Miasta nie radzą sobie z zalewem krzykliwych billboardów, a porządki na lokalnym podwórku idą za wolno. Winne jest nie tylko kulawe prawo.
Taką diagnozę stawia Najwyższa Izba Kontroli. I wylicza, że więcej niż połowa reklam, które codziennie mijają mieszkańcy siedmiu skontrolowanych samorządów, wisi bezprawnie lub niezgodnie z lokalnymi przepisami.
Co gorsza, w niektórych niechlubnych przypadkach ze świecą szukać reklam umieszczonych w publicznej przestrzeni legalnie. Taka marketingowa samowola daje się we znaki przede wszystkim w Zakopanem, gdzie – jak wynika z ustaleń NIK – 112 reklam (ponad 97 proc. wszystkich poddanych oględzinom kontrolerów) umieszczono w pasie drogowym bez zezwolenia lub z jego naruszeniem. Niewiele lepiej było we Wrocławiu i Radomiu.