W kontekście konieczności uregulowania rynku usług prawnych sporo mówi się o nieuczciwych działaniach kancelarii odszkodowawczych. Czy rzeczywiście wszystkie tego typu podmioty to patologia?
Absolutnie bym tego nie powiedział, bo byłoby to stwierdzenie niesprawiedliwe. Problemem, którym tak naprawdę powinniśmy się zajmować, nie jest samo istnienie kancelarii odszkodowawczych, bo z tym ustawodawca mógłby sobie poradzić w bardzo prosty sposób. Wystarczyłoby do ustawy o adwokatach oraz radcach prawnych dodać sformułowanie, że świadczenie pomocy prawnej odbywa się „wyłącznie” przez adwokatów i „wyłącznie” przez radców prawnych. W kontekście prawa podatkowego moglibyśmy oczywiście wskazać jeszcze doradców podatkowych. Natomiast problemem jest tak naprawdę to, jaką koncepcję legislacyjną przyjął ustawodawca w odniesieniu do kancelarii odszkodowawczych. Mamy teraz dwa wyjścia: albo całkowicie zakazać ich funkcjonowania, co wydaje się mało prawdopodobne, skoro na tyle wrosły już w rynek, albo uregulować ustawowo ich działalność. A wracając do pytania: są podmioty, które, potocznie mówiąc, robią dobrą robotę, docierają do klientów i profesjonalnie ich reprezentują. Ale są też takie, w których osoby prowadzące nie powinny zabierać się nawet za najprostszy biznes. Z całym szacunkiem, ale nie powinny prowadzić nawet sklepu z warzywami, a co dopiero kancelarii.
Dla porządku wyjaśnijmy: czym różni się profesjonalna kancelaria prawna od odszkodowawczej?
Reklama
I w tym momencie dotykamy tak naprawdę sedna problemu, bo kancelaria odszkodowawcza może być założona i prowadzona przez kogokolwiek. Taka osoba nie musi w żaden sposób potwierdzać swoich kompetencji, zdawać egzaminów, wykazać się wykształceniem czy doświadczeniem. Tymczasem do założenia kancelarii prawnej – adwokackiej, radcowskiej lub doradcy podatkowego – należy ukończyć studia prawnicze, przejść przez aplikację, zdać egzamin państwowy, wpisać się na listę i tym samym zostać włączonym do samorządu zawodowego. Poza tym profesjonalny prawnik podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu OC i musi liczyć się z odpowiedzialnością dyscyplinarną, która w najgorszym wypadku może skończyć się pozbawieniem prawa do wykonywania zawodu. Dodatkowo, w pośredni sposób nadzoruje go także Ministerstwo Sprawiedliwości. Tak więc przede wszystkim prawnik musi potwierdzić swoje kompetencje, a poza tym wymaga się od niego więcej niż od zwykłego przedsiębiorcy. Musimy liczyć się również z ograniczeniami związanymi z zasadami etyki zawodowej. Nie możemy np. reklamować się tak, jak prawnicy w Stanach Zjednoczonych, w praktyce pozwala się nam jedynie na informowanie o wykonywaniu zawodu. Natomiast biznes kancelarii odszkodowawczych jest pozbawiony jakichkolwiek uregulowań szczególnych.
Sporo mówi się o tym, że sposoby na promowanie tego typu podmiotów są często dość agresywne. Prawnicy nie mają szans na promowanie swoich kancelarii w reklamach Google’a.

Reklama
I to jest wątek, który bardzo często pojawia się w kontekście uregulowania „pozakorporacyjnego” rynku usług prawnych. Sam wykonuję zawód radcy prawnego i nie mogę w żaden sposób się reklamować, nie wolno mi także korzystać z pośredników w pozyskiwaniu klientów. Natomiast branża odszkodowawcza opiera się właśnie przede wszystkim na pośrednikach. Badania prowadzone zarówno przez naszą katedrę, jak i zaprzyjaźnionych naukowców z Wyższej Szkoły Bankowej wskazywały, że kanały pośrednictwa są zróżnicowane. Są nie tylko biura sprzedaży bezpośredniej czy infolinie, ale też warsztaty samochodowe, pomoc drogowa, biorą w tym udział także – co samo w sobie jest już pewnym zgrzytem – policjanci, przedstawiciele zawodów medycznych, taksówkarze itd. To bardzo rozwinięta sieć. Co więcej, znane są przykłady ogłoszeń, gdzie kancelaria odszkodowawcza poszukująca pośredników wskazywała, że preferuje zwłaszcza byłych policjantów, ratowników medycznych, przedstawicieli branży funeralnej. Czyli poszukiwani są ci, którzy generalnie mają związek z ludzkim nieszczęściem.
Jak to się później przekłada na sposób działania kancelarii?
Wszystko zależy od tego, w jaki sposób siatka pośredników jest zorganizowana. Podstawowym dobrem jest tutaj informacja. I o ile nie możemy mieć pretensji do kancelarii odszkodowawczej, że umieszcza reklamę swojego biznesu na płocie – bo jest to dopuszczalne – o tyle spore wątpliwości budzi zdobywanie klientów na przykład w szpitalach. Sam miałem do czynienia z sytuacją, w której w szpitalu wojewódzkim na południu Polski znajdował się taki „kantorek” kancelarii odszkodowawczej. Można było do niego wejść, podpisać umowę.
Niewiarygodne…
Co ciekawe, to przecież takie roszczenia odszkodowawcze mogły być kierowane także do samego szpitala. Dlatego dopuszczanie pośrednictwa oznacza przede wszystkim uprzywilejowanie w sposobie pozyskiwania klienta. I tak jak mówiłem – z jednej strony są to działania, którym nie możemy specjalnie niczego zarzucać, a z drugiej pozyskiwanie klientów w szpitalach, na miejscu wypadku. Budzi to nie tylko wątpliwości etyczne, ale stawia pod znakiem zapytania zdolność do trzeźwej oceny sytuacji i do podejmowania jakichkolwiek czynności prawnych. Często słyszę, że tego typu argumenty podnoszą profesjonalni pełnomocnicy, bo „sami nie mogą się reklamować”. Ale nawet gdyby adwokatom i radcom pozwolono na szersze reklamowanie swoich usług, to na pewno nie mogliby oni pozyskiwać klientów w tak etycznie wątpliwy sposób, bo bardzo szybko straciliby prawo do wykonywania zawodu.
Jaki był najbardziej drastyczny przypadek zaniedbania kancelarii odszkodowawczej, z którym spotkał się pan w swojej praktyce zawodowej?
To sprawa, w której wyrok wydał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Dotyczyła jednej z największych kancelarii odszkodowawczych. Poszkodowana bardzo mocno ucierpiała w wypadku komunikacyjnym, została sparaliżowana. Zawarto z kancelarią odszkodowawczą umowę, co do której ważności nie było wątpliwości, nie mieliśmy tu do czynienia z żadnym „patologicznym” pozyskaniem klienta. Natomiast sama jej realizacja okazała się antyprzykładem sposobu reprezentacji. Kancelaria nie dość, że wystąpiła jedynie o zadośćuczynienie dla poszkodowanej – choć z zebranych dowodów wynikało, że zobowiązała się także do dochodzenia odszkodowania i renty, co przy takiej skali szkody byłoby naturalne – to jeszcze praktycznie bez wiedzy klientki zrzekła się dalszych roszczeń. Kancelaria na początku obiecała klientce zaspokojenie roszczeń na poziomie 100–150 tys. zł. Okazało się, że zrzeczenie się roszczeń zatrzymało się na poziomie 80 tys. zł. Klientka pozwała kancelarię i ostatecznie otrzymała jako naprawienie szkody dodatkowe świadczenie w wysokości 50 tys. zł. Problem jednak w tym, że z tej pierwszej kwoty 30 tys. zł to była prowizja dla kancelarii.
To prawie 40 proc.
Ta sprawa bardzo dobrze pokazuje, co może się stać, jeśli trafi się osoba nieprofesjonalna, a nie ma nad nią nadzoru. Choć przecież powinien być, skoro to było zorganizowane przedsiębiorstwo, działające w wewnętrznej strukturze korporacyjnej. To nie była mała firma i zwykły pan Iksiński, który stwierdził: „A co tam, co prawda na co dzień jestem fryzjerem, ale czas się przebranżowić, zostanę doradcą odszkodowawczym”. A w sprawie źle poszło dosłownie wszystko. Najpierw były zawyżone deklaracje, potem nie dochodzono części roszczeń, zrzeczono się części z nich bez wiedzy klientki, a następnie poinformowano ją, że to tylko częściowe załatwienie sprawy – choć okazało się, że załatwiono ją całkowicie. A do tego doszła bardzo wysoka prowizja.
Często zdarza się, że nierzetelność jest tak jaskrawo widoczna?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bo do tej pory nie były prowadzone żadne szersze badania w tym zakresie. Zazwyczaj informacje, które pozyskujemy w tym zakresie, pochodzą z orzeczeń sądowych. I rzeczywiście było więcej przypadków, w których np. kancelaria zbyt pochopnie zrzekła się roszczeń w sprawie śmierci dziecka. O niektórych sprawach wiem też ze stanowisk rzecznika finansowego albo doniesień medialnych. Trudno jednak ocenić skalę zjawiska.
Było już sporo prób uregulowania działalności kancelarii odszkodowawczych, ale jak do tej pory żadna nie zakończyła się sukcesem. Mamy przecież projekt senacki, z którym od dłuższego czasu nic się nie dzieje, czy projekt ustawy autorstwa rzecznika finansowego. Niedawno portal Money.pl informował, że prace legislacyjne toczą się również w resorcie sprawiedliwości. Jak, pana zdaniem, powinno się rozwiązać ten problem?
Osobiście jestem zwolennikiem modelu niemieckiego, który opiera się na podziale usług prawnych na dwie kategorie: usługi sądowe i pozasądowe. Mamy więc na przykład niemieckiego adwokata, który działa tak, jak każdy inny prawnik. Zdobywa wykształcenie, zyskuje prawo do wykonywania zawodu i tak dalej. I to jest prawnik, który reprezentuje klienta w sądzie. Natomiast w pozostałym zakresie mamy ustawę dotyczącą świadczenia pozasądowych usług prawnych. Ona obejmuje wszystkich prawników, którzy świadczą określone usługi pozasądowe – z pewnymi wyjątkami. Taki prawnik musi wykazać się doświadczeniem, zostać wpisany do odpowiedniego rejestru, zostać objęty obowiązkowym ubezpieczeniem OC i podlega nadzorowi ze strony państwa. I w takim modelu działają także takie podmioty, jak kancelarie odszkodowawcze. Jeśli chodzi o Polskę, to w kontekście orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego z 2000 i 2001 r. sprawa jest dla mnie prosta: skoro ustawodawca w ustawach o zawodzie adwokata i radcy prawnego nie mówi, że świadczenie usług prawnych jest zarezerwowane tylko dla profesjonalnych prawników, to takie usługi mogą świadczyć także inne osoby w ramach swobody działalności gospodarczej. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by uregulować te usługi ustawowo. Można oczywiście próbować doraźnych regulacji, ale pamiętajmy, że działalność prawną świadczą nie tylko kancelarie odszkodowawcze. Są to też organizacje pozarządowe, uniwersyteckie poradnie prawne itp. Moim zdaniem trzeba byłoby więc pomyśleć o kompleksowej regulacji, a przy okazji – zastanowić się, czy nadal potrzebujemy odrębnych zawodów adwokata i radcy prawnego.
Odważna teza.
Ale często podnoszona w środowisku, bo o ile kiedyś adwokaci i radcowie mieli inne uprawnienia, o tyle teraz są one w zasadzie tożsame. Ale wracając do tematu – moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłaby odrębna regulacja dla profesjonalnych pełnomocników, i druga ustawa dla tych osób, które nie chcą lub nie mogą być adwokatami lub radcami, ale za to świetnie piszą opinie, analizują orzecznictwo itd. Tak, aby również mogły funkcjonować na rynku prawnym, ale w pewnych ramach zabezpieczających interesy klienta. Jeśli jednak taki model byłby u nas nie do osiągnięcia, to być może należałoby zastanowić się jednak nad legislacją punktową.
Może dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie czegoś w rodzaju licencji doradcy odszkodowawczego, tak jak proponował rzecznik finansowy?
Tak, bo z kolei projekt senacki, firmowany przez senatora Biereckiego, mogę streścić krótko: dobrze, że jest, i to wszystko. Zajęto się w nim jedynie pewnymi zagadnieniami, zupełnie pominięto za to kwestie kompetencji i wykształcenia. Rzecznik finansowy proponował taki sposób weryfikacji, jaki obecnie obowiązuje brokerów ubezpieczeniowych: egzamin przed państwową komisją, który składa się z części teoretycznej i kazusu. Świetna sprawa, bo weryfikuje wiedzę i umiejętności. Następnie wpis do państwowego rejestru jako potwierdzenie kompetencji. Moim zdaniem rozwiązanie proste i genialne, tylko jak zwykle problemem jest, kto miałby to robić. Natomiast sądzę, że gdyby istniał taki sposób weryfikacji kompetencji, to taka sprawa, jak ta z Wrocławia, nigdy nie miałaby miejsca. Bo to jest właśnie pokłosie braku sprawdzania, czy ktoś się w ogóle do tego zawodu nadaje. ©℗
Znane są przykłady ogłoszeń, gdzie kancelaria odszkodowawcza poszukująca pośredników wskazywała, że preferuje byłych policjantów, ratowników medycznych, przedstawicieli branży funeralnej. Czyli poszukiwani są ci, którzy generalnie mają związek z ludzkim nieszczęściem
Rozmawiała Inga Stawicka