Samorządy rozpoczęły zmienianie nazw ulic, które mogą się kojarzyć z ustrojem totalitarnym. Boją się jednak niezadowolenia części mieszkańców. Dlatego wolą się podeprzeć opinią IPN, nawet w oczywistych sprawach. A i tak pojawiają się pierwsze nieporozumienia.
PRL-owskie nazwy do usunięcia / Dziennik Gazeta Prawna
Gminy muszą zadbać o to, by do 2 września 2017 r. z przestrzeni publicznej zniknęły wszelkie ślady po komunizmie i innych ustrojach totalitarnych w postaci nazw ulic, placów, skwerów czy tabliczek na budynkach. Wymusza to na nich tzw. ustawa dekomunizacyjna z 1 kwietnia 2016 roku (Dz.U. 2016, poz. 744). Jak usłyszeliśmy w Instytucie Pamięci Narodowej (IPN), to samorządy powinny dokonać przeglądu nazw ulic i patronów obiektów publicznych.
Reklama
Ewentualne opóźnienia nie są nikomu na rękę – ani gminom, ani Instytutowi Pamięci Narodowej. Jeśli gminy nie wywiążą się z nałożonego na nie zadania, spadnie ono na wojewodów i lokalne władze nie będą miały już wpływu na nowe nazwy. Z kolei w niejasnych przypadkach IPN będzie miał jedynie 10 dni na wykonanie kwerendy. – Taki czas jest zdecydowanie za krótki na przygotowanie rzetelnej ekspertyzy – przyznaje Iwona Spałek z biura prasowego oddziału IPN w Warszawie.

Reklama
Wysyp wniosków
Gminy już teraz mają prawo zgłaszać się do instytutu z pytaniami i wątpliwościami. Ale jego rola w zmianie nazw powinna być co najwyżej pomocnicza. W praktyce może się jednak okazać, że to IPN dokona korekt. Dlaczego? Bo gminy nie chcą narażać się mieszkańcom, których zmiany mogą dotyczyć, ani wszczynać z własnej inicjatywy głośnych dyskusji w mieście (co mogłoby zaszkodzić wizerunkowo tamtejszym władzom). Dlatego zamierzają zasypać instytut wnioskami – mimo że ustawa na tym etapie nie nakłada na IPN obowiązku udzielania opinii.
Przykładem może być Olsztyn. – Część mieszkańców sprzeciwia się potencjalnym wymianom nazw ulic. Tak jest w przypadku ul. Dąbrowszczaków, która od lat zakorzeniona jest w świadomości olsztynian i przyjezdnych. Prowadzone były nawet akcje zbierania podpisów przeciwko ewentualnej zmianie nazwy tego traktu – opowiada Patryk Pulikowski z Urzędu Miasta i zapowiada, że Olsztyn prześle do IPN prośbę o wydanie opinii nie tylko na temat spornych sytuacji, lecz wszystkich nazw ulic, placów, skwerów, pomników. – Chcemy, aby to ta instytucja określiła, w stosunku do których z nich obowiązują przepisy ustawy. Na listę obiektów do usunięcia na pewno wpiszemy tylko pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińsko-Mazurskiej dłuta Xawerego Dunikowskiego – przyznaje Patryk Pulikowski.
Podobne podejście wykazują władze Torunia. – Już pod koniec lipca prezydent miasta wysłał do IPN prośbę o wskazanie nazw ulic, które w świetle przepisów ustawy dekomunizacyjnej należy traktować jako niepoprawne i zachodzi konieczność dokonania ich zmian. Nadal jednak czekamy na odpowiedź, która z pewnością będzie przedmiotem naszej analizy i podstawą do podjęcia ewentualnych dalszych działań – informuje Anna Kulbicka-Tondel, rzeczniczka prezydenta Torunia.
Informację zwrotną z IPN otrzymał już Kraków, który będzie „popprawiać” nazwy sześciu ulic: Lucjana Szenwalda, Jana Szumca, Józefa Marcika, Emila Dziedzica, Jana Szwai, Franciszka Kajty. Zmiany mogą objąć około 3 tys. osób mieszkających pod tymi adresami. – Zmiana adresu prowadzenia działalności gospodarczej dokonywana jest za pośrednictwem platformy CEIDG bezpłatnie – zapewnia Jan Machowski z krakowskiego magistratu. Zresztą, nawet jeśli pojawią się jakiekolwiek koszty po stronie mieszkańców (np. konieczność zmiany pieczątek firmowych, zmian w dokumentacji), jest szansa, że miasta je pokryją. Taki scenariusz po cichu rozważa Warszawa.
Przegląd uchwał
Zgłoszenia gmin do IPN mogą wynikać także z problemu ustalenia przez nie podstawowych faktów. – W sytuacjach niejasnych wymagana jest dokumentacja o okoliczności nadania danego patronatu, przede wszystkim uchwała lokalnych władz. Póki co, jedynym kłopotem dla samorządów może być konieczność dotarcia do dokumentacji na temat okoliczności nadania danego patronatu – przyznaje Paweł Knap z oddziału IPN w Szczecinie.
Z kolei Maciej Korkuć, naczelnik biura upamiętnienia walki i męczeństwa w krakowskim IPN i jednocześnie koordynator ogólnopolskiej akcji dekomunizacyjnej, zwraca uwagę, że instytut musi często prostować pewne nieporozumienia.
– Niekiedy musimy tłumaczyć, że bohaterowie, których komuniści próbowali zawłaszczyć, to prawdziwi bohaterowie narodowi, tacy jak niepodległościowy socjalista Stefan Okrzeja, który zginął z rąk caratu w 1905 r. – mówi naczelnik.
Wskazuje, że IPN musi przywracać pierwotne znaczenie pojęć, które same w sobie niosą pozytywne treści, ale za czasów komunizmu podstawiono pod nie fałszywe znaczenia. – Przykładem jest ul. Obrońców Pokoju, o którą pytali dziennikarze z Elbląga. Tłumaczymy, że przecież jesteśmy jako normalni ludzie za obroną pokoju. Nazwy nie trzeba zmieniać, ale samorząd musi podjąć nową uchwałę wskazującą w uzasadnieniu prawdziwych obrońców prawdziwego pokoju, których w ten sposób honorujemy. Albo np. władze RP z 1939 roku. W czasach komunizmu pod taką nazwą honorowano działaczy komunistycznych lub usłużnych intelektualistów z Kongresu Obrońców Pokoju, którzy przyczyniali się swoją aktywnością do popularyzacji rewolucji i de facto wojny – wyjaśnia.
W rozmowie z nami naczelnik stwierdza, że samorządy już dawno powinny rozprawić się z problemem dekomunizacyjnym. – Wcześniej mogliśmy tylko apelować o korekty. Część jednostek wykazywała się dojrzałością obywatelską i dokonywała zmian. Niestety, większość z nich takich działań nie podejmowała. Często straszono mieszkańców kosztami wymiany dokumentów. To były wymówki – przekonuje.
Według szacunków IPN w kraju jest ok. 1,5 tys. nazw podpadających pod nową ustawę dekomunizacyjną. Zdaniem Macieja Korkucia w państwie, w którym kodeks karny ściga publiczną gloryfikację totalitaryzmów, istnienie choćby jednej jest skandalem. – Ustawa dotyczy wszystkich systemów totalitarnych, a już pojawiały się niepokojące próby uczczenia narodowych socjalistów spod znaku Adolfa Hitlera. Taka ustawa jest więc bardziej potrzebna, niż na ogół to dostrzegają dziennikarze – przekonuje Maciej Korkuć.