Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia oraz Dariusz Matlak prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami odpowiadają na pytania w związku z nowymi przepisami ustalania firm odpowiedzialnych za wyłanianie firm śmieciowych.
Czy należy wprowadzić zasadę in-house w sektorze gospodarki odpadami?
Ryszard Brejza: TAK
Ryszard Brejza prezydent Inowrocławia / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Obowiązek przetargowy w zakresie gospodarki odpadami został narzucony gminom (bez względu na to, czy posiada ona własną jednostkę do tego zadania) bez żadnych wcześniejszych analiz czy ekspertyz dotyczących skutków. A to właśnie samorządy ponoszą pełną odpowiedzialność za gospodarkę odpadami zarówno przed mieszkańcami, jak i przed administracją rządową i muszą mieć prawo do stosowania takich rozwiązań, jakie są w Europie Zachodniej – szybkich i efektywnych. Tymczasem umowa zawarta z firmą wybraną w przetargu ma charakter czasowy, więc tego typu podmiot w przeciwieństwie do komunalnego nie ma interesu w podejmowaniu działań długofalowych, co destabilizuje system. Ponadto w przypadku firm prywatnych odpady komunalne czasem trafiają na nielegalne wysypiska – takie sytuacje nie mają miejsca w przypadku firm komunalnych.

Reklama
Dariusz Matlak: NIE
Bo pieniądze publiczne powinny być wydatkowane w sposób efektywny i transparentny. Prawo zamówień publicznych jest nowelizowane właśnie po to, aby zwiększyć dostęp do rynku mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, promować innowacyjność, a nie ograniczać lub zabijać konkurencję. Przepisy unijne absolutnie nie narzucają konieczności wprowadzenia takiego rozwiązania. Wręcz przeciwnie, dyrektywy UE dopuszczają możliwość udzielania zamówień przez zamawiających własnym spółkom jedynie jako szczególne odstępstwo od ogólnych zasad konkurencji i to tylko wówczas, gdy w danym sektorze rynku nie istnieje rozwinięta konkurencja. Tymczasem lobby samorządowe chciałoby z tego wyjątku uczynić regułę, wykluczając z rynku gospodarki odpadami przedsiębiorców prywatnych.
Należy podkreślić, że firmy prywatne prowadzą działalność w gospodarce odpadami od 27 lat i posiadają obecnie ok. 60-proc. udział w rynku odbierania odpadów.
Trzeba szanować własność prywatną, a in-house oznacza w praktyce ustawową likwidację bez jakiegokolwiek odszkodowania firm prywatnych, zniweczenie ich dorobku i majątku: baz magazynowo-technicznych, instalacji, śmieciarek, pojemników etc. Pieniądze z opłat za gospodarowanie odpadami, które wnoszą do gminy wytwórcy odpadów, tj. mieszkańcy, instytucje i przedsiębiorcy, powinny być wydatkowane efektywnie – w procedurach konkurencyjnych. Zastąpienie konkurencji przedsiębiorców monopolem spółek gminnych skutkowałoby bowiem wzrostem opłat dla mieszkańców.
Czy gminna spółka zajmująca się gospodarką odpadami jest w stanie taniej wykonać te same zadania (odbiór śmieci od mieszkańców i ich zagospodarowanie) niż podmiot prywatny?
Ryszard Brejza: TAK
Po dwóch latach obowiązywania nowego systemu nie ma wątpliwości, że w gminach, w których zadanie to realizuje spółka komunalna, usługa jest tańsza i bardziej efektywna niż tam, gdzie robi to firma prywatna. Spółka komunalna kontrolowana przez gminę z założenia działa w jej interesie, zyski przenosząc na dalszy plan. Natomiast maksymalizacja zysków to nadrzędny cel firm prywatnych. Także poziom recyklingu, jak wynika z danych Ministerstwa Środowiska, przedsiębiorstwa komunalne osiągają aż o ok. 3 proc. wyższy. Niestety, często podmioty prywatne, wygrywając przetargi niską ceną, nie są w stanie rozliczyć usługi zgodnie z umową, czego skutki (łącznie z finansowymi) ponosi gmina i to jej pozostaje latami się sądzić.
Dariusz Matlak: TAK/NIE
Dariusz Matlak prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami / Dziennik Gazeta Prawna
W przetargach na odbieranie i zagospodarowanie odpadów nie mogą wygrywać oferty najtańsze, tylko najkorzystniejsze, czyli przedstawiające najlepszy stosunek jakości do ceny. Obecna nowelizacja prawa zamówień publicznych ma właśnie ukrócić praktyki stosowania ceny jako jedynego kryterium oceny ofert przetargowych.
Dlatego o tym, czy gospodarowanie odpadami w danej gminie ma realizować spółka prywatna, czy gminna, powinny decydować właśnie przetargi, a nie urzędnicy. Urzędnicy gminni, działając w tych przetargach w imieniu zamawiających, powinni dopilnować odpowiednich standardów odbierania i zagospodarowania odpadów. Chociaż spółki prywatne są z natury rzeczy bardziej efektywne od gminnych, to jednak w praktyce tańszą usługę będą oferowały te firmy – bez względu na ich formę własności – które dysponują rozwiniętą bazą techniczną, sprzętową i własnymi instalacjami przetwórczymi.
Czy jeśli umożliwiamy samorządom wybór firmy z pominięciem przetargów, grozi nam sytuacja, w której sektor prywatny zostanie w większości wyparty przez spółki należące do gmin?
Dariusz Matlak: TAK
Prezesi istniejących spółek gminnych domagają się likwidacji przetargów właśnie dlatego, żeby móc łatwo odebrać rynek, w majestacie prawa, swoim prywatnym konkurentom. W wielu gminach, także dużych miastach, już obecnie wstrzymano przygotowanie przetargów – właśnie po to, by móc udzielić zamówienia z wolnej ręki własnej spółce. Wiele gmin, które nie mają spółek zajmujących się gospodarką odpadami bądź je sprywatyzowały, nie ukrywa, że po wprowadzeniu in-house w gospodarce odpadami rozszerzą i włączą tą dziedzinę do działalności istniejących spółek, np. wodno-kanalizacyjnych, lub powołają nowe przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej.
Ryszard Brejza: NIE
Grożą nam natomiast kary w wysokości ponad 1 mln zł dziennie z tytułu nieosiągnięcia przez Polskę określonych przez Brukselę poziomów recyklingu odpadów. I to jest dramat. Warto zaznaczyć, że w ponad połowie gmin nie ma spółek komunalnych zajmujących się gospodarką odpadami. Powołanie ich wymaga czasu, przygotowanych pracowników i drogiego wyposażenia. Nie wszyscy wójtowie zdecydują się na to, więc nadal będą korzystać z usług małych, lokalnych firm prywatnych. Za to stracą zainteresowanie naszym rynkiem międzynarodowe koncerny, które podzieliły Polskę na własne strefy wpływów. Dlatego zaangażowały dziś potężne środki w akcję lobbingową przeciwko in-house, strasząc i często używając argumentów demagogicznych i nieprawdziwych. Każdy dziś widzi, o jak wielkie pieniądze i dla kogo toczy się ta walka.