Związek Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych wczoraj wysłał list do izb aptekarskich, w którym ostrzega, że hurtownie od stycznia zmniejszą częstotliwość dostaw do aptek, zaostrzą warunki przyznawania kredytów kupieckich oraz skrócą czas na realizację zobowiązań aptek wobec hurtowni. Piszą też, że do tej pory chciały realizować dostarczanie leków dla pacjentów na wysokim poziomie. Ale teraz z powodu obniżenia marży nie dadzą rady takiego standardu utrzymać.

I rzeczywiście – marża spadnie prawie dwukrotnie w porównaniu z rokiem 2011, kiedy wynosiła blisko 10 proc. Zaś do tego roku o 1 pkt proc., z 6 do 5 proc. Jak wylicza firma Neuca (jedna z największych hurtowni farmaceutycznych w Polsce), spadek marzy o 1 proc. będzie ją kosztował około 20 mln zł rocznie. Jak podaje, z 289 mln opakowań leków refundowanych dystrybuowanych rocznie zdecydowana większość – całe 68 proc. – jest sprzedawana ze stratą. Jednocześnie firma informuje na swoich stronach, że w pierwszej połowie 2013 r. sprostała „trudnemu wyzwaniu, przed którym stanęła cała branża – obniżonej od stycznia urzędowej marży hurtowej”, i w pierwszej połowie 2013 r. zarobiła 52 mln zł. To o ponad 50 proc. lepszy wynik niż przed rokiem. Jak tłumaczy, osiągnęła go głównie dzięki restrukturyzacji, która pozwoliła zredukować koszty sprzedaży. Dochody z samej sprzedaży leków się zmniejszyły.

Wysokość marży w Polsce po obniżkach będzie jedną z najniższych w Europie. Dla przykładu w Szwecji to 2,5 proc. Mniejsza niż 5 proc. obowiązuje w Czechach, Grecji, Finlandii, Hiszpanii, we Włoszech i na Łotwie. Ale np. w Rumunii marża hurtowa sięga 17 proc. Obniżanie marży w Polsce miały zapewnić niższe ceny leków refundowanych dla pacjentów. Problem w tym, że aptekarze oraz hurtownicy odbijają sobie te spadki, zwiększając ceny leków bez recepty.