Długa batalia o wyłączenie neosędziów

Mowa o postanowieniu wydanym w przedmiocie wniosku o wyłączenie powołanego po 2018 r. sędziego Stanisława Stankiewicza. SN uznał ten wniosek za zasadny, wskazując właśnie na fakt wzięcia przez Stankiewicza udziału w konkursie przed nieprawidłowo ukształtowaną Krajową Radą Sądownictwa. "Ta okoliczność skutkowała już wielokrotnym wyłączaniem tego sędziego w postępowaniach prowadzonych przed Sądem Najwyższym" - przypomniano. I dodano, że sprawy nie może rozstrzygać skład, który nie tworzy sądu w rozumieniu konstytucji oraz Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Uzasadniając swoje rozstrzygnięcie, SN opisał szereg pism, jakie składał wnioskodawca, aby wyeliminować z orzekania w jego sprawie tzw. neosędziów. Część z nich była pozostawiana bez dalszego biegu, niektóre zostały odrzucone. Niektóre wnioski o wyłączenie sędziego zostały uwzględnione, co jednak na niewiele się zdało, gdyż w takim przypadku miejsce w składzie orzekającym odsuniętego neosędziego zajmował kolejny. Pierwszy wniosek o wyłączenie został złożony 19 stycznia 2023 r., a ostatni 2 grudnia 2025 r.

Rzeczywistość prawna w Sądzie Najwyższym

Odnosząc się do tej sytuacji, SN podkreślił, że obrazuje ona rzeczywistość prawną, jaka panuje w najważniejszym sądzie w Polsce. Jego zdaniem pokazuje ona, jak na dłoni, z czym muszą mierzyć się strony procesu, które chcą przecież jedynie zrealizować swoje konstytucyjne prawo do sądu. „Przez okres prawie trzech lat toczyło się bowiem szereg postępowań, których celem było spowodowanie, aby w tej sprawie skargę na wyrok kasatoryjny rozpoznał sąd w znaczeniu konstytucyjnym i konwencyjnym, a nie skład orzekający, który z uwagi na wady w zakresie powołania na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego, nie może skutecznie wydać orzeczenia jako Sąd Najwyższy” – podkreślono w uzasadnieniu postanowienia. I dodano, że SN został doprowadzony do takiego stanu na skutek tzw. reform przeprowadzonych w latach 2017–2018. „a przyczynili się do tego wszyscy ci, którzy wzięli udział w niekonstytucyjnej procedurze powołania na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego”.

- Skutki tych tzw. reform, jak widać po toku postępowania w tej sprawie, ponoszą głównie strony procesu – skwitował Jarosław Matras, sędzia SN, który wydał omawiane orzeczenie.