My, farmaceuci, zawsze informujemy pacjentów o zasadach transportu - mówi w wywiadzie dla DGP Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Farmaceuci mówią, że lekarze nie chcą szczepić produktami kupionymi w aptekach. Jest tak faktycznie, czy te głosy są po prostu lepiej słyszalne z powodu dyskusji o szczepieniach?
Niestety, informacje o takich, co tu dużo mówić, absurdach docierają częściej niż kiedyś. Przepisy są jednoznaczne: szczepionki sprzedawane w aptekach są pełnowartościowe i bezpieczne. Nie ma powodu, aby w jednostkach podstawowej opieki zdrowotnej odmawiano szczepienia pacjentom, którzy mają szczepionkę kupioną w aptece. Zwłaszcza że na przykład seniorzy kupują ją taniej jako produkt refundowany na receptę.
Reklama
Czy to zmowa lekarzy? Dziwne, że nagle nie chcą szczepić preparatami z aptek.
To między innymi efekt kuriozalnego stanowiska głównego inspektoratu sanitarnego. Izabela Kucharska, zastępca GIS, kilka tygodni temu wysłała pismo do Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia (PPOZ), w którym stwierdziła, że „dochowanie warunków chłodniczych przy dystrybucji szczepionek za pośrednictwem aptek ogólnodostępnych jest związane z ich dostarczeniem do punktu szczepień, w którym to szczepienie ma zostać przeprowadzone”. I dalej, że „może to zagrażać bezpieczeństwu szczepień przeprowadzanych szczepionkami zakupionymi w aptece i dostarczanymi przez pacjenta do punktu szczepień”. PPOZ podchwycił tę przedziwną argumentację i postanowił w ogóle przestać szczepić pacjentów legalnymi szczepionkami z aptek.

Reklama
Przekaz GIS jest jasny: lekarze nie powinni szczepić produktami kupionymi w aptece.
Właśnie. Zdaniem GIS przerwany może być łańcuch chłodniczy. Jeżeli ta logika zacznie być stosowana szerzej, to wkrótce PPOZ przestanie przyjmować np. chorych na cukrzycę, bo pacjent przerwał łańcuch chłodniczy, niosąc do domu insulinę. Stanowisko to jest o tyle zaskakujące, że wszyscy doskonale pamiętamy tzw. aferę szczepionkową, którą opisywał DGP. Już w dniu publikacji waszego materiału ówczesny główny inspektor sanitarny Marek Posobkiewicz przekonywał, że „zgodnie z raportem WHO, nawet jeżeli byśmy te szczepionki trzymali przez miesiąc w temperaturze 20–25°C, one nie tracą swojej jakości, czyli skuteczności, i są całkowicie bezpieczne”. To dość dziwne, że tamte szczepionki były pełnowartościowe, mimo trzymania ich przez dwie doby w niedziałających lodówkach, a te – które w najgorszym razie są poza lodówką w torbie termoizolacyjnej przez kilka godzin – są groźne dla zdrowia. Brakuje w przekazach inspekcji sanitarnej spójności. Komunikatu PPOZ w sprawie nagłośnionej w lutym 2018 r. sobie nie przypominam. My zaś jako farmaceuci zawsze informujemy pacjentów o zasadach transportu szczepionek.
Gdybym był lekarzem, też nie chciałbym zaszczepić szczepionką, która kilka godzin była przechowywana w cieple.
Dlaczego? Skoro, jak wyjaśnił główny inspektor sanitarny, nic złego się z takim produktem nie dzieje. Myśli pan, że minister zdrowia, umieszczając szczepionkę na grypę w wykazie leków refundowanych, nie zdaje sobie sprawy, że pacjent samodzielnie dostarczy ją do przychodni? Jak ma się zatem zaszczepić osoba, która refundację może uzyskać, tylko kupując szczepionkę w aptece? Na szczęście głos PPOZ jest odosobniony, bo inaczej pacjenci musieliby się szczepić nawzajem.
Takie podejście lekarzy uderza w biznes aptekarski. To uzasadnia pana oburzenie.
Proszę pamiętać, że szczepionka w przychodni nie jest rozdawana za darmo. Wręcz przeciwnie, nie może być refundowana, czyli pacjent płaci więcej. Jeżeli zatem ktoś nie kupi jej w aptece, to nie aptekarski biznes ucierpi, lecz pacjenci. Protest PPOZ uderza więc w pierwszej kolejności właśnie w nich. To, że apteki sprzedają leki, nie jest niczym dziwnym. Udział szczepionek w całym obrocie nie jest wcale największy. Nie chodzi mi więc wcale o biznes. Chodzi o to, że głoszenie herezji, iż szczepionki z aptek mogą być niebezpieczne, to udział w konkursie na antyszczepionkowego Nobla. Wszyscy, w tym wielu lekarzy, zastanawiamy się, jak zwiększać wyszczepialność. Tymczasem szefowa PPOZ postanowiła w tym samym czasie zasiać ziarno niepewności wśród pacjentów.
A może po prostu dba o wysokie standardy?
Przez odmowę szczepienia? Faktycznie bardzo wysoki standard, nie ma co. Równie dobrze w ramach takich standardów można przestać leczyć pacjentów w ogóle. Nikt przecież nie wie, czy nie trzymali leków na kaloryferze. W naszym kraju 150 osób rocznie umiera wskutek użądleń. Tymczasem ani PPOZ, ani GIS nie są w stanie podać ani jednego przypadku, w którym szczepionki z aptek zaszkodziły pacjentom. Doniesień naukowych brak. Za to bez trudu można podać przykłady, gdy w niektórych przychodniach podawano noworodkom źle przechowywane szczepionki. Mimo to nie nawołujemy, by zaprzestać szczepień w jednostkach POZ. Margines nie tworzy normy. Absurd nie może rodzić absurdu.