Do takich zmian doszło po wprowadzeniu podczas wyborów samorządowych w 2014 roku jednomandatowych okręgów wyborczych. Wzmocniła się też pozycja włodarzy – tak wynika z analizy Fundacji Batorego
Reklama
W listopadzie 2014 r. w okręgach jednomandatowych wybierano rady we wszystkich gminach z wyjątkiem miast na prawach powiatu. W opracowaniu „Co się stało 16 listopada? Wybory samorządowe 2014” przygotowanym przez Fundację Batorego poruszono, poza sprawami nieważności dużej liczby głosów, kwestię obowiązujących po raz pierwszy w wielu miejscowościach jednomandatowych okręgów wyborczych.
Z opracowania wynika, że największe zmiany na lokalnych scenach politycznych nastąpiły w 261 gminach, głównie w średniej wielkości miastach, w których okręgi jednomandatowe zastąpiły system proporcjonalny. Zwiększyła się tam liczba komitetów wyborczych wystawiających kandydatów na radnych i pogłębiło się rozdrobnienie preferencji lokalnych elektoratów. Jednak reguła większościowa doprowadziła do zmniejszenia rozdrobnienia rad kosztem przeciętnie 2,5-krotnego wzrostu odsetka „głosów zmarnowanych” (czyli oddanych na listy, które nie otrzymały żadnego mandatu).
Kolejnym skutkiem takiego systemu wyborczego było zmniejszenie się liczby kandydatów ubiegających się o mandat radnego. Miało to związek z likwidacją długich list okręgowych. Komitety wystawiały tylko kandydatów z największymi szansami. Paradoksalnie wybory w okręgach jednomandatowych wyraźnie umocniły komitety wyborcze wybranych burmistrzów. Zdobywały one przeciętnie więcej mandatów w radach. Znacznie więcej jest też obecnie gmin, w których komitet burmistrza ma większość bezwzględną w radzie, co jeszcze bardziej wzmocniło i tak już silną pozycję lokalnych włodarzy w stosunku do radnych. Zmniejszył się natomiast udział kandydatów reprezentujących partie polityczne, a wzrosło znaczenie lokalnych komitetów wyborczych (często wspieranych przez poszczególne partie).
Ciekawie spostrzeżenia dotyczyły kobiet. Choć zmniejszył się ich udział wśród kandydatów, to wzrósł wśród wybranych radnych. Kandydatki, które znalazły się na listach, były wybierane częściej niż w poprzednim systemie.
Autor opracowania, Adam Gendźwiłł, zauważył też, że dzielenie małych gmin na jednomandatowe okręgi wyborcze rodzi wiele paradoksów i nierówności, które nie wynikają z więzów terytorialnych czy układu sieci osadniczej. Często też takie okręgi są zbyt małe. Wprowadzenie JOW-ów nie wpłynęło w znaczący sposób na poziom frekwencji wyborczej.