Atakują nas ze wszystkich stron. Szczególnie w dużych miastach. O czym mowa? O reklamach. Dwa lata po wejściu w życie ustawy krajobrazowej tylko nieliczne gminy zdecydowały się na uregulowanie kwestii krzykliwych bilbordów czy jaskrawych neonów.
Dlaczego porządkowanie przestrzeni publicznej idzie jak po grudzie? Otóż gminy mogły, ale nie musiały przyjmować uchwał reklamowych. Teraz to ma się zmienić – za sprawą projektu ustawy o zmianie ustaw w związku z uproszczeniem procesu inwestycyjno-budowlanego każda gmina będzie musiała przyjąć w tym zakresie lokalne uregulowania.
Na peany jednak jeszcze za wcześnie. Powodów jest kilka. Po pierwsze, choć ustawodawca postanowił wprowadzić obowiązek przyjęcia uchwał, to w projekcie nie określił terminu jego wykonania. Po drugie, nawet jeśli poszczególne jednostki wykonają go w miarę szybko, to niezadowoleni, czytaj firmy, będą mogli skutecznie zaskarżać uchwały do sądów (co dzieje się już dzisiaj, bo przez dwa lata obowiązywania ustawy krajobrazowej rząd nie wydał rozporządzeń do tego aktu). Wreszcie po trzecie, lokalne przepisy mogą okazać się martwe, bo nie będzie miał ich kto egzekwować, np. z powodu braków kadrowych.