20,6 mln zł zapłacił NFZ za leczenie zagraniczne w ramach dyrektywy transgranicznej. 90 proc. wniosków dotyczyło usuwania zaćmy. Na bardziej skomplikowane zabiegi w UE polscy pacjenci mają marne szanse.
Dzięki przepisom obowiązującym od 2014 r. można leczyć się na terenie Unii, a po powrocie przedstawić rachunek. Wówczas NFZ zwraca pieniądze, ale tylko tyle, ile na dane leczenie pacjent wydałby w kraju. W przypadku zaćmy to opłacalne: w Polsce zabieg jej usunięcia kosztuje ok. 2,5 tys. zł za jedno oko, czyli podobnie jak w Czechach. A profity z wyjazdu są spore: nie czeka się w kolejkach, które u nas sięgają dwóch lat. Wygodne jest również to, że na usunięcie zaćmy pacjenci nie potrzebują uprzedniej zgody z NFZ. Nie jest ona wymagana wyłącznie w przypadku wybranych lekkich zabiegów. Bez zgody możemy wyjeżdżać na każde tanie, jednodniowe leczenie. Na Śląsku fundusz zwracał 13 zł za poradę ortodontyczną w Czechach czy 60 zł za konsultacje u okulisty. Jeden z pacjentów z Opolskiego zdecydował się na usuwanie hemoroidów (za ok. 300 zł) u naszych południowych sąsiadów. Tam leczyło się 85 proc. pacjentów. Na drugim miejscu znalazły się Niemcy (11 proc. wniosków).
Reklama

Reklama
Przy bardziej kosztochłonnym i skomplikowanym leczeniu fundusz musi się z góry zgodzić na zwrot pieniędzy. Może to zrobić, jeżeli powodem jest zbyt długi czas oczekiwana, który pogorszyłby stan chorego. Bardzo jednak tego nie lubi. Powoli, jak przyznaje Piotr Piotrowski z Fundacji 1 Czerwca, może się to jednak zmienić. Ostatnio fundacja walczyła z NFZ o leczenie dziecka, które potrzebowało rekonstrukcji małżowiny usznej. W Polsce nie było jasne, kto się może podjąć operacji, a czas oczekiwania na konsultację był bardzo długi. Urzędnicy NFZ zaangażowali się w szukanie polskiego ośrodka, który przyjąłby dziecko w szybkim terminie. Ostatecznie jednak się ugięli i wydali zgodę na leczenie w Paryżu. Z kolei jedna z pacjentek walczyła o założenie ortez (stabilizatory stawów) u dziecka w Niemczech. Procedura trwała cztery miesiące. Obecnie zwróciła się o ponowną zgodę, dziecko wyrosło z poprzednich – tym razem zgoda przyszła dość szybko, bo po miesiącu.
Jednak nie każdy ma tyle szczęścia. Rodzice półtorarocznej Basi wnioskowali o przeprowadzenie operacji kardiochirurgicznej w Niemczech. Formularz odrzucono, bo nie było wpisanej daty operacji, jaką by wyznaczono Basi w Polsce. Sęk w tym, że trudno to sprecyzować. Polscy lekarze, jak opowiada ojciec, mówili, żeby się zgłosić, kiedy stan dziewczynki się pogorszy. Tymczasem w Niemczech kazano przeprowadzić zabieg jak najszybciej, właśnie ze względów zdrowotnych. Rodzice nie chcieli dłużej czekać, zdecydowali się wziąć pożyczkę z banku na 30 tys. zł (pod zastaw mieszkania). Od blisko roku walczą o zwrot kosztów. – Cały czas dopełniamy dokumentację, ale mamy marne szanse – uważa ojciec dziewczynki. Na szczęście Basia jest już zdrowa.
Natalia Łojko, radca prawny, która prowadziła sprawy pacjentów ubiegających się o refundację leczenia, przyznaje, że nadal jest sporo problemów z wypełnianiem wniosków do NFZ. Nie jest to proste, bo urzędnicy często wykorzystują najmniejsze nieprawidłowości w dokumentacji do odrzucania wniosków.
– Do oddziału wpłynęło sześć wniosków dotyczących uzyskania uprzedniej zgody płatnika. Wnioski obarczone były błędami formalnoprawnymi. Czekamy na uzupełnienie – tłumaczy Joanna Mierzwińska, rzecznik dolnośląskiego oddziału NFZ.
Na Śląsku fundusz wydał cztery decyzje odmowne, pozostałe wnioski zostały pozostawione bez rozpatrzenia z powodu braku uzupełnienia dokumentacji.
Sprawy nie ułatwiają też lekarze. Jak wynika z doświadczenia pacjentów, ale i prawników, bardzo niechętnie wypełniają wnioski. Nie chcą też określać, do kiedy powinna być wykonana operacja, aby nie pogorszył się stan zdrowia pacjenta.
Na jakim leczeniu zależy pacjentom? Dane z NFZ wskazują, że najczęściej wnioskują o nowoczesne terapie onkologiczne, ale duża grupa to również prośby o zgodę na zabiegi ortopedyczne. W woj. małopolskim dotyczyły aloplastyki stawu biodrowego, operacji kolan i barku. W woj. śląskim z sześciu wniosków tylko jeden dotyczył chemioterapii – reszta to endoproteza biodra, kolana, artroskopia kolana i barku.
Potwierdza to Natalia Łojko. – Problemem są nie tylko kolejki, ale także to, że w Polsce nie są diagnozowani, są odsyłani od specjalisty do specjalisty. Potem wyjeżdżają za granicę, tam im stawiają szybką diagnozę i propozycję rozwiązania problemu – przyznaje Łojko.
Jedyne zwroty kosztów nastąpiły – i były do tej pory najwyższe – dla pacjentów, którzy skorzystali z luki prawnej: dyrektywa weszła w życie na terenie UE w październiku 2013 r., ale Polska doprecyzowała zasady jej działania w listopadzie 2014 r. W tym czasie nie było dokładnych wytycznych, na jakie świadczenia i na jakich warunkach musi się zgodzić NFZ. Dlatego pacjenci prosili o zwrot kosztów za leczenie, które odbyli od października 2013 r. do listopada rok później. Po ich pierwszych wygranych w sądach Ministerstwo Zdrowia uznało, że odda pieniądze wszystkim, którzy zwrócili się w tym okresie o refundację. Jak wynika z danych NFZ – najwięcej, bo blisko 128 tys. zł, zwrócono za terapie onkologiczne.