statystyki

Pracodawca i pracownik: Co mówią o sobie nawzajem?

autor: Joanna Pasztelańska02.09.2016, 07:11; Aktualizacja: 02.09.2016, 09:13
twarze

To nie prowokacja. Raczej eksperyment. Rozmowa z właścicielem firmy i jego pracownikami.źródło: ShutterStock

To nie prowokacja. Raczej eksperyment. Rozmowa z właścicielem firmy i jego pracownikami. Ale tak, by jedna strona nie wiedziała o tym, co mówi druga. Chciałam przekonać się, czy wiele ich łączy, czy też dzieli wszystko

Obrażać, plotkować, obgadywać. Szkalować i zbierać dowody mogące przydać się w sądzie pracy. Internetowe grupy dyskusyjne, media społecznościowe czy też portal Pracoznawcy.pl to dobrze znane miejsca wymiany poglądów przez pracowników – w 90 proc. to mało przychylne dla pracodawców opinie. Na ile to po prostu hejt, a na ile prawdziwe żale – trudno powiedzieć. Ale na pewno i przełożeni, i podwładni mają na swój temat wiele do powiedzenia. Bez względu na branżę, rządzących i przepisy.

Prawie zawsze szef jest tym złym. Tym, który nie płaci, nie słucha, nie lituje się, nie daje podwyżki i wolnego. Za to pracownik zazwyczaj jest kozłem ofiarnym, na którego szef zrzuca winę za swoje błędy. I jeszcze do tego jest przez niego wyzyskiwany. I może mówić na ten temat bez końca, zwłaszcza anonimowo.

Ale jak się przyjrzeć firmie od środka, to okazuje się jednak, że ten złośliwy i skąpy szef może mieć całkiem dobre serce, z kolei ten biedny pracownik dobrze wie, jak wykorzystywać jego słabości.

Ten zły

Firma z polskim kapitałem, średnio dochodowa, ale utrzymująca się na rynku branży usługowej od kilkudziesięciu lat. Biuro na obrzeżach miasta, lecz za to z dobrym dojazdem, co chwalą sobie stali klienci. Pracownicy trochę mniej, bo w ciągu dnia nie da się nic załatwić. Ani banku, ani dużego centrum handlowego w pobliżu. Nuda. Nigdzie nie da się wyskoczyć dla rozprostowania kości. Na straży firmy on – szef. Patryk.

Spotykam się z nim o świcie w knajpce naprzeciwko firmy. To dobry punkt obserwacyjny. Vis-a-vis wejścia. Z widokiem na pobliski parking i stojak dla rowerów. Oraz jego pracowników, którzy jak podejrzewa, coraz bardziej lecą sobie w kulki. – Właśnie podjechała M. W aucie na parkingu minie jej kolejne pół godziny. Na malowaniu się i plotkowaniu przez telefon – pokazuje przez okno. – Wiem, że do pracy jej niespieszno, że wychodzi z domu wcześniej, bo kłóci się z mężem. Swoją drogą, przydałoby się, gdyby ze dwa razy przyszła do biura wcześniej, bo słynie z długich lunchów, przez co nie wyrabia się z arkuszami Excela. Inni zaczną w końcu strajkować albo gadać po kątach, że M. ma u mnie fory. Każdy inny pracodawca za takie olewanie pracy pewnie by ją zwolnił, lecz wiem, że przechodzi ciężki czas w domu, staram się być dla niej wyrozumiały.

Potem na parking przyjeżdżają O. i L. Zawsze razem, choć do budynku wchodzą osobno. Zazwyczaj w 15-minutowym odstępie. Trochę to bawi Patryka, a trochę smuci. Bo przecież i tak większość pracowników wie, że są parą. Kryją się chyba już tylko przed nim. – W sumie to jestem nawet o tym przekonany. To przykre, bo po pierwsze – bardzo ich lubię i nic do nich nie mam, a po drugie – nawet gdybym był homofobem, i tak bym ich nie zwolnił. Na pewno nie dlatego, że są parą.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane