Gry Artifex Mundi podbiły serca milionów graczy. Głównie kobiet.
Reklama
Kiedy mowa o polskich grach komputerowych, na myśl przychodzi seria „Wiedźmin”, tworzona przez warszawskie studio CD Projekt Red. I w zasadzie... to by było tyle. Tymczasem ludzi i firmy profesjonalnie tworzących u nas gry liczy się w setkach. I coraz częściej odnoszą oni znaczące sukcesy. Tak, jak zabrzańsko-krakowski Artifex Mundi, który w krótkim czasie zdobył uznanie na rynku niszowych gier łączących dobrą zabawę z wysiłkiem intelektualnym.
Artifex Mundi oznacza z łaciny „architekt świata”, co doskonale obrazuje charakter działalności studia. Specjalizuje się ono w grach HOPA, czyli „hidden object puzzle adventure”. Są to gry, w których do rozwiązania jest jakaś zagadka. Aby przesunąć fabułę do przodu, gracz odwiedza kolejne lokacje, w których zbiera potrzebne przedmioty (stąd „hidden object”), rozwiązując przy okazji różne zagadki (stąd „puzzle”), polegające np. na właściwym użyciu już zebranych przedmiotów.
Jak bardzo pociągający jest wirtualny świat kreowany przez artystów z Zabrza, świadczy to, że od 2011 r. ich gry pobrano 13 mln razy, z czego tylko na urządzenia marki Apple – 4 mln. Co ciekawe, większość nabywców gier stanowią kobiety. Przez 6 lat działalności Artifex wydał ponad 20 gier.
Założyciele Artifexu – bracia Tomasz i Kuba Grudzińscy – pierwszą grę wymyślili jeszcze w liceum. Była to prosta, tekstowa przygodówka oparta na „Hobbicie”. Po maturze obaj bracia wybrali studia informatyczne, choć marzeniem młodszego Kuby była paleontologia. Oznaczałoby to jednak przeprowadzkę do Warszawy, co mu się nie uśmiechało. Młodszy Grudziński programistą z prawdziwego zdarzenia nigdy nie został. Nie zmienia to jednak faktu, że doskonale się z bratem uzupełniają – młodszy objął dyrekcję artystyczną nad produkcjami studia. Już jako doktorant starszy Grudziński skupił wokół siebie grupę 10 osób, które chciały zajmować się grami na poważnie. Ta grupa dzisiaj stanowi twardy rdzeń Artifex Mundi.
Wkrótce bracia dostali szansę sprawdzenia się w tworzeniu prawdziwych gier. Trafili na wydawcę, skłonnego zlecać produkcję zespołom, które w portfolio mogły wpisać tylko zapał. Stworzyli dla niego strzelankę – „Ernest Colt Western Shooter”. Dla tego wydawcy Artifex zrobił jeszcze dwie inne gry, ale szybko zdał sobie sprawę, że – aby się rozwijać – musi podjąć się większych wyzwań. Grudzińscy zaczęli ich szukać na targach gier komputerowych. Szczęście uśmiechnęło się do nich na lyońskiej imprezie Game Connection, gdzie poznali przedstawiciela rosyjskiego wydawcy Alawar. Ten pokazał im gry HOPA i zapytał, czy nie mogliby dla niego takiej stworzyć. Początkowo bracia byli sceptyczni, bo marzyło im się robienie dużych produkcji, a nie puzzlozgadywanek. – Zmieniliśmy zdanie, jak usłyszeliśmy, że budżet takiej gry to ok. 100 tys. dol. Dla nas to była ogromna kwota, 8–10 razy wyższa niż to, co dostawaliśmy za grę – mówi Grudziński. Choć ostatecznie stanęło na mniejszym budżecie, Artifex dla Alawara zrobił „Joan Jade and the Gates of Xibalba”.
Mniej więcej w tym samym czasie zabrzańskiemu deweloperowi udało się przekonać do współpracy największego producenta gier HOPA – firmę Big Fish Games z Seattle. Amerykanie zlecili im zrobienie trzech gier. Pierwsza, „Time Mysteries: Inheritance”, okazała się wielkim sukcesem. Dzięki temu w 2010 r. polskie studio poczuło się na tyle pewnie, że postanowiło zrobić własną grę. Miało już doświadczenie, a także wystarczająco dużo środków, by udźwignąć taki ciężar samodzielnie. – Gra HOPA nigdy nie sprzeda się tak dobrze jak „Angry Birds”, ale jeśli jest dobra, to kupi ją duża część odbiorców zainteresowanych tym rynkiem. Wtedy gra ma szansę zwrócić się kilkukrotnie – mówi Grudziński. Wydany 1 września 2011 r. „Enigmatis: The Ghosts of Marple Creek” osiągnął taki właśnie sukces.
Kluczowe w rozwoju firmy było jednak pojawienie się inwestorów z Warsaw Equity Investments. Zastrzyk gotówki pozwolił jej na dobre rozwinąć skrzydła: otworzyć oddział w Krakowie i zajmować się kilkoma produkcjami naraz. Dzięki „Enigmatisowi” Artfiex zrozumiał, jak potężnym rynkiem są gry na urządzenia mobilne – wersje na nie sprzedały się lepiej niż te na tradycyjne komputery. Aby więc maksymalnie zautomatyzować proces tworzenia gier, opracowali specjalny silnik (tak w branży mówi się na program, w którym ostatecznie powstaje gra komputerowa), który pozwala im napisać grę tylko raz, a pomimo tego działa ona na różnych urządzeniach. Spark Casual Engine pozwolił jednocześnie drastycznie obniżyć koszty tworzenia gier.
Teraz największy nacisk studio kładzie na dopracowanie koncepcji gier. – Nie narzekamy na brak pomysłów. Najczęściej robimy burzę mózgów, ale czasami też ogłaszamy firmowy konkurs. Z takiego właśnie konkursu zrodziła się gra „Abyss: The Wraith of Eden” – tłumaczą założyciele Artifex. Następnie zaakceptowany pomysł trafia do etapu preprodukcji – tworzona jest wstępna oprawa graficzna lokacji, które odwiedzi gracz, a także projektuje się szkielet rozgrywki, fabuły itd. Na tym etapie wyłapywane są niedociągnięcia, np. zagadka, która nieźle wyglądała na papierze, ale w samej grze nie sprawia frajdy. Tak doszlifowana koncepcyjnie gra trafia do właściwego etapu realizacyjnego – tworzenia grafiki.
Studio rygorystycznie podchodzi do jakości swoich produkcji. Sprawdza je nie tylko wewnętrzny dział kontroli jakości, ale także wybrani losowo testerzy zewnętrzni, którym daje się do przejścia pierwszą godzinę gry. – Okazuje się na przykład, że założyliśmy sobie, iż gracz osiągnie pewien punkt w 10. minucie, a większość dochodzi do niego w 20. minucie – mówi Grudziński. Zanim gra trafi na rynek, dostępna jest dla kilku tysięcy graczy na świecie w fazie beta testów. W ten sposób firma sprawdza, jak fani oceniają grę ukończoną już w ponad 90 proc.
Ale w studiu z Zabrza wiedzą, że rynek dryfuje w kierunku gier opartych na modelu free to play – czyli takich, których ściągnięcie jest darmowe, ale zarabia się na sprzedaży przedmiotów wykorzystywanych w grze. Więc przygotowują taką produkcję. Oprócz tego studio nosi się z jeszcze jednym projektem, ale Grudziński nie chce zdradzić jego szczegółów. Zapewnia tylko, że tym razem będzie to gra bardziej dla mężczyzn niż dla kobiet.

Artifex Mundi specjalizuje się w grach typu HOPA