W Polsce rynek pracy tymczasowej rośnie o kilkanaście procent rocznie. Zwłaszcza latem pracodawcy szukają sposobu na znalezienie pracownika sezonowego. Zamiast w agencji mogą go znaleźć w komórce. Bo tak jak Uber taksówkarzom, tak nowe aplikacje mobilne robią konkurencję tradycyjnym agencjom pracy.

Ponad 700 tys. osób liczy sobie rynek pracy tymczasowej w Polsce. Takie dane prezentowało niedawno Polskie Forum HR. I choć ten segment urósł tylko w ubiegłym roku o 100 tys. osób, to pracodawcy wciąż narzekają na brak rąk do pracy i kłopoty ze znalezieniem właściwych kandydatów. Problem staje się coraz gorętszy wraz ze wzrostem temperatury i wiosennymi przygotowaniami w wielu branżach do okresu wakacyjnego. Bo właśnie tutaj, przy sezonowych pracach, mniejszym firmom i przedsiębiorcom najtrudniej jest o kandydatów. Od Tatr po morze pracodawca może sięgnąć po ofertę agencji pracy, serwis ogłoszeniowy albo powiesić ogłoszenie na płocie. Coraz częściej jednak sięga po komórkę. Niedawno uruchomiona polska aplikacja Jobsquare, nazywana Tinderem dla pracy tymczasowej, kojarzy coraz więcej pracowników sezonowych z pracodawcami.

Agencja, raczej dla dużych?

- Wakaty w rolnictwie, usługach, handlu czy produkcji, to efekt zmian na rynku pracy w kierunku tzw. rynku pracownika. Sytuacja dotyczy także rynku pracy tymczasowej. Do tego należy dodać wyjazdy, zwłaszcza wykwalifikowanych pracowników fizycznych, za granicę – wyjaśnia socjolog Karol Bator. Jeden powód to brak wolnych rąk do pracy. Drugi to mało skuteczne systemy rekrutacji. W Ubiegłym roku w Polsce działało ponad 5 tys. agencji pracy. 70 proc. ich dochodów pochodziło z zatrudnienia czasowego. Sęk w tym, że te obsługują w przeważającej mierze duże podmioty, jak sieci marketów, czy firmy produkcyjne. Rzadko mają ofertę dla małych, lokalnych pracodawców szukających jednej albo kilku osób.
A pierwsze raporty cząstkowe mówią, że w tym roku ofert pracy sezonowej może być nawet 10 - 15 proc. więcej. W ubiegłym roku zarobki pracowników tymczasowych oscylowały w przedziale 7 – 20 złotych netto za godzinę. W tym pracodawcy deklarują chęć podniesienia stawek.

Reklama

Uber rynku pracy czasowej

Reklama

Większość tzw. czasowników to osoby poniżej 26 roku życia. Studenci, pracownicy bez doświadczenia. Dla nich ta forma zatrudnienia, to szansa dorobienia do czesnego albo obycia się z pracą. Zwłaszcza latem, gdy otwiera się wiele sezonowych biznesów w regionach turystycznych. Wtedy pracodawcy potrzebują na gwałt pomocy kuchennej, kelnerów, barmanów, ekspedientów, animatorów, hostess, opiekunek do dzieci, czy pracowników produkcji. Tutaj agencje pracy mogą nie nadążyć z potrzebami rynku. - Właściciela smażalni ryb potrzebującego kucharza i kelnerkę nie będzie stać na pracę agencji. Jobsquare wypełnia tę lukę, bo pozwala rekrutować za darmo i od ręki. Dziś każdy pracodawca ma smartfona, tak samo jak każdy pracownik czasowy. Pomyśleliśmy dlaczego nie dać im szansy na spotkanie bez zbędnych pośredników – tłumaczy Marcin Fiedziukiewicz twórca aplikacji i zapewnia – chcemy, żeby nasze narzędzie uprościło życie pracodawców i pracowników tak jak Uber uprościł transport.

Tinder do szukania pracy

Choć chce być Uberem rynku pracy czasowej, to narzędzie działa podobnie do znanej randkowej aplikacji Tinder. Powstało do rekrutacji w prostych zawodach nie wymagających doświadczenia. Jest adresowane do pracowników czasowych oraz małych - średnich pracodawców. Pozwala znaleźć pracownika albo pracodawcę na podstawie określonych preferencji. Aplikacja automatycznie kojarzy obie strony. Bez CV i maili. Każda ze stron od ręki decyduje czy chce nawiązać kontakt czy odrzuca ofertę. – Aplikacja pozwala zaoszczędzić sporo czasu – ocenia Łukasz Kosman przedsiębiorca związany z branżą kawiarnianą – nam aplikacja pomoże znaleźć studentów do roznoszenia ulotek i wsparcia przy okazji eventów. Są to szybkie, najczęściej krótkie zlecenia, których częstotliwość jest rozłożona w czasie. Typowe dorywcze zajęcie.

Prawo nie sprzyja agencjom?

Agencje pracy mają jeszcze jeden problem. W tym sezonie ich skuteczność będzie zależeć także od zmian w prawie. Związki zawodowe, a nawet część samych agencji pracy opowiadają się za zaostrzeniem prawa dla tego typu firm i postawienia im większych wymogów przed przyznaniem certyfikatu na pośrednictwo pracy. A samo rolnictwo w sezonie zbiorów potrzebuje dodatkowych 100 tys. rąk do pracy. Tymczasem już w ubiegłym roku firmy przetwórcze alarmowały, że są problemy z dostawami surowców. Rolnicy tylko rozkładali bezradnie ręce, mówiąc, że nie mają wystarczającej liczby chętnych do prac sezonowych.

Agencje boją się UBERyzacji

Pracodawcy i pracownicy mogą sięgnąć do wielu darmowych serwisów ogłoszeniowych. Ale to żmudna praca wymagająca czasu i zaangażowania. Dla jednych oznacza wysłanie setek CV. Dla drugich niekończący się strumień ofert do przejrzenia. Do tego dochodzi jeszcze brak możliwości rzetelnej oceny jednej strony przez drugą. – Jobsquare pozwala znaleźć pracownika albo pracodawcę na podstawie określonych preferencji. Aplikacja automatycznie kojarzy obie strony. Bez CV i maili. Każda ze stron od ręki decyduje czy chce nawiązać kontakt czy odrzuca ofertę – przekonuje Fiedziukiewicz .

Choć do sezonu jeszcze chwila z aplikacji korzysta już kilka tysięcy pracowników i pracodawców. Głównie z obszaru małej gastronomii. Ale aplikację pobrali również więksi pracodawcy jak Burger King czy Green Cafe Nero. Co ciekawe narzędziu przyglądają się też duże agencje pracy.