Chaos, niepewność, brak informacji. Ale polska szkoła nie upadnie, dzieci nie zostaną skrzywdzone, a jeśli ktoś straci na reformie, to nauczyciele. I dlatego jej nie chcą.
Pokój nauczycielski wrze, pokój plotkuje, wymienia się myślami, strachami i nadziejami. W ponad 28 tys. szkół 670 tys. nauczycieli przez wszystkie przypadki i stany emocjonalne odmienia frazę „reforma oświaty”. Dla jednych to dobra, oczekiwana zmiana, dla innych porażka, by nie rzec katastrofa. Dla reszty kolejna niedogodność, którą jakoś trzeba przeżyć. Nie ma na ten temat żadnych wiarygodnych badań, więc nie będę siliła się na udowodnienie, że któraś z tych postaw jest dominująca. Rozmawiałam z szesnastoma przedstawicielami tego zawodu, do publikacji wybrałam rozmowy, które wydały mi się (w miarę) reprezentatywne i charakterystyczne dla tego środowiska. Ale nie będę się upierać, że taka jest prawda objawiona, ważona polska średnia. Przyjmijmy, że jest to głos w dyskusji, obrazek z jednego z setek tysięcy pomieszczeń, w którym zamykają się na przerwach belfrzy, żeby napić się kawy, odsapnąć i wymienić myśli.
– Tyle że ten pokój nauczycielski jest dziś w dużej mierze wirtualny – ostrzega Katarzyna. 36 lat, magister wychowania fizycznego, licencjat ze specjalności przyroda, uczy w podstawówce, w dużym mieście położonym w centralnej Polsce. Wf-u i przyrody właśnie. To o tyle istotne, że w wielu szkołach – także i jej – ów symboliczny pokój nauczycielski jest martwym bytem. – Każdy siedzi w swojej klasie, w komputerze ma dzienniki, w których wystawia oceny i zaznacza obecności, w kompie jest też rozkład zajęć i harmonogram dyżurów na przerwach. Więc nie ma powodu, żeby chodzić do pokoju nauczycielskiego. Nauczyciele sobie nawzajem nie ufają, boją się o swoje miejsca pracy, podpieprzają wzajemnie do dyrekcji. Nie czują więc potrzeby, żeby ze sobą przebywać i rozmawiać. Jeśli już, to w zaufanym gronie, w podgrupach. Albo anonimowo – na forach dyskusyjnych – zaznacza. Katarzyna do reformy ma stosunek ambiwalentny. Cieszy się, że znikną gimnazja. Denerwuje ją bałagan, jaki towarzyszy zmianom. Jest wściekła, bo będzie musiała do tego interesu dopłacić. Dosłownie – w polskich złotych.