Jednym z nowotworów, w którym ma ona udowodnioną skuteczność jest zaawansowany rak prostaty.

Gazetaprawna.pl: Na jakiej zasadzie działa terapia radioligandowa i dlaczego nie jest kolejnym, typowym, nowym lekiem? Czy teranostyka to przyszłość onkologii?

Prof. Marek Dedecjus: Terapia radioligandowa to przykład medycyny precyzyjnej w najczystszej postaci. Wykorzystywany w terapii radioligandowej lek składa się z dwóch elementów – cząsteczki, która rozpoznaje komórki nowotworowe, oraz izotopu promieniotwórczego, emitującego niewielką, ściśle kontrolowaną dawkę promieniowania. Ta cząsteczka nazywana ligandem prowadzi izotop promieniotwórczy dokładnie do komórek raka. Promieniowanie działa miejscowo, niszcząc komórkę od środka, przy minimalnym wpływie na zdrowe tkanki.

To nie jest "kolejny lek" w tradycyjnym rozumieniu. Chemioterapia czy hormonoterapia oddziałują na cały organizm. Tutaj mamy leczenie celowane, które działa tylko tam, gdzie znajduje się odpowiedni biologiczny znacznik. Jednocześnie lek sam odnajduje chorobę.

Jeśli chodzi o teranostykę, czyli połączenie terapii i diagnostyki, to ogromny krok naprzód. Najpierw sprawdzamy w badaniu obrazowym czy dany pacjent rzeczywiście ma „cel” dla tej terapii. Jeśli tak – możemy zastosować leczenie dokładnie dopasowane do biologii nowotworu. To model leczenia „szytego na miarę” i jestem przekonany, że to jeden z najważniejszych kierunków rozwoju onkologii w najbliższych latach.

Walka z rakiem prostaty

Dlaczego rak prostaty jest nowotworem, który idealnie pasuje do leczenia radioligandowego? Co sprawia, że efekty są tak dobre?

W raku prostaty mamy wyjątkowo korzystną sytuację biologiczną. Większość komórek tego nowotworu posiada na swojej powierzchni specyficzne białko, które stanowi dla nas doskonały punkt zaczepienia. Oznacza to, że możemy bardzo skutecznie "oznaczyć" te komórki w badaniu PET (pozytonowa tomografia emisyjna – red.), a następnie wykorzystać ten sam mechanizm do dostarczenia terapii.

Efekty są dobre, ponieważ leczenie trafia bezpośrednio do komórek nowotworowych, także do tych rozsianych w kościach czy węzłach chłonnych. Co więcej, promieniowanie działa na bardzo krótką odległość, więc uszkadza głównie komórki raka, a nie otaczające zdrowe tkanki. To połączenie biologii guza i nowoczesnej technologii sprawia, że w zaawansowanym raku prostaty jest to jedna z najbardziej obiecujących metod leczenia. Należy dodać, że istniejące metody leczenia mają ustaloną wartość w terapii raka prostaty.

Jaką rolę w całym procesie odgrywa diagnostyka PET i dlaczego bez niej terapia nie ma sensu?

Diagnostyka PET jest fundamentem całego procesu. To badanie pozwala nam zobaczyć, czy nowotwór posiada odpowiedni cel molekularny. Innymi słowy – czy terapia ma do czego się przyłączyć.

Jeżeli w badaniu PET widzimy wyraźny sygnał – ekspresje PSMA, wiemy, że komórki raka są "widoczne" dla radioligandu i możemy spodziewać się skuteczności leczenia. Jeśli tego sygnału nie ma, podanie terapii nie przyniosłoby efektu.

PET pełni też rolę kontrolną – pozwala ocenić, jak organizm reaguje na leczenie. Bez tej diagnostyki terapia radioligandowa byłaby pozbawiona swojego największego atutu, czyli precyzji. Bardzo się cieszymy, że od nowego roku Ministerstwo Zdrowia rozszerzyło wskazania do diagnostyki PET między innym dla raka prostaty – to pozwoli wykorzystać potencjał samego badania PET ale także nowej terapii radioligandowej.

Jakich efektów można się spodziewać u pacjentów z rakiem prostaty? Na ile możemy liczyć na poprawę jakości życia, a na ile na wydłużenie życia?

U pacjentów z zaawansowaną postacią choroby celem leczenia jest przede wszystkim kontrola nowotworu, wydłużenie życia i poprawa jakości życia. Terapia radioligandowa bardzo często zmniejsza dolegliwości bólowe, szczególnie u chorych z przerzutami do kości. Pacjenci odzyskują sprawność, mogą ograniczyć leczenie przeciwbólowe, poprawia się ich codzienne funkcjonowanie.

Jeśli chodzi o przeżycie – mamy dane naukowe pokazujące, że terapia nie tylko spowalnia postęp choroby, ale również wydłuża życie w porównaniu z samym leczeniem standardowym. To bardzo istotne, bo mówimy o pacjentach, u których inne metody często zostały już wykorzystane. Nie jest to leczenie radykalne w stadium rozsianym, ale jest to realna szansa na dłuższe i lepsze życie.

Współpraca ważna w procesie leczenia

Czy Polska jest przygotowana do stosowania tych terapii – jeśli chodzi o kadrę, infrastrukturę i organizację leczenia?

Pod względem kompetencji specjalistów jesteśmy bardzo dobrze przygotowani. Mamy wykwalifikowanych lekarzy medycyny nuklearnej, onkologów klinicznych, urologów, radiologów i fizyków medycznych. Dysponujemy nowoczesną aparaturą diagnostyczną.

Wyzwania dotyczą przede wszystkim organizacji i finansowania. Terapia radioligandowa wymaga odpowiednio przygotowanych oddziałów i zakładów medycyny nuklearnej oraz jasno określonej ścieżki pacjenta. Aby zapewnić równy dostęp w całym kraju, potrzebne są stabilne rozwiązania systemowe. Z punktu widzenia wiedzy i doświadczenia nie odstajemy od Europy – musimy natomiast stworzyć sprawny model organizacyjny.

Wytyczne „Terapie radioligandowe w Polsce”, które zostały opublikowane w październiku 2025 mocno akcentują rolę zespołów wielospecjalistycznych. Jak powinna wyglądać taka współpraca?

Leczenie pacjenta onkologicznego to proces zespołowy. Onkolog ocenia dotychczasowe leczenie i ogólną sytuację chorego. Urolog często prowadzi pacjenta od momentu rozpoznania. Radiolog analizuje badania obrazowe. Medyk nuklearny nadzoruje i realizuje diagnostykę scyntygraficzną i PET/CT oraz kwalifikuje do terapii radioligandowej i ją prowadzi. Fizyk medyczny, inspektor ochrony radiologicznej, radiofarmaceuta i elektroradiolog dbają o bezpieczeństwo i prawidłowe obliczenie dawki promieniowania.

Najlepszym rozwiązaniem są regularne konsylia, podczas których cały zespół wspólnie omawia pacjentów. Dzięki temu decyzje są bardziej przemyślane, a leczenie lepiej skoordynowane i dopasowane do konkretnego pacjenta.

Terapia była wielokrotnie wskazywana przez onkologów resortowi zdrowia jako priorytet refundacyjny. Dlaczego jest tak ważna?

Ponieważ odpowiada na realną, niezaspokojoną potrzebę medyczną. Dla wielu pacjentów z zaawansowanym rakiem prostaty możliwości terapeutyczne są ograniczone. Terapia radioligandowa daje im kolejną, skuteczną opcję leczenia, popartą badaniami klinicznymi.

Jeśli eksperci wielokrotnie wskazują ją jako priorytet, oznacza to, że jej znaczenie jest nie tylko teoretyczne, ale praktyczne – dotyczy konkretnych pacjentów, którzy dziś czekają na dostęp do tego leczenia.

Czy leczenie w ramach dostępu ratunkowego to dobre rozwiązanie?

Dostęp ratunkowy powinien być wyjątkiem, a nie zasadą, to leczenie w ramach RDTL (ratunkowy dostęp do technologii lekowych – red.) jest dostępne po wyczerpaniu innych metod leczenia. To rozwiązanie dla pojedynczych przypadków, wymagające dodatkowych procedur administracyjnych i jako „ostatnia deska ratunku”.

Jeżeli terapia ma udowodnioną skuteczność i jasno określone wskazania, powinna być finansowana w sposób systemowy, na odpowiednim etapie leczenia. Tylko wtedy pacjenci mają równe szanse na leczenie, niezależnie od miejsca zamieszkania czy możliwości organizacyjnych ośrodka.

Czy z punktu widzenia systemu to koszt czy inwestycja?

Każde nowoczesne leczenie to koszt – nie ma tu wątpliwości. Jednak patrząc szerzej, to inwestycja w skuteczniejszą kontrolę choroby, mniejszą liczbę hospitalizacji, mniej powikłań i lepszą jakość życia pacjentów.

Pacjent, który ma mniej dolegliwości bólowych i dłużej pozostaje w dobrej kondycji, rzadziej wymaga intensywnej opieki medycznej. Paradoksalnie, w dłuższej perspektywie może to przynosić korzyści nie tylko zdrowotne, ale i ekonomiczne – najdroższe jest nieskuteczne leczenie.

Badania dotyczące innych nowotworów

Czy terapia radioligandowa stanie się standardem także w innych nowotworach?

Na świecie prowadzone są liczne badania nad nowymi radioligandami w różnych typach nowotworów. Widzimy bardzo obiecujące wyniki w kilku obszarach.

Myślę, że w najbliższych latach będziemy świadkami rozszerzania tego podejścia. Tak jak kiedyś immunoterapia była nowością, a dziś jest standardem w wielu chorobach, tak teranostyka i terapia radioliganodowa ma szansę stać się jednym z filarów nowoczesnej onkologii.

Słowo "radioaktywność" budzi lęk. Jak uspokajać pacjentów?

Przede wszystkim mówimy o bardzo małych, ściśle kontrolowanych dawkach, a właściwie aktywnościach promieniowania. To nie jest sytuacja niekontrolowanej ekspozycji. Dawka jest precyzyjnie obliczona i podawana w warunkach pełnego bezpieczeństwa.

Promieniowanie działa głównie w obrębie komórek nowotworowych i na bardzo małą odległość. Pacjent nie stanowi zagrożenia dla rodziny ani otoczenia.

Kiedy chorzy rozumieją, że jest to metoda precyzyjna, kontrolowana i stosowana w wyspecjalizowanych ośrodkach, poziom niepokoju znacząco się zmniejsza. W praktyce jest to jedna z najlepiej kontrolowanych metod leczenia w onkologii.