W zdecydowanej większości gmin w Polsce stawki za wodę i odprowadzanie ścieków pozostaną na tym samym bądź porównywalnym poziomie co obecnie. Ten drugi przypadek odnosi się do kilkuprocentowych wzrostów wynikających z inflacji – informują Wody Polskie.
Wczoraj przedstawiły najnowsze dane dotyczące stawek cen wody w Polsce. Spośród ponad 2,5 tys. wniosków taryfowych, które pracownicy rządowego regulatora analizowali od połowy marca, ponad 2,3 tys. już zatwierdzono i nie przewidziano w nich podwyżek. Są już opublikowane, a to oznacza, że ani gminom, ani spółkom komunalnym nie przysługują już od nich odwołania.
Jak wynika z podsumowania Wód Polskich, rozpiętość cenowa jest bardzo duża w skali kraju. Przykładowo najwyższe stawki za wodę będą obowiązywać w gminie Ślemień (ok. 57 zł na 1 m. sześc. wody), a najtańsza woda poleci po odkręceniu kurka w Sanoku – tam 1 m sześc. kosztować bedzie 1,3 zł. Podobne dysproporcje widać w kosztach odbioru ścieków. Gminie Ostroróg, gdzie stawka jest najwyższa w Polsce (powyżej 51 zł), daleko do gminy Chorzele, gdzie za podobną usługę płaci się 2,20 zł.
Reklama
Sytuacja nie jest jednak tak klarowna we wszystkich przypadkach. Obecnie 94 spółki komunalne i gminy toczą spór z rządowym regulatorem o stawki. W przeważającej większości (90 proc.) samorządy chcą podwyższać opłaty, czemu Wody Polskie się sprzeciwiają. Trzy z tych spraw rozwiążą się dopiero na sali sądowej. Skargi do WSA na decyzje odmowne regulatora złożyły już gminy: Karczew, Frombork i Oława.
Co ciekawe, z 94 odwołań aż 29 napłynęło do Wód Polskich (jako drugiej instancji po regionalnych zarządach gospodarki wodnej) z jednego tylko województwa, konkretnie z zachodniopomorskiego. Przemysław Daca, prezes Wód Polskich, nie kryje, że to wyjątkowo trudny region, gdzie statystycznie skalkulowano najwyższe ceny.
– Po części wynika to z dużych, niekiedy przeszacowanych kosztów inwestycji, które spółki z tego województwa poniosły w ostatnich latach – mówi Daca. Wskazał jednak, że wydatki na modernizacje infrastruktury to tylko jedno wytłumaczenie radykalnych podwyżek (niekiedy o 500 proc.), które proponowały tamtejsze spółki. Na wyższe opłaty ponoszone przez mieszkańców miały wpływ także zawyżone wynagrodzenia szefów tych przedsiębiorstw. Niekiedy wynosiły one 10 proc. całego przychodu firmy.
– W jednym tylko przypadku, w zakładzie zatrudniającym cztery osoby i obsługującym 300 klientów, pensja prezesa wynosiła 17 tys. zł – zwrócił uwagę Daca.