uważa, że fundusz partycypacyjny jest lepszym rozwiązaniem od prosumenta wirtualnego. Tłumaczy, że jest to model nie tylko prostszy, ale także bardziej sprawiedliwy, ponieważ korzyści może czerpać każdy mieszkaniec, nie ponosząc przy tym nakładów inwestycyjnych. - Uważamy, że rozwiązanie wypracowane podczas prac parlamentarnych nad ustawą wiatrakową szło w dobrym kierunku, choć nadal wymagało doprecyzowania. Przykładowo, według branży to wójt powinien być odpowiedzialny za dystrybucję pieniędzy pomiędzy mieszkańców - dodaje prezes PSEW.

Inne zmiany w ustawie wiatrakowej 2.0

Niemal stustronicowy projekt ustawy zawiera także inne zapisy, w tym dotyczące:

• Sumowania mocy mikroinstalacji i magazynu energii, które mają ułatwić prosumentom montaż magazynów energii o większej pojemności;

• Zwiększenia spójności i transparentności prezentowania informacji na fakturach prosumenckich w zakresie naliczania i rozliczania depozytu prosumenckiego przez spółki obrotu;

• Doprecyzowania przepisów w zakresie działalności spółdzielni energetycznej.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska skierowało projekt ustawy do przewodniczącego Stałego Komitetu Rady Ministrów już 28 listopada. Resort zakładał, że projekt zostanie przyjęty przez Radę Ministrów jeszcze w czwartym kwartale 2025 r. Tak się jednak nie stało – projekt nadal nie został rozpatrzony przez SKRM, a dopiero w następnym kroku zostanie skierowany na posiedzenie Rady Ministrów, a następnie – do parlamentu.

Branża wiatrowa z niepokojem patrzy na prognozy Ministerstwa Energii

Projekt "ustawy wiatrakowej 2.0" został opublikowany niedługo po prezentacji projektu aktualizacji Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu przez Ministerstwo Energii. - Niezależnie od przyjęcia nowego projektu ustawy, bardzo negatywnie oceniamy projekt aktualizacji KPEIK przygotowany przez Ministerstwo Energii. Nie doszacowuje on potencjału energetyki wiatrowej, szczególnie w perspektywie 2040 r. - mówi Janusz Gajowiecki.

W porównaniu do lipcowej wersji aktualizacji KPEiK opracowanej przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, projekt ME zakłada obniżenie prognoz dla rozwoju OZE w Polsce do 2040 r. (według scenariusza aktywnej transformacji, uwzględniającego polityki i działania przyspieszające transformację – z 51 GW fotowoltaiki do 43 GW, z 35 GW lądowej energetyki wiatrowej do 29 GW, a morskiej energetyce wiatrowej – z 18 GW do 16 GW). Co więcej, podczas gdy MKiŚ chciało, aby ten ambitny scenariusz był wiodący, resort energii preferuje wersję zakładającą brak dodatkowych polityk i działań. W tym wariancie w 2040 r. moce w PV mają sięgnąć 49 GW, w LEW – 20 GW, a MEW – 11,8 GW. Miłosz Motyka, minister energii, tłumaczył korektę dla offshore „konkurencyjnością cenową”. Z kolei Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej uważa to za „krok wstecz”, który przyczyni się do nawet dwukrotnie wyższych cen energii w 2040 r. - Planowany wzrost mocy wiatru na lądzie z 11 GW do zaledwie 20,3 GW w ciągu 15 lat oznacza budowę ok. 0,6 GW rocznie. To tempo krajów o niskich ambicjach, a nie dla dużej gospodarki UE – komentował Janusz Gajowiecki.

Z kolei według Michała Grabki, realizacja scenariuszy znacznego rozwoju wiatru na lądzie, takich jak wariant "ambitny" KPEiK, wymagałaby poważniejszych zmian ustawowych niż "ustawa wiatrakowa 2.0". - Zmiany proponowane w ustawie mogą pomóc w skróceniu czasu budowy elektrowni wiatrowych i uwolnić część terenów pod inwestycje (zmiany ułatwiające lokowanie farm w pobliżu linii najwyższych napięć) – to pomoże systemowi, bo znajdzie się w nim więcej najtańszego źródła energii, ale nie będzie to bardzo znacząca zmiana. Odczujemy ją dopiero w perspektywie kilku lat – w systemie pojawią się wówczas te szybciej wybudowane farmy - mówi Grabka.