Sprawa dotyczyła wydarzenia, do którego doszło, gdy kobieta odprowadzała dziecko do przedszkola, przy okazji wyprowadzając na spacer swojego czworonoga. Wówczas nastąpił atak ze strony dużych rozmiarów psa, który wydostał się z ogrodzonego terenu przez bramę, którą właściciel nieruchomości pozostawił otwartą. W efekcie tego zdarzenia poszkodowana doznała licznych otwartych ran nadgarstka i ręki oraz złamania palca u ręki, co wymagało leczenia operacyjnego.

Spór o wysokość zadośćuczynienia

Sprawa trafiła do sądu karnego, który uznał winę właściciela zwierzęcia i zasądził na rzecz poszkodowanej zadośćuczynienie w wysokości siedmiu tys. zł. Rozpatrujący apelację sąd II instancji uznał, że kwota była za niska i podwyższył ją, choć nie do kwoty, której domagała się kobieta. Ta bowiem wnioskowała o przyznanie niemal 96 tys. zł. SO uznał jednak, że zadośćuczynienie w tym konkretnym przypadku powinno wynieść 15 tys. zł. Wziął przy tym pod uwagę nie tylko opisane wyżej urazy fizyczne, ale także stres, na jaki była narażona kobieta w związku z atakiem na jej czworonoga oraz z faktem przebywania w pobliżu zdarzenia jej małoletniego syna. Sąd pouczył również poszkodowaną, że jeżeli uważa, że poniosła szkodę w wysokości wyższej niż zasądzone zadośćuczynienie, zawsze może udać się na drogę procesu cywilnego.

Winny jest zawsze właściciel

Rozstrzygając w zakresie winy właściciela agresywnego psa, wrocławski SO w pierwszej kolejności podkreślił, że oczywiście miał on prawo pozostawić czworonoga na terenie własnej nieruchomości. Problem jednak polegał na tym, że nie zapewnił właściwego nadzoru nad nim, nie upewnił się, czy teren nieruchomości jest w prawidłowy sposób zabezpieczony tak, by zwierzę nie mogło się wydostać na zewnątrz. „Każdy właściciel czworonoga winien upewnić się co do warunków, w jakich przebywa zwierzę, a także podjąć odpowiednie i skuteczne środki celem zapewnienia bezpieczeństwa osobom postronnym. Gdyby było inaczej, to dochodziłoby wielokrotnie do przypadków pogryzień, gdzie nikt nie ponosiłby odpowiedzialności” - stwierdził wrocławski SO i dodał, że tak jednak nie jest w cywilizowanym państwie. Truizmem nazwał stwierdzenie, że wypuszczanie psa bez smyczy i kagańca może doprowadzić do pogryzienia przez niego człowieka. Sąd przywołał art. 10a ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt. Przepis ten zabrania puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna. Zakaz ten nie dotyczy sytuacji, gdy zwierzę znajduje się na terenie prywatnym, ogrodzonym w sposób uniemożliwiający mu wyjście. SO podkreślił również, że najmniejszym wątpliwościom nie ulega, że to właściciel ponosi odpowiedzialność za psa. Jest on uważany za gwaranta, czyli osobę, na której ciąży prawny, szczególny obowiązek zapobiegnięcia skutkowi. „Wynika on z art. 431 par. 1 k.c., który stanowi, iż kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.

SO przytoczył również regulamin utrzymania czystości i porządku obowiązujący w gminie, na terenie, na którym znajduje się nieruchomość, z której wydostał się pies. Ustanawia on obowiązki osób utrzymujących zwierzęta domowe. I nakazuje ich właścicielom zachowanie środków ostrożności zapewniających ochronę zdrowia i życia ludzi oraz zwierząt, a także dołożenie starań, aby zwierzęta nie były uciążliwe dla otoczenia. Mają oni także obowiązek sprawowania nad nimi właściwej opieki, a zwłaszcza są zobowiązani do niepozostawiania ich bez nadzoru. Ponadto regulamin przewiduje, że prowadzenie psa bez smyczy dozwolone jest tylko w miejscach mało uczęszczanych, pod warunkiem że pies ma kaganiec, a właściciel (opiekun) sprawuje kontrolę nad jego zachowaniem. Z kolei właściciel nieruchomości, po której pies porusza się swobodnie, zobowiązany jest zabezpieczyć nieruchomość w taki sposób, aby zapobiec możliwości wydostania się zwierzęcia poza jej granice. „Wymogom tym oskarżony nie sprostał” – skwitował SO. I dodał, że nie chodzi jedynie o to, że brama przy nieruchomości była otwarta, ale o to, że oskarżony w ogóle tego faktu nie sprawdził, nie zabezpieczył możliwych dróg ucieczki, a także, że pozostawił psa o dużych gabarytach na pewien czas bez żadnego nadzoru.