Na środę 11 lutego br. w Sejmie zaplanowano pierwsze czytania dwóch poselskich projektów ustaw wprowadzających opłatę turystyczną (Polski 2050 i Lewicy). Miałaby ona zastąpić opłatę miejscową, która może być jednak pobierana tylko po spełnieniu przez gminę konkretnych warunków dotyczących np. właściwości klimatycznych. Stąd też część gmin nie może liczyć na dodatkowe wpływy, ale liczba turystów odwiedzających polskie miasta stale rośnie (patrz: infografika), co zwiększa np. koszty związane z utrzymaniem czystości. Założenia do swojego projektu prekonsultuje również Ministerstwo Sportu i Turystyki. W przeciwieństwie do tych poselskich pojawił się tam pomysł podziału wpływów z opłaty turystycznej. Część miałaby być przeznaczona na promocję turystyki w Polsce.

Gdzie trafi opłata turystyczna?

W rządowym projekcie wpływy z opłaty turystycznej miałyby być podzielone na trzy części. Największą, bo 80 proc., otrzymywałyby gminy, na terenie których uiszczaliby ją turyści. 2 proc. wędrowałoby na konta hotelarzy jako zwrot kosztów pobierania opłaty. Pozostałe 18 proc. miałoby zapewnić dodatkowe finansowanie działań promujących turystykę. Takie rozwiązanie nie wszystkich przekonuje. Lewica już zapowiada, że w Sejmie będzie chciała przeforsować swój pomysł, aby całością opłaty dysponowały samorządy.

My jako Lewica będziemy na pewno przekonywać wiceministra Rasia, żeby te środki w całości trafiały do budżetów gmin. Wtedy mogą one decydować, czy chcą je wydać na promocję regionu, czy poprawienie jakości infrastruktury, czy może na zapewnienie bezpieczeństwa – mówi Daria Gosek-Popiołek, posłanka Lewicy.

Promocją turystyki w Polsce zajmuje się Polska Organizacja Turystyczna (POT), ale też regionalne i lokalne organizacje turystyczne (ROT i LOT). Zrzeszają one zarówno przedstawicieli branży, jak i lokalne władze. Samorządy zwracają uwagę, że już dziś w dużej mierze to one zapewniają im finansowanie.

– Każda z tych organizacji samodzielnie ustala składkę. Oczywiście one są tak zorganizowane, że finansują je głównie samorządy. Składka jest zróżnicowana i osoba fizyczna płaci przysłowiowe 5 zł miesięcznie, organizacja pozarządowa 20 zł, hotel 50 zł, a gmina 5 tys. zł – podkreśla Marek Wójcik, ekspert ds. legislacyjnych Związku Miast Polskich. W dużych miastach rocznie te wydatki sięgają milionów złotych.

– Składka miasta do gdańskiej organizacji turystycznej wynosi ok. 6 mln zł rocznie – zwraca uwagę Marcin Makowski, dyrektor biura Związku Miast i Gmin Morskich. Dodaje, że promocją turystyki nadmorskiej zajmują się też odpowiednie działy w samorządowych urzędach.

– Warto podkreślić, że dochody budżetowe gmin mają charakter ogólny i służą finansowaniu szerokiego katalogu zadań publicznych. Uszczuplenie tych wpływów na rzecz innych podmiotów mogłoby ograniczyć możliwości samorządów w zakresie utrzymania i rozwoju usług, z których korzystają turyści – przypominają również urzędnicy z gdańskiego magistratu.

Samorządowcy są podzieleni w kwestii zapewnienia finansowania hotelarzom, którzy mają pobierać opłatę. Z jednej strony słychać głosy, że pieniądze na obsługę powinny zostać zapewnione, a z drugiej, że rozliczenie 2 proc. może kosztować więcej niż uzyskana z tego tytułu kwota. Posłowie zwracają też uwagę, że im więcej beneficjentów opłaty, tym powinna być ona wyższa, co w portfelach poczują turyści.

– Obserwujemy wyłącznie wzmacnianie się sektora turystycznego. Powstają nowe miejsca noclegowe, rok do roku opłaty za pobyt są coraz wyższe. Musimy też zwrócić uwagę, że na samym końcu są turyści i te ceny dla nich nie mogą być zaporowe – uważa Daria Gosek-Popiołek.

Posłanka dodaje, że część ośrodków – jak np. Kraków – nie potrzebuje dodatkowej promocji, więc kwestia wydatkowania pieniędzy powinna pozostać po stronie samorządów.

– Część kwoty z opłaty turystycznej mogłaby zostać przeznaczona na działania promujące miasto i region, jednak preferencyjnie poprzez bezpośrednie przekazanie środków przez gminy do lokalnych i regionalnych organizacji turystycznych. Dzięki temu możliwe byłoby precyzyjne osiągnięcie celów promocyjnych, adekwatnych do potrzeb poszczególnych gmin – proponuje z kolei Marcin Kęćko, dyrektor Biura Rozwoju Turystyki Urzędu Miasta Lublin.

Dużo zależy od stawek opłaty turystycznej

Według projektu Polski 2050 stawka opłaty turystycznej nie mogłaby przekroczyć dziennie 5 zł. Do tego dochodzą zwolnienia dla seniorów powyżej 70. roku życia czy osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności. W kolejnych latach maksymalna stawka miałaby być waloryzowana. Posłowie tej partii nie odrzucają pomysłu podziału wpływów, ale sprawa może rozbić się o wysokość opłaty.

Naszym celem jest zasilenie budżetów samorządów, natomiast osobiście nie widzę problemu z tym, żeby rozszerzyć grono beneficjentów, ale wtedy stawka 5 zł nie byłaby wystarczająca. Zastanowiłbym się, czy nie zwiększyć jej np. o 50 gr – mówi Marcin Skonieczka, poseł Polski 2050.

W projekcie Lewicy wysokość opłaty nie mogłaby przekroczyć 25 proc. minimalnej stawki godzinowej za pracę, czyli w tym roku byłoby to niecałe 8 zł. Związek Miast Polskich w uwagach do poselskich projektów wskazuje na konieczność podwyższenia maksymalnej stawki do 15 zł. Miałoby to pozwolić na jej zróżnicowanie w zależności od ponoszonych kosztów i lokalnych uwarunkowań.

W rządowym projekcie mają być określone widełki opłat, jakie będą mogły pobierać gminy. Wiceszef resortu sportu Ireneusz Raś podczas jednego z posiedzeń podkomisji stałej ds. turystyki zwracał uwagę, że w Wenecji tzw. opłata wjazdowa wynosi 4 euro. Porównał ją do części polskich miast dysponujących walorami turystycznymi – jak Kraków, Gdańsk, Wrocław czy Zakopane – gdzie również opłata mogłaby być wyższa niż w mniej atrakcyjnych miejscach.

Ruch turystyczny w Polsce rosnie
ikona lupy />
Ruch turystyczny w Polsce rosnie / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe