Choć NFZ nie ma jeszcze oficjalnych danych, już wiadomo, że z lojalek (czyli podwyżek dla specjalistów w zamian za zobowiązanie się do niewykonywania tożsamych świadczeń w innych szpitalach) skorzystało znacznie więcej lekarzy, niż szacowały resort oraz fundusz, i że będzie to kosztować więcej niż pierwotnie wyliczono. Koszty podwyżek poniesie nie tylko NFZ, ale również szpitale, których dyrektorzy zapłacą m.in. za dyżury według wyższych stawek. A podwyżki dla lekarzy to nie wszystko. Szpitale muszą też ponieść koszty włączenia dodatków dla pielęgniarek do podstawy wynagrodzeń (sfinansować pochodne), objęcia ustawą o najniższych wynagrodzeniach nowej grupy pracowników, a także podwyższenia płacy minimalnej.

– Najbardziej ucierpiały na tym wszystkim szpitale powiatowe, bo one są w najtrudniejszej sytuacji. Właściwie wszystkie działają 365 dni w roku i mają stały ostry dyżur 24-godziny na dobę. To do nich wprowadzono nocną i świąteczną pomoc, to one wykonują wiele procedur, które są najniżej płatne – mówi Józef Kurek, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego (ZSPWŚ) i dyrektor szpitala wielospecjalistycznego w Jaworznie.

Wynagrodzenia pożerają świadczenia

Lojalki po raz kolejny zwróciły uwagę na problemy finansowe szpitali. Z większości placówek płyną informacje, że na złożenie deklaracji zdecydowała się przeważająca część lekarzy. Trwa właśnie liczenie, ile to będzie kosztować.

Na przykład szpital w Myszkowie zebrał 31 deklaracji od lekarzy i jeśli wszyscy będą się kwalifikować do podwyżek (na razie siedem osób jest pod znakiem zapytania), ich koszt wyniesie ok. 95 tys. zł miesięcznie. Z tego 70 tys. 283 zł placówka ma dostać z NFZ, a pozostałe 25 tys. zł zostanie na barkach szpitala. To ok. 300 tys. zł dodatkowych kosztów rocznie, co wraz z włączeniem podwyżek dla pielęgniarek do podstawy wynagrodzenia (na mocy lipcowego porozumienia z ministrem zdrowia) spowoduje dodatkowy skutek finansowy na poziomie ok. 480 tys. zł rocznie. Ustawa o zwiększeniu minimalnego wynagrodzenia pracowników medycznych oznacza z kolei wzrost kosztów pracowniczych w tym roku o ponad 1 mln zł.

– Obecnie poziom kosztów wynagrodzeń wraz z pochodnymi i kontraktów medycznych stanowi ok. 83 proc. przychodów. Absurdem stało się, iż wydatki na bezpośrednie leczenie pacjenta (diagnostyka i koszty leków) stanowią jedynie ułamek wszystkich kosztów (ok. 4–6 proc.) – ocenia Michał Trojakowski z myszkowskiej placówki.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

A w przyszłym roku na wynagrodzenia przeznaczanych może być nawet ponad 90 proc. przychodów z NFZ.

W Zespole Opieki Zdrowotnej w Oświęcimiu deklaracje złożyło 57 lekarzy specjalistów. NFZ daje 455 tys. zł na pół roku (w tym wynagrodzenia zasadnicze oraz dodatki za staż pracy 378 tys. zł i ZUS pracodawcy 77 tys. zł). Pozostałe koszty (dodatki funkcyjne, dyżury medyczne) to ok. 120 tys. zł miesięcznie.

– Jeśli chodzi o lojalki, to zdecydowana większość lekarzy i u nas, i w innych szpitalach ZSPWŚ zdecydowała się na ich podpisanie. W związku z tym o 30 proc. wzrosną koszty dyżurów. Przy 18 dyżurujących to ok. 3,5 mln zł rocznie. Na co nie mamy pokrycia w kontrakcie. Z tego, co wiem, w niektórych szpitalach już pojawił się problem prolongowania płatności do ZUS. Dużym utrudnieniem jest, że podwyżki mają być realizowane z mocą wsteczną, od 1 lipca, a my do dziś nie mamy jednoznacznej wiedzy co do szczegółów, wciąż jest wiele niejasności – mówi Józef Kurek.

Szpital zrobił już natomiast dokładne wyliczenia kosztów porozumienia z pielęgniarkami.

– Przy ponad 300 pielęgniarkach brakuje nam do zbilansowania się w przyszłym roku ok. 1,3 mln zł – przyznaje szef ZSPWŚ.

A w perspektywie są jeszcze nie tylko podwyżki spowodowane objęciem kolejnej grupy pracowników ustawą o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia pracowników wykonujących zawody medyczne, ale także koszty związane w podniesieniem płacy minimalnej.

– W każdym szpitalu jest od kilkunastu do ponad 100 osób, którym w związku z tym trzeba podnieść płace. To nam natychmiast podnosi koszty sprzątania, prania, wyżywienia i innych usług. A absolutnie nie odzwierciedla się w wycenie procedur. Przypominam, że koszt większości procedur nie zmienił się praktycznie od 2009 r. – mówi Józef Kurek.

Pieniądze na podwyżki z kontraktu

Między innymi dlatego podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia, która w zeszłym tygodniu rozpatrywała projekt nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w służbie zdrowia, pojawił się pomysł wydzielenia funduszu na płace ze środków, które placówkom medycznym przekazuje NFZ. Resort jednak twardo stoi na stanowisku, że pieniądze na podwyżki mają pochodzić z kontraktu. Wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko mówiła w Sejmie, że ministerstwo chce odejść od praktyki kierowania znaczonych środków na konkretne działania.

– NFZ finansuje świadczenia, a ich kosztem jest też koszt pracy, w tym są środki na wynagrodzenia – przekonywała, przypominając, że na początku września dokonano korekty planu finansowego NFZ, skutkiem czego znajdzie się w nim więcej pieniędzy – o 1,3 mld zł. Te pieniądze, jak mówiła, trafią do świadczeniodawców i powinny pokryć koszt podwyżek.

W to jednak nie wierzą ani szefowie szpitali, ani eksperci.

– Nie pamiętam odgórnie narzuconej podwyżki dla żadnej grupy zawodowej, którą sfinansowałyby w całości przekazane na ten cel środki – mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Upadną najsłabsi?

Pieniądze to jednak niejedyny kłopot, z którym borykają się szpitale – tym razem również te najmniejsze. Specjaliści, podpisując lojalki, rezygnują z dodatkowych dyżurów, więc trudniej jest spiąć grafiki.

– Szpitale powiatowe i miejskie od dawna mają problem ze znalezieniem lekarzy. Ratowały się osobami, które łączyły pracę w kilku miejscach. Jeśli teraz wymusza się ograniczenie tego rodzaju aktywności do jednego pracodawcy, uderzyć to w te placówki – mówi Marek Wójcik.

ZOZ w Oświęcimiu przyznaje, że w związku z lojalkami istnieje zagrożenie utraty lekarzy, którzy pełnią dyżury jako dodatkowe zatrudnienie. Dotyczy to czterech oddziałów: noworodkowego, chirurgii urazowo-ortopedycznej, psychosomatyki i psychiatrii, szpitalnego oddziału ratunkowego. W szpitalu w Jaworznie kłopot być może z interną i chirurgią dziecięcą.

– Wielu kolegów podkreśla, że zaczynają się pojawiać braki– mówi Józef Kurek.

Widać już pierwsze oznaki kłopotów. Kilka dni temu szpital w Myszkowie, w imieniu swoim oraz innych placówek powiatowych, zwrócił się do wojewody śląskiego z prośbą o interwencję w lokalnym oddziale NFZ. Pod koniec sierpnia Ogólnopolski Związek Szpitali Powiatowych oraz Związek Powiatów Polskich we wspólnym stanowisku zaapelowały do Ministerstwa Zdrowia oraz NFZ m.in. o zwiększenie wartości umów – także ze względu na rosnące koszty wynagrodzeń. W przeciwnym razie grożą rozwiązaniem umów z funduszem.